Recenzja: Ania Dąbrowska – „Dla naiwnych marzycieli” (2016)

Bądźmy naiwni

Recenzja: Ania Dąbrowska – „Dla naiwnych marzycieli” (2016)

Jej piosenki co jakiś czas pojawiają się w radiu – nie jest to więc osoba mało znana na naszym rynku. Ba, w jej ręce dostało się nawet parę nagród, nie mówiąc już o nominacjach. Problem polega na tym, że jest ona artystką dość niszową. Ania Dąbrowska rok temu wydała kolejną płytę – którą w końcu zakupiłem. Co nas czeka tym razem?

Ano dużo muzyki. Ale to chyba logiczne, prawda? Coś jednak musiało w niej być, że jak już zaznaczyłem, dostała się ona w moje ręce. Byle czego nie kupuję, mogę Was zapewnić. Ale to już może kwestia gustu… Tak czy inaczej jeśli podoba się Wam muzyka o miłości, ale nie takiej wprost – to zapraszam dalej.

Na początek kilka liczb. Na płycie znajdziemy dziesięć piosenek, w tym jedną po angielsku. Coś mi to chyba przypomina… Ale wbrew pozorom ta tutaj mi się nawet podobała.  Nic szczególnego, ale zawsze. Krążek będzie się kręcił przez trochę ponad trzydzieści osiem minut. Takie trochę mało, ale co tam. Co ważne, w procesie tworzenia każdego z utworów główną rolę grała sama zainteresowana – jest autorką zarówno muzyki, jak i tekstów. Tylko niekiedy ktoś dołączył i dodał swoje przysłowiowe trzy grosze. Czy przez to album jest bardziej osobisty? Myślę, że tak. Ale o tym za chwilę.

Muzycznie płyta prezentuje się bardzo przyzwoicie, ale nie doświadczymy tu jakichś szczególnych zasług osób operujących instrumentami. Jej, ale fajne określenie 😛 Nie że jest źle i kaplica, ale mimo wszystko fani wyraźnej, wręcz agresywnej linii melodycznej obejdą się smakiem. Wszystko jest bardzo stonowane – ale nie takie znów spokojne. Sama artystka ma bardzo delikatny głos (acz z nutką charakteru), nie mogło więc być inaczej. To chyba lepsze rozwiązanie, nieprawdaż? Powiem jeszcze tylko, że ilość tychże instrumentów jest zaskakująca. Zostaniemy uraczeni nie tylko standardową gitarą, ale i np. dźwiękiem fletu, trąbki czy puzonu. Ktoś kiedyś napisał, że Ania śpiewa jazz (jakiś tam odłam, nie pamiętam). Coś w tym jest.

Warto też zatrzymać się nad warstwą tekstową. Może i Ania gra muzykę „niszową”, ale to nie powód, żeby ją klasyfikować jako niewartą przesłuchania. Zawsze podobało mi się, gdy muzyk potrafił wykrzesać coś z tak oklepanego i wyeksploatowanego tematu jak miłość. Ja rozumiem, że to grają zawsze i wszędzie, że ile można i tak dalej – ale każda nowość jest warta odnotowania. Już pierwszy utwór pokazuje pazur – i dalej będzie tak samo. W sensie nie „tak samo” że nic nowego, ale w tym stylu. Aby podać przykład musiałbym w zasadzie zacytować co najmniej zwrotkę, więc pozwólcie, że ograniczę się do opisu. Otóż miłość według „Dla naiwnych marzycieli” nie jest tragiczna, nawet nie boli (no, może trochę). Jest za to bardzo romantyczna – w swoim klasycznym znaczeniu. Jest tu i tytułowa naiwność, i pewna apatia. Facet tu przedstawiony praktycznie nie istnieje – jest tylko co najwyżej wspomnieniem. Jak to się mówi – to nie mogło się udać…

A jednak się udało! Do tej pory nie byłem fanem twórczości Ani Dąbrowskiej. Ta płyta jest pierwszą w moich zbiorach jej autorstwa. Zobaczymy, może następna również znajdzie swoje miejsce na stojaku? Oby tak się stało. I Wam też życzę, żeby zarówno tu opisywana, jak i inne, dotarły na te zaszczytne miejsca na Waszych półkach. Ja jeszcze na chwilę wrócę do bycia naiwnym i pobawię się w rytm serwowany przez Anię. Nie ma mnie do odwołania!

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marcin Jabłoński Contributor
Szef Działu Kultura, Szef Działu Muzyka w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Urodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Warszawie, obecnie mieszka w jej okolicach. Studiował m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie otrzymał tytuł magistra na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Z pisaniem na poważnie związał się w 2006 roku, kiedy rozpoczął współpracę z dużym polskim serwisem o grach niezależnych. Następnym jego krokiem było założenie własnego bloga (a nawet dwóch), gdzie w sposób radośnie nieskrępowany dodawał wpisy o grach, książkach i muzyce. Fan muzyki i gier w ogóle, ale zwłaszcza twórczości niezależnej – nie pogardzi też czymś do czytania. Potrafi przez trzy dni słuchać tej samej płyty, co może nie jest zbyt produktywne, ale ten typ już tak ma.
follow me

Dodaj komentarz