Pieśń o nieszczęściu, czyli „A Dark Song” Liama Gavina

Chyba każdy przeżył kiedyś jakąś tragedię. Niektórzy nie dostali się na wymarzony kierunek studiów, inni mieli poważny wypadek, jeszcze ktoś został wyrzucony z pracy. Wszyscy wiemy jak to jest, gdy życie staje się nieznośne. Różnica jednak tkwi w tym, jak na to zareagujemy.

Wiele matek straciwszy dziecko, przewróciłoby  świat do góry nogami, byle odnaleźć potwora, który skrzywdził ich potomstwo. Sophia, bohaterka filmu, o którym piszę, nie chce jednak wiedzieć, kto stoi za śmiercią jej jedynaka. Pragnie zemsty, w której pomóc może jej tylko czarownik.

A Dark Song (niestety film nie doczekał się jeszcze oficjalnego polskiego tłumaczenia) wyreżyserował Liam Gavin.   To pierwszy długometrażowy film w jego karierze. Premierę miał 8 lipca 2016 r.Aktorzy w nim występujący, czyli Steve Oram i Catherine Walker, nie należą do czołówki gwiazd brytyjskiego kina. Jednak  razem udowodnili, że  do  stworzenia naprawdę dobrej produkcji  nie potrzeba ani sław, ani bajońskich sum. Ponoć na nakręcenie scen w domu (czyli niemalże całego filmu) reżyser miał zaledwie dwadzieścia dni! W tej branży to naprawdę niewiele.

Fabuła filmu przedstawia się następująco: wspomniana przeze mnie Sophia, katoliczka, nauczycielka religii, straciwszy syna, którego najprawdopodobniej zamordowała grupa nastolatków z sekty, przeszła załamanie nerwowe. Kiedy poczuła się już lepiej, przeznaczyła wszystkie oszczędności na wynajęcie starego domu na walijskiej wsi i zatrudnienie okultysty Josepha Solomona, którego zadaniem jest odprawić tajemniczy rytuał.Bohaterowie ukrywają się w rzeczonym domu kilka dobrych miesięcy, w czasie których nie mogą przekroczyć jego progu. Zgłębiana przez nich kabała, ma doprowadzić do spotkania z aniołem, który spełni ich marzenia po długim okresie wyrzeczeń.Mimo usilnych prób i ciężkiej pracy przez bardzo długi czas nic się nie dzieje. Kłamstwo Sophie powoduje, że oboje z Solomonem będą musieli zaryzykować życie, by doprowadzić rytuał do końca. 

 

Rozważając dobre i złe strony  filmu, warto skupić się na grze aktorskiej, ponieważ  zasługuje ona na uznanie. Sophia zagrana przez Walker jest prawdziwa, a Solomon tak irytujący jak tylko potrafią być znudzeni życiem czarownicy. Krótko mówiąc – aktorzy spisali się znakomicie.

Przez większą część filmu byłam zachwycona niewielką ilością efektów specjalnych, które porażały swoją prostotą i subtelnością. Dzięki temu w przyszłości A Dark Song może uniknąć śmieszności wywołanej przestarzałymi efektami. Niestety, ostatnie sceny filmu są pod tym względem porażką, ponieważ przedstawiony anioł wykonany jest dzięki użyciu technologii komputerowej. Aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądało to za pięć lat!

 

Podsumowując – jest to film warty obejrzenia. Jedynym słabym elementem produkcji reżysera jest ostatni efekt – postać sztucznego do bólu Anioła Stróża. Pozostałe aspekty  rekompensują to niedogranie. Obraz Gavina jest przejmujący, ma bardzo ciężki, mroczny klimat i nastraja do przemyśleń. Serdecznie polecam go zwłaszcza tym, którym przypadł do gustu film „Czarownica” Roberta Eggersa. Są one do siebie podobne zarówno pod względem klimatu, jak i wątku paranormalnego.

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marta Marek Contributor
Szef Działu Grozy w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Marta Marek – Pochodząca ze Śląska studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Miłośniczka kryminałów i kina grozy. W wolnym czasie amatorsko zajmuje się fotografią. Od września zajmuje się szeroko pojętą tematyką grozy w Redakcji Magazynu Kulturalnego „Horyzont”.
follow me

1 thought on “Pieśń o nieszczęściu, czyli „A Dark Song” Liama Gavina

  1. Całkiem zgrabna recenzja 🙂 Zgadzam się po części. Dark Song to dość niekonwencjonalny film, który zaskakuje minimalizmem technicznym 🙂 Co do tytułu, można przetłumaczyć dosłownie, wówczas polski tytuł „mroczna pieśń” nie brzmi aż tak źle 😉

Dodaj komentarz