Recenzja: Florens – Transition (2014)

 

Muzyka popularna ma wiele oblicz. Co ciekawe, nawet jeśli album trwa tylko niewiele ponad pół godziny – jak choćby krążek duetu Tegan and Sara z ostatniej recenzji – można spokojnie polecić go szerszemu gronu słuchaczy. Czy tak jest i tym razem?

Pół godziny – to może być mało, ale pytanie zasadnicze brzmi, czym ten czas wypełniono? Pochodzący z Włoch Florens dość trafnie określa gatunek, w duchu którego stworzył swoje dzieło. Otóż… nie robi tego wcale. Jak sam to ujmuje, pozostawia swoim słuchaczom decyzję, co to jest. Osobiście powiedziałbym, że jest to któryś z nurtów muzyki pop ze sporą dozą elektroniki. Sprawa jest jednak otwarta, bo zarówno z popu jak i z elektroniki można wydzielać podgrupy, jak choćby downtempo czy easy listening. Ślady ewolucji tych dwóch gatunków znajdą się tu na pewno.

Album, mimo że, jak wspominałem, trwa tylko trzydzieści dwie i (prawie) pół minuty, zdążył zadomowić się w mojej kolekcji na dobre. Delikatne linie melodyczne (acz nie aż tak bardzo spokojne, aby konkurować z choćby ambientem) pozwalają człowiekowi zapomnieć o tym, co dzieje się za oknem. Z kolei głos Florensa nie usypia, lecz swobodnie prowadzi nas od samego początku (pomijam krótkie intro) aż do końca. To trzeba usłyszeć! Nie jest to tak zwana „mieszanka wybuchowa”, ale nie to było głównym zamierzeniem. Celem autora nie było stworzenie hitów: czegoś, co zapadnie nam w pamięć i będziemy nucić to pod nosem. Melodie te prawdopodobnie będą wam towarzyszyć przez dłuży czas, ale to już zasługa ich genialnego wykonania. Ja nie mogłem się od nich oderwać.

Prawie wszystkie utwory zawarte na płycie mają tekst – z wyjątkiem zamykającego zestawienie, tytułowego „Transition”, który jest ścieżką instrumentalną. O czym śpiewa Florens? O życiu – kwestią dyskusyjną jest czy o swoim własnym, czy też fikcyjnego podmiotu lirycznego. Faktem jest, że mówi on wprost: „ja”, potem przechodząc w „my”. Fani piosenek o miłości nie będą więc zawiedzeni, bowiem szybko okazuje się, że staje się ona główną osią fabuły zawartej w utworach. Zaczyna się niewinnie – od strachu przed zawarciem nowej znajomości. Co będzie potem?  Zapraszam do przesłuchania.

Spostrzegawczy czytelnicy zapewne zauważyli, że dzisiejszy album pochodzi z roku 2014. Niestety, autor nie pokusił się o kontynuację. A nie, przepraszam – na prośbę swoich zapalonych zwolenników udostępnił wersję instrumentalną (link zamieszczę pod tekstem). Pomimo upływu lat album nie zestarzał ani nie zdezaktualizował, co często można zauważyć w przypadku wielu dzieł z głównego nurtu. To po prostu nadal funkcjonuje. Jeśli coś miałoby świadczyć o kunszcie artysty, to chyba właśnie to.

Jeśli jesteście fanami mocnego uderzenia, to raczej nie jest to album dla was. Co innego, jeśli preferujecie zaszyć się w kącie i zniknąć dla otaczającego was świata. Takim właśnie osobom w szczególności polecam dzieło Florensa. Wieczory same się muzyka nie wypełnią, a ten album idealnie się do tego celu nada.

Link do albumu: https://www.jamendo.com/album/167275/transition

Link do wersji instrumentalnej: https://www.jamendo.com/album/168947/transition-instrumental

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marcin Jabłoński Contributor
Szef Działu Kultura, Szef Działu Muzyka w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Urodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Warszawie, obecnie mieszka w jej okolicach. Studiował m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie otrzymał tytuł magistra na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Z pisaniem na poważnie związał się w 2006 roku, kiedy rozpoczął współpracę z dużym polskim serwisem o grach niezależnych. Następnym jego krokiem było założenie własnego bloga (a nawet dwóch), gdzie w sposób radośnie nieskrępowany dodawał wpisy o grach, książkach i muzyce. Fan muzyki i gier w ogóle, ale zwłaszcza twórczości niezależnej – nie pogardzi też czymś do czytania. Potrafi przez trzy dni słuchać tej samej płyty, co może nie jest zbyt produktywne, ale ten typ już tak ma.
follow me

Dodaj komentarz