Recenzja: Carly Rae Jepsen: „E·mo·tion” (2015)

Chyba wszyscy słyszeli o przeboju Call Me Maybe. Tak się składa, że po jego wydaniu trochę o dzisiejszej bohaterce przycichło. Nie na zawsze na szczęście, bo jakiś czas później powstała nowa płyta wokalistki – i ją właśnie miałem okazję przesłuchać.

Sprawa z warsztatem muzycznym Kanadyjki wygląda mniej więcej tak, jak było to w przypadku naszej rodzimej Moniki Brodki (dziś znanej jako „Brodka”). Obie panie zaczynały w krainie klasycznej muzyki popularnej, żeby później przenieść się w sferę elektroniki (ale również w obrębie muzyki pop). Kolejne piosenki mniej lub bardziej odrywały się od poprzedniej twórczości obu artystek – i osobiście bardzo się z tego cieszę. Dlaczego? Otóż popu mamy pod dostatkiem – i zawsze z radością patrzę na nowe ruchy w tej materii.

Trudno jednak mówić o jakiejś większej zmianie w tym, jak Carly śpiewa. Głos bowiem jest czymś tak charakterystycznym, że czyni danego artystę rozpoznawalnym. Tak jest i tu – i to w tym dobrym znaczeniu. Nie mam co prawda materiału porównawczego, bo niestety nie posiadam starszych płyt piosenkarki – bazuję więc na tym, co udało mi się zasłyszeć w internecie. Wokal Carly jest „miękki”. Można powiedzieć, że bardzo młodzieżowy. Sprawia to, że wszystkie jej piosenki są w jakiś sposób do siebie podobne. Szczęśliwie dla nas, słuchaczy, wiele pracy włożono w aranżację i sposób, w jaki artystka zaśpiewała poszczególne utwory. Na płycie znajdziemy dość szeroką gamę klimatów – od spokojniejszych ballad (jak All That) po żywsze kandydatki na przebój radiowy (np. Run Away with Me). Aż szkoda, że Carly jest tak mało u nas znana i promowana. Z chęcią bym posłuchał jej piosenek, gdy najdzie mnie ochota na wyłączenie się przy jakiejś stacji muzycznej…

Bardzo cieszy mnie dobór muzyki. Jest to standardowy zestaw pop-rockowy, tj. gitary i perkusja, ale jak już wspomniałem, liczy się wykonanie – a to stoi na bardzo wysokim poziomie. Szczególnie miło zaskoczyły mnie funkowe efekty gitarowe w Boy Problems. Takie coś powoli staje się chyba standardem, a jak na mój gust to bardziej jak dobrze. Ale nie koniec na tym niespodzianek – każdy utwór proponuje coś innego, acz niekoniecznie wykraczającego poza utartą ścieżkę popu.

Album cierpi na jedną zasadniczą – i do tego dość powszechną – przypadłość. Im dłużej go słuchamy, tym „słabsze” piosenki płyną z głośników. Nie chodzi mi tu o to, że te późniejsze są złe – ale wyraźnie odstają od choćby pierwszego Run Away with Me czy tytułowego E·mo·tion. Doskonale pamiętam zwiastun płyty – i to, jak bardzo pozytywnie mnie on nastawił. Mogę więc czuć się lekko zawiedziony. Gdy do moich uszu dotarły dźwięki z Warm Blood (przedostatni utwór), całą nadzieję złożyłem w ostatnim utworze – i jakoś się on wybronił. Nie było to coś specjalnego, ale zawsze.

Nowa płyta Calry Rae Jepsen ma już co prawda kilka lat, ale moim zdaniem wciąż się trzyma. Co więcej, nadal sprawia, że człowiek jakoś tak sam porusza się do rytmu. Polecam ją w szczególności fanom muzyki popularnej – ale i wszelkim imprezowiczom. Zarówno tym domowym, jak i klubowym. Album idealnie nada się jako tło do poproszenia kogoś specjalnego do tańca. I tego Wam życzę na koniec – żeby ktoś taki znalazł się w Waszym życiu. I żeby była okazja, żeby razem potańczyć w rytm muzyki z niniejszej płyty. Efekt murowany!

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marcin Jabłoński Contributor
Szef Działu Kultura, Szef Działu Muzyka w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Urodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Warszawie, obecnie mieszka w jej okolicach. Studiował m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie otrzymał tytuł magistra na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Z pisaniem na poważnie związał się w 2006 roku, kiedy rozpoczął współpracę z dużym polskim serwisem o grach niezależnych. Następnym jego krokiem było założenie własnego bloga (a nawet dwóch), gdzie w sposób radośnie nieskrępowany dodawał wpisy o grach, książkach i muzyce. Fan muzyki i gier w ogóle, ale zwłaszcza twórczości niezależnej – nie pogardzi też czymś do czytania. Potrafi przez trzy dni słuchać tej samej płyty, co może nie jest zbyt produktywne, ale ten typ już tak ma.
follow me

Dodaj komentarz