Opowieści zza rzeki – wywiad z autorem Arturem Justyńskim

W raz z autorem przenieśmy się w świat literackiej imaginacji, pełnej przyrody i nieoczywistych historii. W dzisiejszej Rozmowie przy Kawie Artur Justyński autor zbioru opowiadań Opowieści zza rzeki (Poligraf 2017). 

Anna Jakubczak – Zadebiutował Pan zbiorem opowiadań Opowieści zza rzeki, co było impulsem do ich napisania? Czy od zawsze kiełkowała w Panu chęć, by pisać?

Artur Justyński – Takiej chęci nigdy w sobie wcześniej nie miałem. To stało się samo z siebie. A odpowiadając na pani pytanie – Co było impulsem do napisania opowiadań? To ciężko stwierdzić, bo te opowiadania powstawały w dość długim czasie. Pewnie na przełomie 10 nie z mała lat. Pisałem to tak naprawdę początkowo do szuflady, to nie było pisane dla kogoś, a takowe różni się od pisania dla czytelnika. Dopiero później, kiedy znajomi zaczęli je czytać i mówić że są dobre, i że powinienem coś z tym zrobić, zacząłem myśleć o ich wydaniu. Bo muszę powiedzieć, że inaczej pisze się dla czytelnika, a inaczej dla siebie. I to trzeba pamiętać, że tego wyimaginowanego czytelnika trzeba mieć cały czas na uwadze. Kiedyś parałem się też poezją. Pisałem wiersze, i te trafiły do szuflady, nikt nigdy ich nie czytał. Mam ich bardzo dużo, ale są tylko dla mnie. Jedynie jeden znalazł się w jednym z opowiadań, zmieniony nieco pod jego kątem. A impulsem było… sam nie wiem co, i chyba nigdy się nie dowiem. Może jestem tylko narzędziem w czyichś rękach. Robotem stukającym w klawiaturę komputera.

A.J. – A planuje Pan swoją poezję wyjąć z szuflady i wydać?

Ar. J. – Nie. Według mnie poezja ma to do siebie, że powinna być tylko dla tego, kto ją pisze. Nie uważam też, że poezję powinno się w jakikolwiek sposób oceniać. Może się jedynie podobać albo nie. Ale na pewno nie powinniśmy patrzeć pod kątem tego, co autor miał na myśli. Bo bywa tak, że w przypływie impulsu sam autor nie wie nawet, co miał na myśli.

A.J. – W Pana opowiadaniach widać wiele odniesień do dawnych wierzeń i rytuałów. Szczególną uwagę przykuwają aspekty przyrodnicze. Skąd pomysł na taki, a nie inny motyw? Czy wpływ na taką więź z naturą miał Gostynin, z którego Pan pochodzi?

Ar. J. – Na pewno tak, bo miasta w którym mieszkałem, czyli Gostynin i mieszkam obecnie, czyli Szczecin, są położone w dość ładnych okolicznościach przyrody. Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy to lasy, rzeki i jeziora, mamy też tam Małe Bieszczady. Okolice Szczecina również, ale ta przyroda tutaj jest dużo większa. Natura jest prosta i nie wymaga nic od nas, trzeba tylko jej nie przeszkadzać i podziwiać ją… Wystarczy podać jako przykład tył mojej książki, gdzie mój życiorys jest napisany w oparciu właśnie o rzeki. Wszystkie miejsca, w których mieszkałem, studiowałem, czy pracowałem są zaznaczone jako miejsca nad rzekami. A co do inspiracji, to wiele czynników miało na to wpływ. Po części są to oczywiście miejsca, ale też książki, które się czytało, filmy, które się ogląda, przygody, które się przeżywało no i wspomniane przez Panią rytuały pogańsko – chrześcijańskie, które towarzyszą mi od małego. To wymiksowanie dwóch tych religii jest fascynujące i inspirujące za razem, a towarzyszy nam Słowianom od dawna.

A.J. – A lepiej czuje się Pan w mieście czy na łonie przyrody?

Ar. J. – Tu i tu. Były takie lata, gdzie więcej nocy spędziłem pod namiotem niż w domu, ale nie uważam, że były to lepsze miejsca od miast. Są to miejsca równoznaczne dla mnie, zawsze chyba będę gdzieś pomiędzy… Bardzo lubię miasta, na przykład bardzo bliska jest mi Łódź, to miasto które jest niedocenione, choćby pod względem architektury, z jej skwerami i ciemnymi zaułkami. To takie Jarmuschowskie miasto moim zdaniem.

A.J. – A co w Szczecinie urzeka Pana najbardziej?

Ar. J. – Na pewno rzeka, która przepływa przez Szczecin. (śmiech) Kawał historii tego miasta, i ludzie, którzy je tworzą. Tutaj jest akurat taki zlepek ludzi pochodzących z różnych części Polski. Bo przypomnijmy sobie, że miasto to jest polskie dopiero od 1945 roku i przez to nie ma mieszkańców, którzy żyliby tu z dziada pradziada. I to jest najfajniejsze chyba w Szczecinie, to ta przeplatanka różnych narodowości, która przeszła przez Szczecin. Polacy zajmowali budynki po Niemcach, zaś Niemcy po Szwedach bądź Wikingach. Tak, jak mówiłem, ta przeplatanka historyczna tworzy tutaj pewien niepowtarzalny klimat.

A.J. – Widoczny w opowiadaniach jest też oniryzm. Czy według Pana żyjemy, jakby w takim drugim Matrixie?

Ar. J. – Ciężko na to pytanie odpowiedzieć. Wszystko można różnie interpretować. Jesteśmy kowalami własnego losu. Można też uznać, że wszystko jest nam przez los dane. Człowiek zawsze będzie gdzieś dążył. Mamy mózgi i korzystamy z nich, zastanawiamy się od dawna skąd przybywamy i po co oraz dokąd idziemy. I jest to w nas bardzo silne. Marzenia senne, które zostają nam po nocy są odbiciem rzeczywistości. Jednakże też uciekamy od rzeczywistości do marzeń senny, czy też do jakichś powiedzmy sobie matrixów. Lem w „Kongresie futurologicznym” stworzył taki właśnie matrix jako pierwszy…

A.J. – Uciekamy bo jest nam tak łatwiej? Jesteśmy marzycielami?

Ar. J. – Człowiek, jak wspomniałem, zawsze marzył. I dzięki marzeniom, imaginacji, mamy to co mamy. Olga Tokarczuk napisała na okładce Książ Jakubowych, że imaginacja to najwspanialszy naturalny dar jaki dostał człowiek. I ta imaginacja popycha nas do przodu, dzięki niej tworzymy, mamy literaturę, malarstwo…. Ale też mamy komputery, samoloty, podróże w czasie jeszcze nie, ale może kiedyś. Chociaż nie, podróży w czasie nie, bo to już odczuwalibyśmy dziś, więc nie będą one jednak możliwe.

A.J. – Czy nie jest też tak, że w książce bawi się Pan z czytelnikiem, trochę droczy z nim? Sam tytuł kojarzy mi się z przejściem z naszej rzeczywistości do innego, bardziej surrealistycznego świata, który oddzielił Pan metaforycznie rzeką.

Ar. J. – Cieszę się, że ma Pani takie odczucia, moje były nieco inne. Nie, nie bawię się czytelnikiem. Jednak staram się trochę sprawić, aby czytając moje opowiadania zmusić go do refleksji, do pobudzenia myślenia. Bo te opowiadania nie są jednoznaczne, one stwarzają momenty do zastanowienia. Na spotkaniach autorskich często spotykam się z tym, że wzbudzają w czytelnikach emocje, a to jest ważne, zarówno dla mnie, jak i czytelnika. Ale, jak wspomniałem, nie bawię się na pewno czytelnikiem. Warto podkreślić tutaj, że opowiadanie jest moje, kiedy je piszę, a kiedy czytelnik już je czyta, wtedy staje się już tylko jego własnością. To mnie cieszy, że ludzie je różnie interpretują, bo to tylko świadczy o tym, że książka jest dobrze napisana, że nie jest jednoznaczna, i że to nie są historie napisane w sposób prosty i przejrzysty, gdzie nie ma już miejsca na własną interpretację.

A.J. – Moją uwagę zwrócił również cytat Neila Gaimana na odwrocie książki- Dorastałem, kochając i szanując opowiadania. Wydawały mi się najczystszymi i najdoskonalszymi dziełami ludzkimi: w najlepszych nie znalazło się ani jedno zbędne słowo. Jedno machnięcie ręki autora i nagle powstał świat, mieszkający w nim ludzie, idee. Początek, środek i koniec, które zabiorą was przez cały wszechświat i doprowadzą z powrotem…Domyślam się, jego że wybór nie był przypadkowy?

Ar. J. – Był to mój celowy zabieg. Chciałem tym sprowokować do sięgnięcia, akurat po tę książkę, bo cytat Gaimana idealnie pasuje do opowiadań. Neil Gaiman, pisał, że opowiadania, to czysta forma literacka bez zbędnych wypełnień, a często w powieściach zauważymy, zwłaszcza w tych gorszych, że są takie zbędne wypełnienia i jak ktoś, choć trochę zna się na literaturze, od razu to dostrzeże, a to moim zdaniem niepotrzebny zabieg, mający na celu zwiększenie objętości. 

A.J. – Przejdźmy teraz do Pana czytelniczej pasji. Podczas naszego pierwszego spotkania wspomniał Pan, że jest miłośnikiem literatury. Po którą literaturę sięga Pan najczęściej?

Ar. J. – Na pewno dobrze napisaną, to warunek konieczny. Mogę się trochę wesprzeć słowami wypowiedzianymi przez bohatera mojej nowej książki, który odnosząc się do dobrej literatury, mówi, że jest to swoista sublimacja zapisanych kartek papieru w paroksyzm uniesienia. I właśnie tego oczekuję od książki, którą czytam, że prócz lektury, da mi coś jeszcze. Nie czytam rzeczy, które napisane są źle, w sposób niedoskonały dla mnie. Czytam pisarzy warsztatowo idealnych, Stasiuk, Gombrowicz, Bułhakow, Miłosz, czy nasz szczeciński Bitner. I po takie książki właśnie sięgam. Nie musi być ciekawej historii, chociaż ta opowiedziana w mistrzowski sposób daje najwięcej frajdy. Niestety ostatnimi laty czytelniczy pułap jakości bardzo spadł. Spójrzmy nawet na krytyków. Krytyk literacki według mnie nie istnieje w Polsce. To są ludzie, którzy piszą o książkach za pieniądze. To nie jest bezsporna krytyka literacka, a wydawnicze, pisane dla pieniędzy recenzje. Blogi recenzenckie działają podobnie.

A.J. – Czyli jest pan jako czytelnik wymagającym estetą, a nawet nieco perfekcjonistą?

Ar. J. – Tak, można tak powiedzieć.

A.J. – Jakaś konkretna książka mająca na Pana wpływ to albo autor?

Ar. J. – Wspomnę tutaj ponownie o Stanisławie Lemie, który dla mnie jest wręcz instytucją sam w sobie. To też przede wszystkim erudyta. Przecież Philip K. Dick pisał, że Lem nie istnieje, że nie może istnieć pisarz o tak szerokim spektrum, piszący tak różne książki, choćby dlatego warto po niego sięgać. .Katar, Śledztwo, to książki diametralnie różne od Powrotu z gwiazd czy Szpitala przemienienia. Kongres futurologiczny albo w Bajkach Robotów, to słowotwórstwo, które dla mnie jest wybitne. On tworzy z jednego, wymyślonego słowa całe dziedziny nauki. Coś niesamowitego.

A.J. – A komuś, kto nie miał ze Stanisławem Lemem do czynienia, co poleciłby Pan jako pierwsze?

Ar. J. – Zależy czego czytelnik szuka. Lem, jak już mówiłem, to dość szeroka literatura. Ciężko wskazać jakąś książkę. Jeżeli ktoś poszukuje rozrywki to Cyberiade. Jeżeli ktoś chce książki zagadkowej to np. Solaris, zaś z tych bardziej psychologicznych o aspektach behawioryzmu to Szpital Przemienienia.

A.J. – Jednak pisanie, to nie jedyne Pana hobby?

Ar. J. – Nie określiłbym w ogóle pisania jako hobby. To ciężka psychiczna praca… Bardzo lubię przyrodę, co już Pani zauważyła na początku. Chodzę po szlakach turystycznych, kiedyś wspinałem się w górach, teraz jak mieszkam już w Szczecinie i jest w skałki daleko, zamieniłem linę na kajak i żagle. Lubię też fotografować ptaki. I zawsze, oczywiście, mam też książkę ze sobą.

A.J. – Podczas jednego ze spotkań autorskich wspomniał Pan, że tworzymy własne historie na własne sposoby, (…) zaś czytanie opowieści ma to do siebie, że wyrabia w nas wyobraźnię. (…) To co odbieramy jest tylko nasze, nikt nie może nam nic narzucić. Można zatem powiedzieć, że nie tylko jesteśmy kreatorami własnej rzeczywistości, ale też tworzymy dzięki temu jakąś swoją osobistą przestrzeń.

Ar. J. – Ludzkie życie to taki zbiór różnych opowieści. I te historie człowiek albo tworzy sam przeżywając swoje życie i przygody, albo czerpie je z zewnątrz, np poprzez oglądanie filmów, gdzie ma wszystko podane jak na dłoni. Gdzie wizja połączona z fonia daje wszystko i nie potrzeba już nic więcej, żadnej wyobraźni. Chyba, że film został tak nakręcony, ażeby stwarzał możliwość do zastanowienia. Można też zasłyszeć opowieści od innych i ulec ich interpretacji, ale można też je czytać. I te czytane opowieści są najlepsze, bo rozwijają wyobraźnię. Czytelnik, który dostaje tekst, wchodzi w świat, który stworzył autor. Ale trzeba też zauważyć, że wchodząc w ten świat wchodzi w niego na swój własny sposób. I interpretacja jest już jego. I muszę dodać, że nie ma złych ani dobrych interpretacji. To są tylko i wyłącznie interpretacje czytelnika. To co czytamy wchłaniamy, a przepuszczając przez własne filtry przywłaszczamy.

A.J. – Porozmawiajmy o planach na przyszłość. W przygotowaniu jest kolejna Pana książka, zdradzi Pan naszym czytelnikom coś więcej na jej temat?

Ar. J. – O ile te opowiadania były czystym tworem imaginacji, to nowa książka, która ma ukazać się w przyszłym roku, będzie całkiem inna. W niej już się uzewnętrzniłem. Cichy Zachód to swoisty zapis fascynacji ziemiami odzyskanymi wsparty moimi wspomnieniami, z pierwszych tutaj dni spędzonych. To historia starszego człowieka, mieszkańca nadodrzańskiej wsi zaczerpnięta z jego wspomnień, a dzięki mojej imaginacji ubarwiona. To opowieść o przyjaźni, samotności i przemijaniu okraszona pewnym niewiarygodnym wydarzeniem połączonym z morderstwem, w pamiętną mroźną zimę w Świnoujściu, tuż po wojnie dokonanym z najsłynniejszą historią sprzed dwóch tysięcy lat ściśle powiązanym.

A.J. – Niedługo zbliża się promocja Opowieści zza rzeki w Książnicy Pomorskiej, czego możemy się spodziewać na spotkaniu?

Ar. J. – Rozmowy o literaturze, wystawy, a o reszcie niech czytelnicy przekonają się sami.

A.J. – Planuje Pan dotrzeć ze swoją twórczością poza nasz region, organizując spotkania autorskie w w innych częściach Polski?

Ar. J. – Bardzo bym chciał, po to piszę, ale to zajęcie niewdzięczne w tych konsumpcyjnych czasach.

A.J. – Słowo dla czytelników.

Ar. J. Zachęcam do czytania dobrych książek. Może brzmi to trochę jak slogan, ale fajnie jest przeżyć literacki orgazm.

A.J. – Dziękuję za rozmowę.

  • Inne tego autora
  • Polecane
Anna Jakubczak Administrator
,
Anna Jakubczak vel RattyAdalan (Redaktor Naczelny) – (1994) poetka, prozatorka, publicystka, redaktor naczelna Magazynu Kulturalnego Horyzont oraz organizatorka spotkań autorskich w Książnicy Pomorskiej. Studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami oraz studiów pisarskich na Uniwersytecie Szczecińskim. Współpracuje ze szczecińskim oddziałem Związku Literatów Polskich, Inku Szczecińskim Inkubatorem Kultury, Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach, portalem SilesiaYoung, Wydawnictwem Edgard oraz kilkoma polskimi zagranicznymi organizacjami. Swoją twórczość publikowała w wielu antologiach, zarówno w Polsce i zagranicą. Jest stałą autorką w cyklu poetyckim The Year of The Poet, wydawanym przez amerykańskie wydawnictwo Inner Child Press, kierowane przez Williama St. Petersa. Wyróżniona w II Ogólnopolskim Konkursie im. Jóżefa Bursewicza O Złotą Metaforę za wiersz Przypinka. Autorka tomu poetyckiego Ars Poetica (Londyn, 2013), w przygotowaniu kolejny tom Rozmowy nocą oraz powieść Wiatr nadziei.

Dodaj komentarz