Ostatni będą pierwszymi

Film Matuszyńskiego budzi wielce ambiwalentne uczucia. W dobie internetu trudno jest zachować informacyjną czystość umysłu i obejrzeć film nie mając odbioru zniekształconego licznymi recenzjami, komentarzami i artykułami w gazetach tudzież internecie, starałem się jednak, aby opinie innych nie miały wpływu na moją. Zaczynając od początku, nigdy nie widziałem innego filmu wyreżyserowanego przez Matuszyńskiego, dlatego nie dane było mi spojrzeć na film poprzez pryzmat jego twórcy, tak jak zazwyczaj robi się to z filmami znanych mistrzów. Zasadniczą dla znakomitej większości filmów kwestią jest tytuł. Ostatnia rodzina to tytuł wiele insynuujący. Dobrą ilustracją zagadki ze znaczeniem jest symbol grobu rodu Beksińskich, gdzie nit nie został wymieniony z imienia i nazwiska. Jedna, wielka wspólnota, która jednakże jest zbiorem tak wielkich indywidualności, że tylko śmierć może zniwelować różnice między nimi i stworzyć z nich rodzinę w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Stąd właśnie cmentarz jawi się jako miejsce połączenia się wszystkich domowników w podstawową komórkę społeczną. Nie udało się stworzyć rodziny w domu, więc taka wspólnota powstaje na cmentarzu. Przypomina się scena, w której stary Beksiński broni się przed zaszufladkowaniem jednego z jego obrazów jako „krajobraz po zagładzie”. Odpowiada, że to wcale nie jest takie pesymistyczne. Tak samo jest ze słowem „rodzina” w tytule. W tym konkretnym przypadku śmierć jest konstrukcją, nie destrukcją rodziny. Dlatego takie słowa jak „ostatnia”(ostateczność, kres) i „rodzina”(wspólnota). Z tego powodu też otrzymaliśmy film nie o twórczości Zdzisława, nie o karierze Tomka tylko o rodzinie jako całości, wspólnocie spokrewnionych ze sobą ludzi, którzy są na siebie skazani.

 
Jeśli chodzi o fabułę, film jest niepozbawionym pewnej dozy wrażliwości dokumentu obrazem osobistej tragedii rodziny Beksińskich. Szkieletem opowieści są trzy osoby: Zdzisław ze swoim ekscentryzmem, niezaangażowaniem, bezpośredniością, Tomasz z kompleksami wynikającymi z seksualnego niespełnienia, będącego z kolei skutkiem głębokiej depresji, ucieka w muzykę oraz Zofia, kobieta ze wsi, realizująca ideały peerelowskiej matki Polki, biernej wobec wydarzeń ale starającej się naprawiać wszystko, co się da, nie radzącej sobie z synem,  kobiety, która uległa wobec mężczyzn, ale też zajmująca się dwiema matkami. Pozornie sztampowa historia opowiada właśnie o życiu tej trójki. Nad całą rodziną od początku wisi klątwa śmierci, nawet średnio inteligentny widz wie, że wszyscy umrą. Śmierć nie jest tu jednak kostuchą ze średniowiecznych rycin tylko poczciwym starcem, którego wszyscy domownicy znają. Zdzisław śmierć żony nagrywa kamerą i traktuje na równi z popsuciem się sprzętu domowego. Odejście matki któregoś z małżonków jest wydarzeniem niemalże humorystycznym. Jedyną osobą w filmie, która okazuje widzom jakiekolwiek emocje po czyjejś śmierci jest Tomasz, który po śmierci matki wpada w histerię, która jeszcze bardziej pogarsza jego stan. Nie ma w tym filmie żadnej nadrzędnej idei ani przesłania, ale nie tego przecież oczekujemy po biografii.

 
Jeśli chodzi o grę aktorską, uważam, że zarzuty pod adresem Dawida Ogrodnika i Andrzeja Seweryna jakoby grali oni w przerysowany sposób są nietrafne, gdyż nawet, jeśli wschodnie naleciałości językowe w mowie Seweryna mające imitować sposób mówienia Zdzisława i pełna schizofrenicznej egzaltacji gra aktorska Ogrodnika mogą wydawać się przesadzone, nie psuje to odbioru filmu, a parafrazując klasyka, zawsze się trochę przesadza. Tym bardziej, że lekka przesada w graniu Tomasza Beksińskiego pozwala lepiej zrozumieć jego chorą osobowość. Ostatnią kwestią, którą chciałbym tu poruszyć jest tło muzyczne filmu, zasługujące według mnie na osobną nagrodę. Na soundtrack bowiem składają się przeboje takich zespołów jak Yazoo, Joy Division czy Peter Gabriel. Polecam jako biografię rodziny, nie historię karier ojca i syna.

 

Autor: Mateusz Bachmiński

 

Redakcja Administrator
Magazyn Kulturalny Horyzont – nieformalne pismo internetowe założone 5 września 2015 r. przez dziennikarkę, poetkę i kandydatkę do ZLP Oddział Szczecin Annę Jakubczak. Horyzont ma na celu przekazywanie rzetelnych informacji, zachęcać do rozwoju osobistego i poznawania świata oraz dawać możliwość pokazania się szerszemu gronu poprzez organizowanie spotkań autorskich, wernisaży, slamów poetyckich i innych imprez kulturalnych we współpracy ze Związkiem Literatów Polskich oddział w Szczecinie, Książnicą Pomorską, Starą Rzeźnią oraz Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach.
follow me

1 thought on “Ostatni będą pierwszymi

  1. Wspaniały, wysoki styl autora tekstu. Teraz już chyba muszę obejrzeć. Temat Beksińskich jest mi znany i chętnie zapoznam się z ich fabularyzowaną historią.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również:

Share via