„Przeklęte bądź, dziecię” Mort Castle (recenzja)

Zagubione dusze ukazały się w Polsce w 1992 roku. Niestety nie do końca w legalny sposób. Autor, Mort Castle, dowiedział się o publikacji trafiając w Internecie na jej polską okładkę. Dzięki „OkoLicy Strachu” książka doczekała się nowego, w pełni autoryzowanego wydania w serii „Odmiennych Stanów Grozy” w tłumaczeniu Łukasza Radeckiego, z tytułem, który bardziej odpowiada oryginałowi „Przeklęte bądź, dziecię”*.

Mort Castle jest autorem ponad 350 publikacji, głównie artykułów i zbiorów opowiadań oraz kilku powieści. Naucza także pisarstwa, a książka Writing Horror pod jego redakcją jest kopalnią wiedzy dla początkujących autorów. Jednak do tej pory polscy wydawcy nie wykazywali zainteresowania jego dziełami. Szczęśliwie dla fanów horrorów klasy B i wykorzystywanych w nich schematach, sytuacja powoli się zmienia.

Opowieść zaczyna się w 1918 roku, gdy w piwnicy zostaje zamordowana mała Lisette. Jej dusza nie może zaznać spokoju przez dramatyczne wydarzenia poprzedzające jej śmierć. Już w tym miejscu, czytelnik zostaje bezlitośnie potraktowany przez autora, który niemal rzuca mu w twarz brutalnością sceny. Po latach do tego samego domu wprowadza się rodzina dziesięcioletniej Missy. Duch szybko nawiązuje z nią kontakt, a rodzinę czeka prawdziwy koszmar, ponieważ przekleństwo dotyka nie tylko dziewczynkę. W sprawę zostają wciągnięci rodzice, mający mnóstwo własnych problemów, oraz kilka osób postronnych, jak wezwany na pomoc pastor, czy pani psycholog i jej partner. Tu nasuwa się skojarzenie z Egzorcystą Williama Petera Blatty’ego, a ojciec Missy, Warren, próbujący przezwyciężyć problem z alkoholem, zdaje się być wzorowany na postaci Jacka Torrence’a z Lśnienia.

Dużą zaletą powieści staje się próba przełamania utartych schematów poprzez wprowadzenie postaci Poli Janiczki, cygańskiej „Rawni” Wielkiej Pani i jej „Darane Swatura”, czyli przypowieści i prawd życiowych, na początku każdej części książki, a także liczne opisy zwyczajów i rytuałów cygańskich. Dzięki temu, nieco chaotyczne początkowo, poczynania bohaterów zostają określone przez „Baht”przeznaczenie. Zakończenie jednak przytłacza, autor dosłownie upchnął dalsze losy rodziny Warrenów na kilkunastu stronach, a czytelnik, trochę zdezorientowany nie wie, czy otrzymał wszystkie niezbędne odpowiedzi. Wygląda to tak, jakby zbliżał się deadline oddania projektu lub wyczerpywał się limit przewidzianych słów, a do opisania zostało przecież tak wiele.

Najbardziej uderzył mnie jednak sposób w jaki opisany został główny problem, czyli molestowanie dzieci. Castle nie serwuje nam dokładnych opisów, nie rzuca dosadnymi i wulgarnymi słowami, ale jedynie nakreśla obraz, stosując trafne aluzje i niedopowiedzenia. To w zupełności wystarcza, aby czytelnik poczuł się niekomfortowo, współczuł ofiarom, nienawidził oprawców i wzdrygał się z odrazą. Z drugiej strony ukazana zostaje nam postać małej Lisette, desperacko chwytającej się życia, która z ofiary staja się oprawcą. To sprawiło, że poczułam niechęć i zaczęłam się zastanawiać nad postacią mężczyzny, który dręcząc i zabijając dziewczynkę, stał się przyczyną wszystkich rozgrywających się później wydarzeń. Praktycznie nic o nim nie wiemy. Czy rzeczywiście był bezwzględnym katem, a mała Lisette swoją wiedzę o miłości oparła o tę relację? Czy jej prowokacyjne zachowania miały miejsce już wcześniej?

Na uwagę zasługuje jeszcze jeden z pobocznych wątków – historia Kristin, jednej z pacjentek Seleny, która zdaje się być postawiona w opozycji do tego, co spotkało Lisette. Dziewczyna dzięki swojej śmierci osiąga spokój, nie boi się jej. Niestety, moim zdaniem autor buduje w ten sposób zgubny przekaz, ukazując samobójstwo jako rozwiązanie wszystkich problemów oraz to, że próżno szukać pomocy u bliskich i psychologów.

Na koniec kilka słów o okładce książki. Bardzo podoba mi się jednolita szata graficzna dla całej biblioteczki „Odmiennych Stanów Grozy”. Ilustracja autorstwa Petera Stanimirova, jednak nie do końca koresponduje z treścią książki, chyba, że autor poprzez przedstawienie cmentarza, chciał zilustrować wszechobecną w opowieści śmierć.

Mimo wielu zalet powieści, w tym łamania schematów, wprowadzenia cygańskiego wątku i ciekawego ujęcia tematu opętania wiem, że po tę książkę już nie sięgnę. Zbyt zniesmaczył mnie sposób ukazania ofiar molestowania, mimo że z wieloma opisami okropności miałam już do czynienia.

 

*tytuł oryginalny „Cursed Be the Child” (1990 r.)

  • Inne tego autora
  • Polecane
Patrycja Smaga Contributor
Redaktor Działu Grozy/Grafik w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Patrycja Smaga – Z zawodu grafik, chociaż ani artystką ani projektantem się nie czuje. Posiada aspiracje na ilustratora. Typ osobowości: introwertyk, domator, typ wieczorny, czyli sowa. Inne przypadłości to książkoholizm, serialoholizm, a ostatnio kinomania. Znaki szczególne: duże okulary, nieobecny wzrok, książka w torebce lub w zasięgu ręki.
follow me

Dodaj komentarz