Relacje z koncertu Nigela Kennedy’ego w szczecińskiej filharmonii

Jakiś czas temu, w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie, miał miejsce koncert Nigela Kennedy’ego, na którym mieli przyjemność być nasi redaktorzy Agnieszka Maciejewska oraz Mateusz Pulikowski. Warto zaznaczyć na samym początku, że to było całkowicie spontaniczne wyjście i nie mieli zielonego pojęcia na jakiego typu koncert idą. Oto ich krótka rozmowa po występie.

Agnieszka [A]: Nasze wyjście niewątpliwie można nazwać „poszerzamy swoje Horyzonty”. Sama filharmonia robi wrażenie, a sala symfoniczna jest po prostu magiczna, można się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia. Gdy zabrzmiały trzy dzwonki na sali zrobiło się cicho. Trwało to kilka minut, ale wszyscy z niecierpliwością czekali dalej i w ten sposób z kilku minut zrobiło się 30 minut spóźnienia.

Mateusz [M]: Jak się później okazało 30 minut spóźnienia nikomu już nie przeszkadzało.

A: Dokładnie! Mówiąc szczerze byłam tym na początku lekko rozczarowana, ale w końcu pojawił się na scenie on, Nigel Kennedy. W momencie usłyszenia pierwszych dźwięków, kupił moje serce. W pierwszej części koncertu, która trwała około 1,5h pojawiły się fragmenty kompozycji Antoni ‘a Vivaldi’ego z „Il cimento dell’armonia e dell’inventione”. Chyba każdy zna słynne „Cztery pory roku”. Kennedy nagrał nawet płytę w 2015 roku pt.: „Vivaldi: The New Four Seasons”. Jest to jak dla mnie nowoczesna forma muzyki klasycznej, połączonej z jazzem, która nadal zachwyca i wzrusza swoim pięknem. W drugiej części były grane utwory z najnowszej płyty „My World” i tu nasuwa mi się powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce”, choć ja bym to zmodyfikowała na „nie oceniaj płyty po okładce”.  Płyta jest genialna, a kolorystyka okładki może wprowadzać lekko w błąd. Ja w pierwszej chwili myślałam, że to będzie jakieś electro, a tu pozytywne zaskoczenie, znów muzyka klasyczna w niecodziennej formie.  

M: Tak, trzeba się z tobą zgodzić. Ja jestem człowiekiem, który zawsze mówi, że lubi wszystko, co dobre w kulturze, rozrywce i sztuce. Zero ograniczeń gatunkowych, stylowych, epokowych. Także, jeśli chodzi o nurt, w który się znacząco wbił Nigel. Pamiętam pytanie do mnie: „Czy lubisz jazz?”, odpowiedziałem wtedy: „Ja lubię każdą muzykę”. Każda muzyka ma swoje dobre i słabe momenty. Nigel zdecydowanie należy do tych pierwszych. Znalazłem się na jego koncercie i się nie zawiodłem.

A: Wizerunek Nigela może szokować, przypomina on wirtuoza-punka i zarazem luzaka. Wszyscy muzycy byli elegancko ubrani, na scenie panowie we frakach, panie w długich sukniach, a on w sportowych butach do biegania, jakby przyszedł na próbę, a nie na wielki koncert.

M: Do tego dres i irokez godny gwiazd z futbolowych lig światowych.

A: Jego sposób podejścia do widowni i muzyków na scenie, z którymi tworzył tak niesamowite widowisko jest zabawny, nie jeden raz miałam uśmiech na twarzy. Cała oprawa świetlna oddawała klimat muzyki, dzięki czemu można było się przenieść w jakby inny wymiar… po prostu coś niezwykłego.

M: Było w tym jednak coś, co ludzi nie odepchnęło, wręcz przeciwnie – stał się bliski widowni, a widownia jemu. Ten kontakt czuli wszyscy. Na koniec dwukrotne owacje na stojąco. A przecież z sukcesem próbował rozmawiać po polsku, jego flow nie odbijało się od ściany bez echa, lecz wracało z werwą, którą widownia wyrzucała z siebie co kilka minut.

A: Dla mnie Nigel Kennedy to współczesny geniusz muzyki klasycznej, cały koncert trwał blisko 3 godziny i ani razu nie zajrzał w nuty (nawet ich nie miał na scenie), wszystko grał z pamięci. Czasami miałam wrażenie jakby improwizował, był jednocześnie dyrygentem bo nadawał takt i tempo orkiestrze oraz muzykiem, nie wspominając już o tej ekspresji jaką można było obserwować. Coś wspaniałego.

M: Nigel był tutaj szefem, oczywiście. Ale nie takim, który narzucał innym wszystko po kolei. Nie był jak Karajan, który musiał mieć wszystko pod kontrolą, a jeden błąd oznaczał dyscyplinarkę. Był jak ojciec i przyjaciel tych wszystkich muzyków na scenie. Odgrywał dosłownie pierwsze skrzypce, ale umiał jednocześnie pozostałych wykonawców – a nie oszukujmy się, byli równie znakomici co Nigel – poprowadzić po tej ścieżce. Widzieliśmy niezłe show, tak muzyczne, jak i wizualne, bo mogliśmy zobaczyć spektakl z Nigelem w roli głównej. Śmiało go polecamy, na YouTube czy Spotify (jest tam większość jego płyt, włącznie z tymi, które prezentował w Szczecinie).

Na koncercie byli, uśmiali się i porozmawiali: Agnieszka Maciejewska i Mateusz Pulikowski.


Agnieszka Paulina Maciejewska (Zastępca Redaktor Naczelnej oraz Kierownik ds. PR) – Urodzona 23 kwietnia 1993 roku, rodowita szczecinianka. Studentka Technologii Chemicznej na Wydziale Technologii i Inżynierii Chemicznej na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie. Asystentka w dziale promocji w Akademickim Radiu Pomorze. Miłośniczka muzyki, sztuki oraz kultury szeroko rozumianej pod tymi pojęciami. Otwarta na poszerzanie i odkrywanie kolejnych Horyzontów.

Mateusz Pulikowski (Redaktor Działu Kultura i Psychologia) – Lat 22, Gliwiczanin, student matematyki na Uniwersytecie Szczecińskim, członek samorządu studenckiego, amatorsko pisarz. Od niedawna także felietonista. Zamiłowany czytelnik tekstów literackich i life style’owych Szczepana Twardocha. Autor wielu wierszy do szuflady z ograniczoną publikacją publiczną. Fan wszystkiego, co dobre w kulturze, sztuce i rozrywce. Słuchacz muzyki break- i big beat’owej, zwłaszcza Fatboy Slim’a

Agnieszka Maciejewska Administrator
Agnieszka Paulina Maciejewska (Zastępca Redaktor Naczelnej oraz Kierownik ds. PR) – Urodzona 23 kwietnia 1993 roku, rodowita szczecinianka. Studentka Technologii Chemicznej na Wydziale Technologii i Inżynierii Chemicznej na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie. Asystentka w dziale promocji w Akademickim Radiu Pomorze. Miłośniczka muzyki, sztuki oraz kultury szeroko rozumianej pod tymi pojęciami. Otwarta na poszerzanie i odkrywanie kolejnych Horyzontów.
follow me

Dodaj komentarz