Rola baśni w życiu dziecka we wczesnej edukacji – cz. 2

Rola baśni w życiu dziecka we wczesnej edukacji – cz. 2

Oto leży przede mną dzieło największego psychoanalityka od czasów Freuda, twórcy księgi pt: „Cudowne i pożyteczne – o znaczeniu i wartościach baśni”- Bruno Bettelheima. Jego książka jest cudowna i bardzo pożyteczna, to wynik wieloletniej pracy terapeutycznej z dziećmi, to psychologia pełna doświadczeń młodszego rodzeństwa autora, to lata badań nad baśniami. Wprowadzając nas w treść swojej księgi, obiecuje, że ta czarująca opowieść o baśniach  nikogo nie zanudzi. I tak się dzieje, ponieważ jest to poruszający elementarz psychologiczny dla wszystkich czytelników, którzy chcą przebrnąć przez dzieło i zrozumieć lepiej samych siebie, a przez to również innych ludzi oraz czynić w życiu dobrze. Moją osobowość, podobnie jak Bruno Bettelheima kształtowała moja matka, która od bardzo wczesnego mojego dzieciństwa wprowadzała mnie nie tylko w świat baśni, ale również w świat bajek. Do tej pory pamiętam jak rozpaczałam po kogutku, który już nie wrócił po raz kolejny do domu, bo mimo zakazów wychodził z domku i kotek już go nie znalazł. Chytry lis podstępem wywabił kogutka z domu, tylko czekał na okazję żeby zdobyć smakołyk. Kogutek krzyczał: ratunku!!! ale kotek był za daleko, żeby uratować po raz kolejny przyjaciela. Gdy wrócił do domku zastał pustą chatkę, smutno mu było, że od tej pory musiał zamieszkać sam. Niezapomniana bajeczka wywarła na mnie silne emocje,  trysnęły łezki i pokapały jak grochy po policzkach. Do tej pory mam wątpliwości czy tego typu baje powinny być czytane kilkulatkom.

Później moja mama bardzo uważała co czyta swojemu wrażliwemu dziecku, wybierając opowiadania takiej treści, które nie wpływałyby negatywnie na rozwijający się rozumek czterolatki. Ze wspomnień mojej mamy wiem, że niektóre baśni musiały być czytane wielokrotnie. Były takie ulubione, które znałam na pamięć. Szczególnie baśnie Andersena np. „Calineczka”, „Brzydkie kaczątko” i inne. Wtedy to brałam do rąk własnych książeczkę z baśniami, pięknie ilustrowaną i czytałam z pamięci, przewracając strony zgodnie ze słowami  tam napisanymi. Z boku wyglądało to tak, jakby czterolatka umiała czytać. Pewnego razu ktoś ze znajomych, aż  krzyknął: „o Rany!!!! ona czyta!!!”. Wrażliwość i miłość do baśni wpajane przez moją mamę, pozostały u  mnie  po dzień dzisiejszy. Choć szukam w obecnych czasach sensu życia w pełni świadomie, to czasami zdaje mi się, że tracę chęci. Wiele złych zdarzeń losowych, złych ludzi stanęło na mojej drodze życia. Pesymizm wkrada się w zakamarki moich komórek mózgowych, z trudem go usuwam. Najchętniej powróciłabym do beztroskich lat z dzieciństwa, lat kiedy to inaczej się myśli, inaczej widzi się świat. Mądre zrozumienie swojej egzystencji uzyskujemy dopiero w dorosłości, chociaż niektórzy rodzice chcą, aby ich dziecko było tak inteligentne jak oni sami. Szkoda, że nie mogą się cofnąć do własnych wcześniejszych dziecinnych lat i nie przeanalizują swojej osobowości z tamtego czasu. Rozum dziecka rozwija się w takim tempie jak rozwija się jego ciało czyli bardzo powoli.  Hola, hola „nie od razu Kraków zbudowano5. Dziecko musi krok po kroku poznawać siebie, a przez to lepiej zrozumie innych ludzi. Aby nie być zdanym na łaskę losu, dziecko musi rozwijać własne zasoby wewnętrzne, tak aby uczucia, wyobraźnia, intelekt wzajemnie się wspierały i dawały siły potrzebne do rozwoju racjonalności. Aby życie dziecka miało sens zależy od rodziców – ich sposób opiekowania się dzieckiem, dziedzictwo kulturowe jakie posiadają i w jaki sposób przekazują je małej istotce. Najlepiej gdy dziedzictwa kulturowe przekazywane są  przez utwory literackie.           Bruno Bettelheim  mówi o tym, iż literatura ucząca czytać dziecko w przedszkolu i szkole jest bardzo płytka. Ma ona tylko wartości techniczne uczące dzieci poznawać literki, składać je w sylaby i czytać. Taka nauka czytania jest bezwartościowa dlatego, że treść tej literatury nie ma żadnej wartości dla dziecka. Jest płytka, nie daje dziecku żadnych wrażeń i przeżyć podczas czytania. Jego wrażliwość stoi w miejscu, a z czasem wrażliwość ulatnia się do tego stopnia, że dziecko staje się obojętnym na wszystko „potworkiem”. Dziecko bez wrażliwości to mały terrorysta, samolub, egoista. Opowieść musi przykuć uwagę dziecka, musi obudzić w nim ciekawość, musi je zabawić, pobudzić wyobraźnię, pomóc dziecku w rozwoju jego inteligencji, w porządkowaniu uczuć. Małe dziecko potrzebuje bezustannie wskazówek, potrzebuje wychowania pokazującego mu co jest dobre, a co złe.

Wielkie znaczenie dla dziecka we wczesnej edukacji mają baśnie. Pamiętam czytane dla mnie baśnie kończące się dobrem dla dobra, podbudowywały mnie i jako kilkuletnie dziecko, wyobrażałam sobie, że jestem tą najlepszą baśniową postacią. Baśniowe opowiadania przez setki lat przemawiały do wszystkich warstw osobowości ludzkiej. Były jednakowo przyswajane przez wszystkie umysły, czy to umysł dziecka, czy też umysł człowieka dorosłego, mądrego. Często gęsto są mylone bajki z baśniami, albo też twierdzi się, że to jedno i to samo. Pragnę wyjaśnić w tym miejscu, że tak nie jest. Bajki dotyczą problemów człowieka, a szczególnie tych problemów, które zajmują umysł dziecięcy. Baśnie bardzo mocno wzbogacają wewnętrzne życie dziecka, uwzględniają stan w jakim znajduje się dziecko pod względem psychicznym i emocjonalnym. Bajka i baśń mają wiele cech wspólnych, jednak są to dwa różne gatunki literackie. Bajka to króciutki utwór z morałem na końcu – może być wierszowana. Bohaterami bajek mogą być zwierzęta  i ludzie. Są utworami tekstowymi wzbogaconymi pięknymi ilustracjami. Baśnie to utwory narracyjne, są przeznaczone nie tylko dla dzieci, mają bardzo zaawansowaną formę literacką. Akcje baśni są umieszczane w świecie fantastycznym, a bohaterowie przeżywają mrożące krew w żyłach przygody. Są tam siły nadprzyrodzone, występują nieprawdopodobne wydarzenia.  Baśnie wywodzą się z folkloru, z podań i wierzeń dawnych cywilizacji.

Od pewnego czasu uważnie obserwuję naszą najmłodszą istotkę w rodzinie. Według mnie Ola rozwija się prawidłowo, choć mama Oli ciągle podkreśla, że nie ma już cierpliwości do swojej córki.  Ja  jednak widzę, że Oleńka jest najnormalniejszym dzieckiem o wybujałej fantazji. Kiedy zostaje w swoim pokoiku wśród zabawek i książek, widzi i rozmawia z postaciami z bajek. Woła pieski i kotki których nie ma koło niej. Ola nie jest właścicielką zwierzątek, a wychwala się dzieciom w przedszkolu, że ma np. dwa kotki. Stan emocjonalny odczuwa cała rodzina, mała bardzo pragnie mieć w domu jakieś zwierzątko, a najbardziej pieska. Jeżeli dziecko ma poradzić sobie z problemami psychologicznymi, musi mieć racjonalne wytłumaczenie co dzieje się w świadomej sferze jego psychiki tak, aby radziło sobie z tym co dzieje się w jego nieświadomości. Tu w tym miejscu baśnie mają swoją wielką wartość, dając dziecku olbrzymią wyobraźnię i ochronę tej wyobraźni. Wiem, że panuje zwyczaj ukrywania przed dziećmi zła, które niestety leży w ludzkiej naturze. Ogólnie chcemy – my dorośli – aby nasze dzieci w to wierzyły, iż wszyscy ludzie są dobrzy, że mają nieskazitelne charaktery i czynią wokół siebie tylko dobro. Jednak zapominamy o tym, że nasze dzieci są bystrzejsze niż nam się wydaje. Podsłuchują,  podpatrują i wiedzą, że dorośli kłamią co do tej dobroci ludzi, a poza tym same dzieci nie zawsze są dobre i nawet nie chcą takie być. Gdy jednak rodzice przekonują swoją pociechę o dobroci i nieskazitelności innych ludzi z naciskiem, uporczywie, to wtedy małe dziecko przytłoczone takimi zapewnieniami o dobroci,  myśli o sobie, że jest  z nim bardzo niedobrze i przez swoje zło, które pojawia się u niego staje się  potworem.

My wychowawcy, rodzice, czynimy bardzo źle! Nie powinniśmy my, dorośli zamykać dziecka w kokonie dobroci. Dziecko powinno widzieć co się dzieje wokół niego, widzieć i rozpoznawać dobro jak i zło i w miarę dorastania umieć walczyć z trudnościami życiowymi. Nie  róbmy z dziecka niedorajdy, która załamie się po pierwszym zetknięciu ze „złem”.

 

Autor: Anna Dorosińska

Fotografia: Pixbay

Redakcja Administrator
Magazyn Kulturalny Horyzont – nieformalne pismo internetowe założone 5 września 2015 r. przez dziennikarkę, poetkę i kandydatkę do ZLP Oddział Szczecin Annę Jakubczak. Horyzont ma na celu przekazywanie rzetelnych informacji, zachęcać do rozwoju osobistego i poznawania świata oraz dawać możliwość pokazania się szerszemu gronu poprzez organizowanie spotkań autorskich, wernisaży, slamów poetyckich i innych imprez kulturalnych we współpracy ze Związkiem Literatów Polskich oddział w Szczecinie, Książnicą Pomorską, Starą Rzeźnią oraz Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach.
follow me

Dodaj komentarz