W rytm „Ballad morderców” – recenzja zbioru opowiadań Mariusza Wojteczka

Pierwsze, na co czytelnik zwraca uwagę przy kontakcie z książką to okładka. Na tej, którą trzymam w dłoni, widnieje ilustracja autorstwa Kamila „Dirty Vermin” Krzypkowskiego. Postać zdejmuje maskę, odsłaniając swoje prawdziwe oblicze, tak jak przed czytelnikiem odsłaniają je mordercy, będący bohaterami Ballad Morderców.

Zbiór opowiadań  Mariusza Wojteczka to krótkie, lecz trzymające w napięciu opowieści, będące wariacjami na temat tekstów z płyty Murder Ballads Nicka Cave’a  and the Bad Seeds wydanej w 1996 roku. Można czytać je bez znajomości oryginału, jednak by docenić je w pełni polecam przesłuchać krążek. Ja zapoznawałam się kolejno najpierw z opowiadaniem, a następnie słuchałam utworu, który mu odpowiada. Niemal od razu zauważyć można, że ilość tytułów w spisie treści nie zgadza się ze spisem utworów z płyty. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że kilka z nich zawartych jest w dodanej, drugiej części, zatytułowanej Opowiadania, pozostaje nam Dziecko łez, skąd ten bonus?

            Tracklista, Ballady morderców:

  1. Kochane stworzenie – doskonałe przeniesienie najbardziej charakterystycznych cech osób oraz motywów zawartych w tekście utworu. Pierwsze zaskoczenie.
  2. Bar mleczny – co może zrobić były ZOMO-wiec, który nie ma już nic do stracenia? Drugie zaskoczenie.
  3. Crow Jane – okrutna zemsta, ale czy po cichu czytelnik nie sympatyzuje z poczynaniami Jane? Zaczęłam się przyzwyczajać do bardzo krótkich form.
  4. Henry Lee – była narzeczona, obecna kobieta, o tym opowiada Cave. Wojteczek jednak trochę namieszał skupiając się na tym, co dzieje się później.
  5. Piosenka o radości – zabił swoją Radość? Tak po prostu? Co tam się naprawdę stało?
  6. Stagger Lee – mężczyzna, bohater chcący chronić swoją ukochaną i trudną miłość do niej. Zdumiałam się.
  7. Tam, gdzie kwitną dzikie róże – „Nazywała się Elisa Day”. Dlaczego tak nieznośnie krótko?
  8. Życzliwość obcych – nie otwieraj nieznajomym.
  9. Klątwa – „Wszystkie boże stworzenia muszą umrzeć”.
  10. Śmierć nie jest końcem – klasyka filmowa? Cykl powieści Deana Koontza? Może, ale i tak nic nie jest w stanie popsuć radości z czytania.
  11. Dziecko łez – utwór pochodzi z Ballad kochanków i morderców wystawianych przez teatr Kortez. Doskonale wpisuje się w klimat zbioru. Czy tak zaczynają psychopaci?

Drugą część autor rozpoczyna i kończy opowiadaniami o portalach do innych, okrutnych światów, czy to w postaci piwnicznych drzwi, czy dziury w ścianie, przy której ktoś musi pełnić straż. Tu teksty są dłuższe, tak jakby były wynagrodzeniem dla czytelnika, cały czas utrzymują jednak dobry poziom. Mimowolnie wyróżnia się tu stylem, w nerwowych jakby urywanych zdaniach poruszony jest problem osoby, która została przez społeczeństwo uznana współwinną krwawych zbrodni męża. Przecież nie mogła być tak blisko i nie wiedzieć, o tym co robił. Kłębiące się myśli i uczucia kobiety, niechętne spojrzenia i docinki, pogłębiające się uczucie osaczenia. Nieco inne uczucia Mariusz Wojteczek opisuje w Liczbie początku i końca,  to żal i apatia następujące u głównego bohatera po stracie ukochanej żony. Trafność opisów jest porażająca, jednak to o zakończeniu historii powiedzieć można, że wbija w fotel. A gdyby tak skrzydlaci stróżowie mieli wolną wolę, jak ludzie? Autor w opowiadaniu Anioł „sprawdza” w jaki sposób mogłaby być ona wykorzystana, jednak czy to słuszne działania? Na to pytanie nie dostajemy odpowiedzi. Jedno jest jednak jasne, każdy bierze odpowiedzialność za swoje czyny.

Mimo dodania do Ballad Morderców kilku dodatkowych tekstów, czuję niedosyt i potrzebę powrotu do tych irytująco krótkich interpretacji. Gorąco polecam zarówno miłośnikom horroru, jak i fanom dobrej muzyki.

  • Inne tego autora
  • Polecane
Patrycja Smaga Contributor
Redaktor Działu Grozy/Grafik w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Patrycja Smaga – Z zawodu grafik, chociaż ani artystką ani projektantem się nie czuje. Posiada aspiracje na ilustratora. Typ osobowości: introwertyk, domator, typ wieczorny, czyli sowa. Inne przypadłości to książkoholizm, serialoholizm, a ostatnio kinomania. Znaki szczególne: duże okulary, nieobecny wzrok, książka w torebce lub w zasięgu ręki.
follow me

Dodaj komentarz