„Nie chcę już tej Annabelle!”

Dużo ostatnio mówi się o nawiedzonych lalkach. Nie trudno było się domyśleć, że powstanie film właśnie o takiej tematyce. Pierwszy horror o tym nakręcono w 2014 roku i nosił on tytuł „Annabelle”. Po dwóch latach doczekaliśmy się drugiej części przygód znanej na całym świecie lalki.

„Annabelle: Narodziny zła” to trzynasty film Davida F. Sandberga, który nakręcił rok wcześniej znany wszystkim horror pt: „Kiedy gasną światła”. Filmy opowiadają dwie różne historie, ale pod względem wykonania są na bardzo podobnym poziomie. W obydwu przypadkach nie można podważyć klimatu ani obecnego napięcia, niestety na tych dwóch plusach wypadałoby zakończyć.

Warto przed seansem zrobić sobie powtórkę pierwszej części „Annabelle”. Można to potraktować jako swego rodzaju wprowadzenie do filmu. I chociaż akcja nie dzieje się już w tym samym miejscu to i tak z pewnością każdy lubi obejrzeć coś, mając już jakieś wstępne rozeznanie na temat filmu.

Jak wie już chyba każdy, „Annabelle: Narodziny zła” jest prequelem, który opowiada historię demonicznej lalki.  Chociaż opinie o poprzedniku i drugiej części bywają różne, wielu sądzi, że kontynuacja przebiła pierwowzór. Czy tak faktycznie jest? Moim zdaniem nie.

Zacznę od tego, że część z 2014 roku była bardziej przemyślana, wpleciono w nią wiele wątków, które nawzajem się uzupełniały i tworzyły jednolitą całość. Było kilka momentów ( niezbyt licznych, ale zawsze), które naprawdę powodowały ciarki na plecach. W drugiej części mamy natomiast wątki, które nie są dokończone i wiele z nich wymaga uzupełnienia. Dużo chaosu i absolutna przewidywalność to chyba największe minusy. Widz jest w stanie domyślić się, co się wydarzy się przez następne dziesięć minut. Psuje to napięcie i wprowadza nudę, która w krótkiej chwili kradnie cały niepokój.

Ponadto postacie w pierwszej części były bardziej wyraziste, zaś w drugiej wiele z nich jest przedstawionych niezwykle powierzchownie. W ten sposób ciężko emocjonalnie przywiązać się do danej postaci, a to już niestety jest poważnym minusem. To temat dyskusyjny, gdyż wiele osób ma podzielone zdania. Mimo wszystko gusta zawsze pozostaną gustami i nie ma sensu się spierać, ponieważ nigdzie nas to nie zaprowadzi.

Oczywiście nie wszystko w tym filmie jest „na nie”. Można znaleźć kilka pozytywów, jak wspomniałem już wyżej. Z całą pewnością jest to klimat i momentalne napięcie, ale również bardzo dobra gra aktorska dziewczynek grających główne postacie jak też wiele nawiązań do filmu: „Obecność 2”, które każdy fan powinien bez większego problemu wyłapać.

Nadzieją w filmie napełniły mnie jeszcze efekty specjalne, które jednak nie zrobiły na mnie najmniejszego wrażenia. Daleko filmowi do efektów, którymi zachwyca widzów jak choćby wspomniana wyżej „Obecność” lub inny horror o dość podobnym temacie i z podobnym klimatem.

Podsumowując, „Annabelle: Narodziny Zła” to film „na raz”. Dosłownie obejrzeć i zapomnieć, gdyż nie wnosi nic nowego, a jedynie w dalszym ciągu powiela wiele schematów. Oczywiście nie jest to jakiś totalny gniot, który należy omijać szerokim łukiem. Polecam jednak te 20 złotych zostawić w portfelu i wydać na coś innego, a film obejrzeć na komputerze lub telefonie gdy będzie już dostępny na którejś ze stron.

 

Grafika: filmweb.pl

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Patryk Poroszewski Contributor
Redaktor Działu Grozy w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Patryk Poroszewski – mam 19 lat. Mieszkam w Bełchatowie i uczęszczam do ostatniej klasy technikum gastronomicznego. Interesuję się przede wszystkim kinematografią oraz literaturą grozy. Poza tym lubię chodzić po górach i gotować. Piszę recenzje filmów oraz książek, a także opowiadania. W przyszłości chciałbym zostać tłumaczem.
follow me

Dodaj komentarz