Nordycka dusza – Recenzja: Ivan Tregub – „Nordic Folk” (2017)

Przychodzi w życiu człowieka taki czas, że pora się zatrzymać. Nie chodzi jednak o to, że żyjemy w nieustannym biegu i należałoby coś z tym zrobić (choć to może też…). Zwróćmy uwagę na – często zapomniane przez nas – małe przyjemności, które sprawiają, że życie staje się bardziej znośne. Zwłaszcza wtedy, gdy nadchodzi wieczór, za oknem robi się szaro, bo pora roku nie jest już tak łaskawa… nie ma to jak solidna porcja muzyki!

Dziś pragnę Wam zaprezentować album na mój gust niezwykły. Już po tytule i okładce można spodziewać się bardzo wiele, a tak naprawdę nie zacząłem jeszcze na dobre tej recenzji. Część merytoryczną zacznę od liczb, ponieważ to już na starcie wgniata w fotel. Wiecie, że niniejszy album zawiera aż dwadzieścia trzy utwory i trwa prawie dwie godziny? Znajdą się głosy mówiące: „To pewnie nudne”. Jeśli tak, to równie szybko odpowiem: z całą pewnością nie!

Płyta utrzymana jest w bardzo interesującej konwencji. Nie jest to „mocne uderzenie”, pagan metal lub cokolwiek muzycznie pokrewnego. Jest to swego rodzaju soundtrack. Waha się on pomiędzy utworami melancholijnymi a szybszymi, takimi z wyraźną perkusją. Odnajdziemy tu również dużo strun, fletów i piszczałek. Jak widać, folk – a zwłaszcza ten oryginalnie zagrany – jest dziś w cenie. Zwłaszcza, że całość wykonana została umiejętnie i z pasją. Połączenia takiego czasem próżno szukać u twórców niezależnych, których przedstawicielem jest Ivan Tregub. No, ale jak już się to znajdzie, to czapki z głów. Klimat północy, w jakim utrzymano album, na pewno dodaje całości uroku.

Przy takiej ilości materiału trudno jest wyłapać pewne subtelne elementy. Osobiście starałem się wyszukać jakieś zbliżone fragmenty, żeby określić, czy autor nie poszedł przypadkiem na łatwiznę. Jak się okazało, są pewne podobieństwa, ponieważ co jakiś czas powtarza się pewien motyw muzyczny. Szczerze? Podobał mi się on na tyle, że nie przeszkadzało mi to w ogóle. Nie jest to coś, co miałoby zaburzyć odbiór całości.

Jest w tym wszystkim pewien minus – choć jest on minusem bardzo specyficznym. Po prostu trudno jest przełknąć cały ten zestaw podczas jednego posiedzenia. Album jest tak długi, że wielu słuchaczom trudno będzie znaleźć aż dwie godziny na odsłuchanie go od A do Z. Można by spokojnie podzielić go na dwie części na osobnych płytach CD, czego autor jednak nie zrobił. Prawda, może ma to mały sens w przypadku wydawnictwa typowo cyfrowego, jednak jeśli w grę wchodzi system kina domowego czy choćby odtwarzacz samochodowy, to już inna kwestia. Teraz jest tego po prostu za dużo, aby skorzystać z tradycyjnych nośników. Dla jasności – wynajduję tylko taki przypadek (przypadki), gdzie może to komuś być nie po drodze. Jeśli mowa o użytku w środowisku cyfrowym, jedynym ograniczeniem jest czas. Muzyka jest tak dobra, że najzwyczajniej chce się to „łyknąć” od razu!

Bez względu na to, czy jesteście fanami dawnych czasów, czy tych obecnych, „Nordic Folk” może Wam przypaść do gustu. Jest to stare po nowemu, czyli dwie pieczenie na jednym ogniu. Jeśli chcecie spokoju, to na tym krążku odnajdziecie takie rytmy. Jeśli szukacie mocy – będzie jej pod dostatkiem. Płyta jest wręcz idealna zarówno do „luźnego” słuchania, jak i odtworzenia podczas pracy. W tej drugiej opcji może nawet sprawdzać się nieco lepiej – starczy przecież na znacznie dłużej. Zdecydujcie więc sami, jak będziecie słuchać muzyki rosyjskiego twórcy, bo że sięgnięcie po tę pozycję muzyczną, to pewne!

A na koniec, jak zawsze, podaję link, skąd można pobrać album: https://www.jamendo.com/album/169947/nordic-folk

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marcin Jabłoński Contributor
Szef Działu Kultura, Szef Działu Muzyka w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Urodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Warszawie, obecnie mieszka w jej okolicach. Studiował m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie otrzymał tytuł magistra na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Z pisaniem na poważnie związał się w 2006 roku, kiedy rozpoczął współpracę z dużym polskim serwisem o grach niezależnych. Następnym jego krokiem było założenie własnego bloga (a nawet dwóch), gdzie w sposób radośnie nieskrępowany dodawał wpisy o grach, książkach i muzyce. Fan muzyki i gier w ogóle, ale zwłaszcza twórczości niezależnej – nie pogardzi też czymś do czytania. Potrafi przez trzy dni słuchać tej samej płyty, co może nie jest zbyt produktywne, ale ten typ już tak ma.
follow me

Dodaj komentarz