Recenzja: Javagore – „Do It Now” (2017)

Misz masz

 Javagore – „Do It Now” (2017)

           Zdążyłem już ponarzekać, że na Jamendo trudno jest znaleźć coś wartościowego. Praktyki niektórych osób zamieszczających tam swoją twórczość sprawiają, że czasem zastanawiam się, jaki jest sens istnienia tego serwisu. Ale na szczęście jest na świecie taka strona jak ta, gdzie co jakiś czas można poczytać sobie o czymś specjalnie na tę okazję przygotowanym. W gąszczu miernoty można przecież znaleźć coś wartościowego, choćby pojedyncze utwory. Co będzie tym razem?

            Zacznijmy od tego, że nie jest to typowy album. Znalazłem go przeglądając najnowsze udostępnione tam projekty – także nie spodziewałem się niczego konkretnego. I – ku mojemu zdziwieniu – niczego konkretnego nie zastałem. Rzut oka na tagi nie podpowiedział mi w zasadzie nic, co mogłoby mi tu pomóc. Ale tego akurat się spodziewałem. No, może prócz tego, że sporo tu muzyki elektronicznej – dominujący jest dźwięk klawiszy (syntezatora). Co prawda później włączają się też inne instrumenty, a nawet gatunki, ale jednak pozostaje na tym polu taki mały niedosyt. Mały, ale na tyle znaczący, że się człowiek zastanowi, czego w ogóle słucha.

            Sprawa zaczyna się jednak niezwykle intrygująco. Pierwsza ścieżka jest jednocześnie najdłuższą i najciekawszą. To znana taktyka – większość słuchaczy decyduje o losie albumu po pierwszych sekundach – jakże by inaczej – pierwszego utworu. A ten dość dobrze oddaje ducha „krążka” – co jakiś czas zmienia się w nim bowiem motyw przewodni. Można wręcz powiedzieć, że ewoluuje w rzecz z jednej strony zaskakującą, a z drugiej nie przyprawiającą o mdłości nadmiarem różnorodności – a potem i tak wraca do znanej już melodii, choć nieco inaczej ujętej. W końcu dotrwałem do końca, a to już coś znaczy. Chodzi mi o to, że słucha się tego i nie powstaje nam w głowie myśl, że pora włączyć coś innego.

            Jak wspomniałem, utwór ten przekłada się na to, co słychać w całej rozciągłości albumu. Nie ma tu jednego stylu, czy gatunku, który spajałby wszystko w jedną całość. Jest co prawda ten syntezator, ale są i gitary, a nawet instrumenty dęte. Najprawdopodobniej przywołane do życia przez komputer, ale co tam. Dlatego też lubię myśleć o „Do It Now” jako o ścieżce dźwiękowej do gry czy filmu. Zaskakujące? Pewnie i tak. Założę się, że sam autor nie powiedziałby tego o swoim dziele. Mnie ten pomysł wpadł do głowy z tej prostej przyczyny, że przypominało mi ono miejscami znane mi już ścieżki do gier z Amigi, które wypełniały mi dzieciństwo. Jak widać można i tak.

            Oczywiście tylko miejscami. Bo brzmienia te, choć tak bliskie mojemu sercu, nie stały się osią napędową całego albumu. Ale w sumie to się cieszę – już niedawno recenzowałem dla Was taki właśnie album. Jaki był jego oddźwięk powiedzieć nie mogę, bo pisząc te słowa jeszcze nie wisiał na naszej stronie, ale zawsze pozostaje mi wierzyć, że się (s)podobał. Wracając jednak do naszej dzisiejszej zdobyczy – moje kochane liczby. Dwanaście utworów, ponad czterdzieści dwie minuty. Mnie to zadowala. Powiem więcej – ponownie zostałem trafiony przez coś, czego się nie spodziewałem. Liczyć który to już raz nie będę, ale będzie tego kilka razy – dzisiaj. Otóż zakończenie okazało się być bardziej malownicze niż początek. Nie w sensie lepsze, bo ta pierwsza ścieżka wciąż mnie urzeka, ale utrzymane w takim tonie, że sam sobie powiedziałem – niezłe! Nic wielkiego, taki mały ukłon w stronę tych, którzy jak ja dotrwają do końca. Ostatni utwór to już totalne oddanie się zabawie, jaką daje tworzenie muzyki. Nie powiem, że nie było czegoś takiego po drodze, ale tu jest to po prostu skumulowane i widać to jak na dłoni. Czymże innym jest funk, jeśli nie samą radością? Za samo to, że autor o nim pamiętał, dałbym swoją rekomendację, ale z racji stanowiska się powstrzymam. I ten sam koniec… Jak mówiłem, nic wielkiego – ale sieje magię, powiadam Wam.

            I tym przydługim akapitem chciałbym zakończyć naszą przygodę z muzyką na dzisiaj. To znaczy – tę na piśmie, bo jak mniemam zaciekawiłem Was i przyczynicie się do zwiększenia się liczby pobrań albumu autorstwa Javagore. Serdecznie zachęcam i polecam. Może nie to, co zwykle, ale i tak warto spróbować. Ja nie żałowałem – i Wy też nie będziecie.

A sam album oczywiście dostępny jest za darmo: https://www.jamendo.com/album/167020/do-it-now

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marcin Jabłoński Contributor
Szef Działu Kultura, Szef Działu Muzyka w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Urodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Warszawie, obecnie mieszka w jej okolicach. Studiował m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie otrzymał tytuł magistra na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Z pisaniem na poważnie związał się w 2006 roku, kiedy rozpoczął współpracę z dużym polskim serwisem o grach niezależnych. Następnym jego krokiem było założenie własnego bloga (a nawet dwóch), gdzie w sposób radośnie nieskrępowany dodawał wpisy o grach, książkach i muzyce. Fan muzyki i gier w ogóle, ale zwłaszcza twórczości niezależnej – nie pogardzi też czymś do czytania. Potrafi przez trzy dni słuchać tej samej płyty, co może nie jest zbyt produktywne, ale ten typ już tak ma.
follow me

Dodaj komentarz