„Nawiedzony Dom na Wzgórzu” Shirley Jackson (recenzja)

Fani grozy, ciągle poszukujący nowych wrażeń, niestety nie znajdą ich w Nawiedzonym Domu na Wzgórzu. Umysły czytelników przesiąknięte powielanymi i modyfikowanymi motywami nawiedzonych domów, raczej nie odczują emocji jakie mogły towarzyszyć czytającym pierwsze wydanie z 1959 roku. Warto jednak spędzić czas z książką, od której to wszystko się zaczęło.

Zarówno w filmie, jak i w literaturze spotykamy w ostatnim czasie trend na odświeżanie klasycznych, kultowych opowieści. O ile w przypadku filmów oznacza to nową obsadę, modyfikację scenariusza i zastosowanie nowoczesnych technik i efektów specjalnych, sięgając po książkę dostajemy zwykle dokładnie ten sam „produkt” z odświeżoną okładką. Wydawnictwo Replika, podążając tym tropem, serwuje nam nowe, piękne wydanie książki Shirley Jackson Nawiedzony Dom na Wzgórzu. Uznawany za klasyczną i jedną z najważniejszych powieści grozy, doczekał się dwóch ekranizacji filmowych, The Haunting z 1963 roku w reżyserii Roberta Wise’a oraz filmu o takim samym tytule, z 1999 roku w reżyserii Jana de Bout, a na rok 2018 przewidziano także premierę serialu produkcji platformy Netflix.

Dom na Wzgórzu owiany jest złą sławą. Doktor Montague, znawca okultyzmu, postanawia sprawdzić, co dzieje się w mrocznej rezydencji, a przy okazji zdobyć niezbite dowody istnienia zjawisk paranormalnych. Do eksperymentu zaprasza spadkobiercę i przyszłego właściciela domu, Lukea oraz dwie młode kobiety, Theodorę i Eleanor, które w przeszłości były uczestniczkami niewyjaśnionych wydarzeń. Ta druga w dzieciństwie, wraz z siostrą Carrie, przeżyła deszcz kamieni, który padał na ich dom. Czyżby to stąd Stephen King zasięgnął inspiracji do swej pierwszej powieści? Poza doktorem, który po wprowadzeniu gości w szczegóły związane z historią starego domostwa, znika gdzieś w tle, postaci od początku irytują czytelnika. Cała trójka sprawia wrażenie narcystycznych i niedojrzałych, a ich wypowiedzi i śmiechy często zupełnie nie pasują do sytuacji, w jakich się znajdują. Wydarzenia rozgrywające się w Domu na Wzgórzu narrator przedstawia z perspektywy Eleanor, niepewnej siebie kobiety, którą przez ostatnie lata ograniczała opieka nad chorą matką. Zaproszenie doktora oraz pobyt w starym domu jest przez nią postrzegany jako szansa na nowe życie oraz samodzielność. Jednak…

Wejście do Domu na Wzgórzu przypomina wkroczenie w głąb umysłu szaleńca; wkrótce sami zaczynamy popadać w obłęd – Stephen King

Jeśli oczekujecie jednak mocnych wrażeń i spektakularnych manifestacji paranormalnej obecności, to uprzedzam, że tych jest bardzo niewiele. Klimat grozy objawia się natomiast w szczegółowych opisach domu, który natychmiast skojarzył mi się z tymi opisywanymi przez Grahama Mastertona w Walhalli czy Zaklętych.

Żadne ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec owego nieszczęsnego punktu, w którym dziwny zbieg linii i płaszczyzn sugeruje zło w fasadzie domu. A jednak jakieś szalone zestawienie, źle ustawiony narożnik, przypadkowe spotkanie linii dachu i połaci nieba zamieniły Dom na Wzgórzu w miejsce prawdziwej rozpaczy, tym bardziej przerażające, że fasada domu zdawała się żywa, bacznie obserwująca otoczenie z pustych okien, z odrobiną rozbawienia w gzymsowych brwiach.

Jego nietypowe krzywizny, rozplanowanie przestrzeni i samozamykające się drzwi są zwiastunem strasznych wydarzeń i tworzą niesamowitą atmosferę oczekiwania. Po jakimś czasie czytelnik zaczyna się zastanawiać, jak bardzo Dom wpłynął na gości, a szczególnie na Eleanor i jej zdolność postrzegania rzeczywistości. Pojawiają się też kolejne pytania: kiedy główna bohaterka zaczęła tracić zmysły, czy poznaliśmy prawdziwe oblicza towarzyszących jej w Domu osób oraz czy wszystkie z wydarzeń miały miejsce, czy jesteśmy tylko świadkami majaków zbyt podatnego umysłu?

Nawiedzony Dom na Wzgórzu czyta się szybko i pomimo wad bohaterów, bardzo przyjemnie. Niektóre z fragmentów mogą przyprawić o gęsią skórkę i wywołują niepokój, inne skłaniają do refleksji nad naturą rozgrywających się wydarzeń i zła czającego się w kątach Domu. Nie nazwałabym tej książki pozycją obowiązkową dla miłośników horrorów, po prostu polecam ją jako dobrą literaturę i skarbnicę motywów, z których nadal czerpią nasi ulubieni, współcześni autorzy.

  • Inne tego autora
  • Polecane
Patrycja Smaga Contributor
Redaktor Działu Grozy/Grafik w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Patrycja Smaga – Z zawodu grafik, chociaż ani artystką ani projektantem się nie czuje. Posiada aspiracje na ilustratora. Typ osobowości: introwertyk, domator, typ wieczorny, czyli sowa. Inne przypadłości to książkoholizm, serialoholizm, a ostatnio kinomania. Znaki szczególne: duże okulary, nieobecny wzrok, książka w torebce lub w zasięgu ręki.
follow me

Dodaj komentarz