O „alter ego” słów kilka…

Tematem dzisiejszego artykułu jest „alter ego”. Tak bardzo rozpowszechniony zwrot- niemalże każdy z nas go używa, niektórzy całkiem regularnie. Mam bardzo ambiwalentne doznania względem rozumienia tych słów. Niejednokrotnie spotkałam się (a może żyje w świecie ludzi umysłowo ograniczonych i niededukowanych…?) że „alter ego” to tylko i WYŁĄCZNIE postać danego dzieła, którą utożsamia się z jej autorem. Ściślej, bohater całkowicie odmienny do twórcy (w rozumieniu pozornym), ujawniający potencjalne uprzedzenia, pragnienia, zboczenia, czy też perwersje, bądź cechy na co dzień intensywnie i skutecznie tłumione. Inna część osób, z którymi próbowałam ten temat poruszyć uważała, że „alter ego” to druga osobowość, KAŻDY ją ma i to normalne. Jak jest naprawdę…?

Trzeba przyznać, że jest to dość O „alter ego” słów kilka…skomplikowane. W pewnym sensie obie grupy osób mają rację, z tym że ta druga w mniejszym stopniu, bo teoretycznie NIE KAŻY musi być rozdrobniony umysłowo.  Pojęcie  „alter ego”  to w rozumieniu dosłownym „drugie ja”. Niektórzy sądzą, że nikt nie jest jednolity osobowościowo, stąd każdy ma swoje odmienne oblicze, względem tego regularnie i jawnie ukazywanego. Inni, a jest to większość znakomita, wychodzą z założenia, że tworzy się ono w trakcie socjalizacji wtórnej. Powodem powstania drugiej równoległej, acz o słabszym przebiciu do rzeczywistości twarzy,  są często zdarzenia traumatyczne, czy tez lęk (ale nie „lęk obiektywny, czyli strach, który jest logicznie uzasadniony)- jako odpowiedź ego na np.:  bezsilność wobec owych sytuacji . Może to być strata kogoś bliskiego, gwałt, ciężka choroba , rozwód oraz inne znaczące wydarzenia w czyimś życiu, czy też wszelakie leki neurotyczne, tudzież moralne, choć one wiążą się z sytuacjami wymienionymi. Skutkują  pojawieniem się cech, które nawet jeśli w niewielkim stopniu były obecne, to zaostrzają się, bądź powstają, jako reakcja obronna organizmu. Są wtedy uważane za wsparcie w ciężkich chwilach, zapewnienie zapomnienia, lub nie przejmowania się troskami. Zazwyczaj „alter ego” ujawnia też pewne pragnienia, żądze, czy też perwersje. Nie wiadomo dlaczego, ale bardzo często jest ono bardziej niebezpieczne, niż twarz, którą „wszyscy znają”. Często pomaga radzić sobie nie tylko z problemami, ale i nudą, czy tez samotnością. Można też je rozumieć, jako drugiego, bliskiego i bardzo podobnego człowieka, ale częściej (prawie zawsze) dotyczy osoby zainteresowanej. Wynika to z faktu, że alter ego nierzadko w pewnym sensie (skrajne, już groźne wypadki) jest osobowością, która z cichego przyjaciela wewnątrz np.: zagubionej istot ludzkiej, staje się dominatorem czyjejś egzystencji, a prawdziwa twarz gubi się w umyśle ów człowieka. Chociaż… może to nie ona była tą nie-oszukaną osobowością…?

„Drugie ja” jest przeciwieństwem ( z założenia) oficjalnego wizerunku i usposobienia danego człowieka. W chwili jego pojawienia się, „wyjścia na zewnątrz” cicha biblioteka ubierająca się w skromne ubrania, zasłaniająca najmniejszy skrawek ciała, może szokować lateksowymi i kusymi ubraniami. Ludzie dotąd nie lubiący seksu przeistaczają się w ogierów i namiętne kochanki, a czuły i religijny mąż oraz przykładny ojciec postanawia torturować w piwnicy obcych ludzi ku uciesze duszy. Rzecz jasna, podaje tu dość skrajne przykłady. Często to także „człowiek w człowieku” o całkiem innych poglądach i pragnieniach. Niemała ilość psychologów miota się w kwestii granicy, między „alter ego”, a już poważniejszymi zaburzeniami osobowości. Nie jest łatwo postawić w tym wypadku sztywną, konkretną linię/granicę z napisem „UWAGA, ŻAGROŻENIE!”. To wszystko jest bardzo płynne i indywidualne.

Niektórzy  ludzie rodzą się z pewną „drugą twarzą”. Czasem wydobywa z siebie głos ustami nie przywykłymi do mówienia zwrotów, które akurat wtopiły się echem w eter, aczkolwiek są to na tyle subtelne sygnały, że czasem można ich nie dostrzec.  Są ludzie ukrywający np.: że podnieca ich czyjś ból, krew, czy też marzy im torturować kogoś, mimo że wcale nie sprawiają wrażenia takich i oficjalnie jest to dla nich chore i nienormalne. To, że ktoś urodzi się ze swoim odmiennym obliczem, wcale nie oznacza, że musi ono finałowo zawładnąć właścicielem i przejąć kontrolę. Można natomiast z czystym sumieniem porównać je do uśpionego demona. Żyje w kimś, karmi się nim, czasem się ujawni, ale niemalże szeptem, delikatnym gestem- nikt go nie dostrzega. Aż nagle… ukradkiem… wybucha. Powodem jest jakiś mocny impuls emocjonalny, czyjś świat wywraca się do góry nogami, umysł i ciało słabną. Mówiąc umysł, mam na myśli oczywiście czystą, racjonalną i w pewnym stopniu nauczoną pewnych schematów i wzorców świadomość. Wtedy na wierzch wypływ „alter ego”. W takich sytuacjach bywa to niebezpiecznym, gdyż O ILE uda się komuś wyzwolić z załamania, nerwów- czegokolwiek, co jest niepozytywne- to o tyle może to spowodować długofalowo większe szkody z większym zasięgiem.

Można powiedzieć, że takich wypadkach, gdzieś ktoś „z natury” posiada tego demona, „drugą twarz”, ona cały czas próbuje zawładnąć ciałem, ale bez konkretnej przestrzeni siły i woli nie jest w stanie tego zrobić. Ciekawa analogia, biorąc pod uwagę oficjalnie przyjęty model opętania i ujawniania się odmiennych osobowości. Nie mówię, że to to samo, ależ skąd! Pokazuje tylko, że w przyrodzie, świecie, wszystko jest tak zaplanowane, że nawet w tak odległych zjawiskach można dostrzec daleko idące podobieństwo- tu przede wszystkim etapowo. Oczywiście na bok odsuwam wszelakie wierzenia, czy też nie propaguje tego, w co warto wierzyć, ale przedstawiam „fakty” (namacalne, bądź nie) z dwóch odległych dziedzin.

Myślę, że tez przydatną wiedzą w tym artykule będzie zrozumienie id, ego i superego, aczkolwiek o tym planuję napisać następny artykuł. Wtedy można wrócić. Co z tego, że nie chronologicznie…? Nie wszystko w życiu musi (nie może, nie da się) być perfekcyjnie poukładane. Wracając do tematu… Rzecz jasna istnieje też „drugie ja” w sztuce. Zazwyczaj to np.: film, czy literatura, gdzie autor przedstawia pewnego bohatera, który jest w istocie nim samym, aczkolwiek… z obnażonymi cechami, o których sporo osób, a może i sam autor do tego czasu, nie miał pojęcia. Nie od dziś wiadomo, że np.: pisanie, otwiera umysł, wyzwala, pozwala zrzucić zbędne balasty. Czasem mając „flow” można stworzyć nieświadomie PRAWDZIWE słowa, które mają się nijak do prezencji w rzeczywistości codziennej, do image’u. W napływie emocji, „weny” gubi się pewne zahamowania, co jest powodem otwierania się furtek dla alter ego, które z rozkoszą z możliwości korzysta. NAWET JEŚLI, autor ma świadomości swojej odmiennej twarzy… To czemu nie wpleść jej świadomie w swój twór? Zawsze można powiedzieć, że to tylko fikcja poetycka/literacka. Bardzo łatwo się „wybronić” z siebie (bo jakże inaczej to nazwać…?)

Co sądzę osobiście? Jestem w grupie ludzi posiadających „alter ego”. Moja świadomość tej-nazwijmy to- niedogodności sprawia, że jest mi łatwiej. Pozwalam się swobodnie przeplatać moim twarzom, aczkolwiek do pewnej granicy. To takie ostrożne stąpanie po moście utrzymywanym przez cienkie liny nad przepaścią. Czy jest to trudne? Nie bardzo, kwestia siły i nie pozwalania sobie na zbyt duże momenty słabości. Wydaje mi się, że spora część społeczeństwa także posiada „drugie ja”. Przykrym jest tylko to, że możliwie niewielka część z tych osób o tym wie. Mam nadzieję, że  ten artykuł skłoni do refleksji, do zastanowienia się nad sobą, albo … sobą, i sobą.

 

Autor: Pamela Nadzieja Dudzik

Fotografia: Pixabay

Dodaj komentarz