Poczucie winy – nasz wewnętrzny ciemięzca

Była jeszcze dzieckiem, kiedy pierwszy raz usłyszała: „To Ty doprowadziłaś mnie do takiego stanu!”. Później stykała się z tym wielokrotnie. Rodzice, znajomi, partnerzy, a czasami nawet przypadkowi ludzie z ulicy przypominali jej o tym, w mniej lub bardziej dobitny sposób. Po jakimś czasie nie potrzebowała już nikogo prócz siebie, aby obarczać się winą za wszystko, co dzieje się z nią i wokół niej. To ona była winna temu, że jej rodzice byli ze sobą nieszczęśliwi, że jej druga połówka zezłościła się i nakrzyczała na nią, że zmęczenie wzięło górę i nie wsparła swojej przyjaciółki wtedy, gdy tego potrzebowała…

Przez lata przywykliśmy do dzielenia naszych uczuć na dobre i złe. To dychotomiczne uproszczenie bywało jednak tylko pozornie pomocne. Trudno jest bowiem zaprzeczyć, że z doświadczania żalu, tęsknoty, czy niezadowolenia też czerpiemy pewne korzyści. Dziś na szczęście mamy w tej kwestii większą swobodę i z większą śmiałością przyznajemy nieprzyjemnym odczuciom pozytywną rolę. Poczucie winy jest jednak takim stanem emocjonalnym, którego sens trudno wytłumaczyć niekiedy nawet największym myślicielom. Aby bowiem zrozumieć funkcję, jaką spełnia u danej osoby poczucie winy należy prześledzić drogę jej kształtowania, która tak jak u bohaterki ze wstępu, często ma swój początek we wczesnych latach życia.

W psychologii najczęściej zwraca się uwagę na to, że poczucie winy występuje wtedy, kiedy zdamy sobie sprawę z popełnienia czynu niezgodnego z obowiązującymi standardami społecznymi, prawnymi, czy moralnymi. Kształtuje się w późniejszych etapach rozwoju jednostki, kiedy mamy już ukształtowany system norm i wartości. Choć poczucie winy nie zawsze jest jednoznaczne z faktycznym ponoszeniem odpowiedzialności za dane działanie, to jego pojawienie się na ogół powiązane jest z chęcią zadośćuczynienia lub poddania się karze.

Nikogo nie zaskoczy stwierdzenie, że każdy z nas popełnia błędy. Moment, kiedy zaczynamy mierzyć się z ich konsekwencjami to wspaniała okazja do zaprzyjaźnienia się ze swoim poczuciem winy. Dlaczego? Sam fakt uświadomienia sobie, że czujemy dyskomfort w związku z tym co zrobiliśmy jest pierwszym krokiem do tego, by poczuć się lepiej. Poczucie winy podpowiada nam wówczas, że przekroczyliśmy jakieś normy, złamaliśmy pewne zasady, a tym samym skrzywdziliśmy innych i samych siebie. Jeżeli skoncentrujemy się na działaniach, które będą pełniły rolę rekompensaty za nasze potknięcia, znajdziemy się na dobrej drodze do wybaczenia sobie.

Podstępność poczucia winy polega jednak na tym, że czasami jego siła jest nieadekwatna do sytuacji. W gabinetach psychoterapeutycznych często pojawiają się osoby, które zadręczają się myślami o swoim złym postępowaniu. Czegokolwiek nie zrobią, w jakiejkolwiek sytuacji się nie znajdą, wina zawsze leży po ich stronie. I nawet jeśli wokół nich zebrałby się tłum ludzi, który przedstawiałby setki argumentów przemawiających za tym, że tak nie jest, one i tak będą trzymały się swojej wersji. W tym momencie od razu nasuwa się pytanie – w czym im to pomaga?

Po pierwsze, wymierzając sobie karę bardzo często czujemy, że postępujemy słusznie. Nawiązując do słów Wojciecha Eichelbergera, dobrowolne poddawanie się karze jest „społecznie nagradzane”. Bo przecież każdy z nas wie, że jak sami przyznamy się do winy, to otoczenie będzie dla nas łaskawsze, a i konsekwencje mogą być mniej dotkliwe. Po drugie, wkręcanie się w spiralę poczucia winy jest niekiedy wygodniejsze, niż naprawianie popełnionego błędu. Bo przecież każde zadośćuczynienie idzie w parze z poczuciem odpowiedzialności. Wyolbrzymione, czasami wręcz urojone winy tak bardzo zaczynają nas przygniatać swoim ciężarem, że łatwiej nam schować się przed całym światem, powtarzając sobie w kółko, że nie zasługujemy na szczęście, niż stawić czoła temu wewnętrznemu oprawcy.

Jak więc sobie z tym radzić?

Jeżeli dostrzegamy w sobie tendencje do wpędzania się w poczucie winy, musimy przede wszystkim dokonać autoanalizy. Sposób myślenia o sobie i swoim postępowaniu oparty na samoudręczeniu się nie jest dziełem przypadku, lecz efektem długotrwałego procesu, który nierzadko rozpoczyna się w dzieciństwie. Warto zastanowić się nad tym, które słowa jakie codziennie adresujemy do siebie są krzywdzącym dziedzictwem po naszych rodzicach, partnerach, nauczycielach itd., a które z nich są naszym wytworem, uniemożliwiającym odczuwanie poczucie winy adekwatnie do sytuacji.

Z racji tego, że poznawanie natury swojego poczucia winy wymaga dużego wglądu w siebie, warto przejść przez ten proces w towarzystwie terapeuty. Trudno jest bowiem obiektywnie spojrzeć na uczucie, z którym idziecie przez lata swojego życia krok w krok. Obecność zaufanego specjalisty z pewnością pozwoli nam spojrzeć na siebie inaczej i nawet jeśli nie rozprawimy się ze swoim poczuciem winy raz na zawsze, zyskamy zupełnie inną, bardziej „mocodajną” opowieść na swój temat.

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Aleksandra Sileńska Contributor
Redaktor Działu Psychologia/Kącik Mamy Terapeutki w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Aleksandra Sileńska – Socjolog i psycholog z zawodu i pasji, nauczyciel akademicki. Bardzo bliska jest jej praca z dziećmi i ich rodzicami, którzy poszukują wsparcia w radzeniu sobie z trudnościami. Poszukując inspiracji zawsze chętnie otwiera się na nowe inicjatywy, zwłaszcza te które pozwalają jej poznawać nowych ludzi. Ubóstwia słuchać i rozmawiać. W wolnych chwilach uwielbia czytać, pisać, fotografować, aby następnie móc dzielić się tym z innymi.
follow me

Dodaj komentarz