WARSZAWA – pierwsze minuty w stolicy, po długiej podróży Polskim Busem i nieprzespanej nocy.

Frustracja, szok połączony z rozbawieniem nad ogromem tego miasta, a także zerowym pojęciem, jak się po nim poruszać. Nie pomógł przewodnik książkowy, mapki ani internet w takim stopniu, w jakim tego oczekiwałam. Nieocenioną pomocą okazali się za to napotykani po drodze ludzie.

Należy liczyć się z tym, że w naszym mniemaniu jest tam ich zbyt wielu, zwłaszcza turystów, za dużo budynków, ulic, przejść podziemnych – łączących się z metrem – bądź takich zwykłych, między jednym zabytkiem a drugim. Osobiście dostawałam kręćka od spoglądania na mapę. Od myśli  – „jak wszystko sama ogarnę”.

Trzeba być pewnym, że z początku w tym ogromnym mieście pogubisz się na każdym kroku. Każdego dnia zawracałam, rysowałam w pamięci, jak dotrzeć do Centrum, a następnie do wybranego celu. Całe to przemieszczanie się, przypomina potknięcia i ponowne podnoszenie się na równe nogi. Niezmordowane marsze. Kilometry przebyte po ulicach Warszawy, upodabniające się do szlaku górskiego, który wiedzie na Śnieżkę.

Z pokorą zakładałam, że zagubienie się w Warszawie jest koniecznością. Jednak, kiedy dotarłam na miejsce, zrozumiałam wagę każdej minuty. Poczułam, jak od tej chwili czas staje się niezwykle cenny, ponieważ ogrom doświadczeń przede mną był nie do opisania.

Jeżeli wasza podróż ukierunkowana jest ściśle na zwiedzanie, to podpowiem, że dużym ułatwieniem są nazwy przystanków w aglomeracji miejskiej. Nadane w prosty sposób. Gdy potrzebujesz dostać się do Muzeum Powstania Warszawskiego, na rozkładzie znajdziesz tak samo podpisany przystanek tramwajowy czy autobusowy. Powyższa zasada działa identycznie w przypadku Łazienek Królewskich czy Starego i Nowego Miasta.

Warto zwrócić uwagę na kulturę aglomeracji, oznacza to, nie mniej nie więcej, że wymagana jest od podróżnika czujność i opieka nad pozostałymi pasażerami. Nie wypada gnać na zabój ku wolnemu miejscu, szturchać innych, jeść czy wlepiać intensywnie wzrok w okno. W transporcie publicznym spotkamy się z projektem „Bądź życzliwym pasażerem zamiast być monsterem”. Na ekranach wyświetlają się slajdy z poszczególnymi potworami, wyjaśniającymi typowe zachowania podróżnych, utrudniające podróż komunikacją miejską. I jest  to szanowane.

Linii autobusowych – przynajmniej w Centrum – zauważyłam niewiele, ale jeżdżą często, a ostatnie złapiemy jeszcze po godzinie dwudziestej trzeciej.

Decydując się na tułaczkę pieszo poświęcimy na nią wiele czasu. Natomiast transport liniami metra znacznie przyśpieszy czas wędrówki, redukując go nawet do dziesięciu minut od punktu początkowego.

W Warszawie ciężko też znaleźć oznakowanie stricte wskazujące kierunek zwiedzania danego obiektu turystycznego bądź drogowskazu, jak do niego dotrzeć. W związku z powyższym, zalecam dostęp do internetu – Google Maps, jakdojade.pl – lub posiadanie własnej, aktualnej mapki miasta. Ostatnim kołem ratunkowym są Warszawiacy, którzy w bardzo uprzejmy sposób wskażą drogę. Nazywani niedelikatnie Słoikami – są tak naprawdę bardzo kulturalni oraz życzliwi. Nieproszeni podadzą godzinę zanim zdążycie spojrzeć na tarczę zegara, udzielą rabatu na drogi trunek, mimo że wcale o to nie błagaliście, bo was nie stać, ale kelner był tak miły, że żal wam było po prostu wyjść i nic nie kupić.

Do czego dążę? Odpowiadając im życzliwością, odpłacają się nią nad wyraz. Stwierdzam to na podstawie osobistych trzydniowych doświadczeń.W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że trzy dni na Warszawę to zbyt mało.

 

Przed podróżą wiele osób pytało mnie: ale po co do Warszawy? Mówiłam: by zwiedzać. Zobaczyć stolicę. Nigdy tam nie byłam.

Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele z tych słów okaże się mieć pokrycie w rzeczywistości.

W Pałacu Kultury i Nauki istnieje możliwość wjechania windą na punkt widokowy oraz wzięcia udziału w zorganizowanej wycieczce po wewnętrznych komnatach. Znacznie ograniczona ilość czasu i gotówki wpłynęła na decyzję, by pozostać tylko przy punkcie widokowym. To tam zrobiłam najładniejsze, najbardziej oddające charakter Warszawy zdjęcia. Aparat uchwycił widok rozległego, potężnego Centrum niczym na pocztówkach.

Warszawa to przede wszystkim pięknie opowiedziana historia Powstania Warszawskiego z 1944 r. Ludzie, którzy podróżują, by doświadczyć czegoś pięknego, będą zapewne patrzeć na  miasto poprzez pryzmat II Wojny Światowej. Wizyta w w tym miejscu, w moim przypadku, skończyła się prawie płaczem. To głębokie, wzruszające, pouczające doświadczenie dla delikatnych serc, jak i pasjonatów wojny.

Na samym wejściu widnieją rozstawione budki telefoniczne. Początkowo zdaje się, że jest to wystawa dawnych modeli telefonów. Można podejść. Podnieść słuchawkę. Po drugiej stronie chór śpiewa powstańcze piosenki. I wtedy zauważasz kilka guzików na prawej części blatu, a przy nich pytania „ Co najbardziej utkwiło Pani w pamięci z Powstania?”. Dostrzegasz konkretny portret nad Twoją budką, klikasz guzik z pytaniem, z przyśpieszonym oddechem, wyczekując co zaraz nastąpi.

Słyszysz sygnał. Zostałeś połączony z człowiekiem, który przeżył Powstanie Warszawskie i on ze szczerego serca opowiada Ci swoją historię. Muzeum aktywnie działa na wszystkie Twoje bodźce, dając jednocześnie ogromną swobodę w zwiedzaniu obiektu.

W Muzeum spędziłam prawie pięć godzin, zatem na Starą Warszawę zostało naprawdę niewiele czasu. O zachodzie słońca powstały zdjęcia placu na Starym Mieście z widniejącym w oddali Stadionem Narodowym, Barbakanu, szybko złapanego w kadrze pomnika Zygmunta III Wazy. Początek marca to nie najlepsza pora na dogłębne zwiedzanie miasta. Z jednego powodu: przechadzając się w ciemnościach wieczoru – już o godzinie osiemnastej – po nieznanym Ci terenie, nic nie widzisz. Ryzyko zgubienia się, bardziej niż ustawa przewiduje, odstrasza od dalszej wędrówki, choć przyznam, że do ludzi bojaźliwych nie należę. Pieszo przewędrowałam z żywego pomnika w Nowe Miasto, nie wiedząc nawet kiedy to się stało. Po pierwsze: krótki dystans, po drugie: słabe oznakowanie miejsca, w którym aktualnie jesteś.

Ostatni dzień poświęcony na Łazienki Królewskie i umówione spotkanie z panem Grzegorzem Pawlakiem.W Łazienkach również zeszło kilka godzin. Sam park, może to kwestia pory roku, jest pełen spokoju, przechadzających się Warszawiaków z wózkami dziecięcymi, niewielu turystów. Oaza. Miałam okazję spotkać tam panią, która wyprowadzała swojego pawia na spacer i drugą panią, która biegała za nimi z aparatem.

Największe wrażenie zrobił na mnie Cadillac Józefa Piłsudskiego i jego posąg, tuż przy wejściu. Oczami wyobraźni starałam się przenieść maszynę na ulicę, posadzić w środku Marszałka, zobaczyć, jak wysiada w pośpiechu i poprawia gorączkowo cygaro. A losy naszego państwa spoczywają w jego dłoniach.

Tak, Warszawa przyłapała mnie kilka razy na wybujałej wyobraźni. Początkowo poturbowała, jak pierwszego lepszego przyjezdnego. Następnie, ku zaskoczeniu, dawała chwilę odpoczynku i spokoju.To wtedy nachodziły mnie refleksje, że byłoby to możliwe, by zakochać się w Warszawie. Wprawdzie nie od razu. Dopiero po czasie, kiedy odkrywa przed Tobą swoje łagodne oblicze. I wtedy nawet nie wiesz, gdy znajduje drogę do Twojego strudzonego podróżą serca. Łagodne oblicze Warszawy – zabrzmi niesłychanie absurdalnie, jeżeli znajdziesz się w tym miejscu po raz pierwszy w swoim życiu na dwadzieścia cztery godziny. Jednak możliwe.

Mimo nieustannej niepewności, dezorientacji, miasto daje odczuć smak swego rodzaju adrenaliny. Jak dla mnie ten stan, tę kilkudniową przygodę idealnie opisuje cytat z książki J.R.R. Tolkiena:

Czasem niebezpiecznie jest wyjść z domu, gdy staniesz na drodze, nigdy nie wiadomo, dokąd cię nogi poniosą.

Dodałabym jeszcze: i nigdy nie wiadomo, kogo w międzyczasie spotkasz.

Autor: Patrycja Rejdych

This slideshow requires JavaScript.

Redakcja Administrator
Magazyn Kulturalny Horyzont – nieformalne pismo internetowe założone 5 września 2015 r. przez dziennikarkę, poetkę i kandydatkę do ZLP Oddział Szczecin Annę Jakubczak. Horyzont ma na celu przekazywanie rzetelnych informacji, zachęcać do rozwoju osobistego i poznawania świata oraz dawać możliwość pokazania się szerszemu gronu poprzez organizowanie spotkań autorskich, wernisaży, slamów poetyckich i innych imprez kulturalnych we współpracy ze Związkiem Literatów Polskich oddział w Szczecinie, Książnicą Pomorską, Starą Rzeźnią oraz Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach.
follow me

Dodaj komentarz

Przeczytaj również:

Share via