Najprzyjemniejsza jest możliwość wyprostowania się, czyli wywiad z członkami grupy MoCarta

Grupa The Beatles po dziesięciu latach stała się legendą, a my, przez dwadzieścia lat nawet na Pudelka nie trafiliśmy. Chociaż na te 20-ste urodziny mogliśmy coś zrobić. Jeżeli tak dalej pójdzie, jedyny proces jaki nam grozi, to proces beatyfikacyjny – mówi kwartet smyczkowy Grupa MoCarta w rozmowie z Karoliną Moras.

Karolina Moras – Jak to jest świętować przez dwa lata 20-lecie istnienia zespołu?

 

Filip Jaślar: (śmiech) To jest dobre pytanie.

Bolek Błaszczyk: (śmiech) Przede wszystkim, bardzo przyjemnie. Świętować zawsze można, jak wszyscy wiemy, jest to nasza polska specjalność. Nie zdążyliśmy w ciągu 2015 roku, który był rokiem prawdziwie jubileuszowym, „objechać” wszystkich miejscowości i wszystkich nas słuchających, dlatego ten jubileusz tyle trwa. Chcemy po prostu wszystkich włączyć w cykl naszych jubileuszowych imprez.

F.J.: Mamy już 22 lata, jesteśmy troszkę wolniejsi, wolniej gramy, wolniej się przemieszczamy – to dlatego.

 

K.M. – Dwa lata temu byłam na jubileuszowym koncercie i teraz jestem znowu, więc bardzo się cieszę.

 

F.J.: On jest inny, bo nie pamiętamy, co graliśmy na początku jubileuszu (śmiech).

 

K.M. – A co jest najlepszą częścią tej pracy?

 

B.B.: Najlepszą częścią tej pracy… Filip zaczął grać na skrzypcach tylko dlatego, że chciał się kłaniać. To, według niego, była najlepsza część pracy, którą obserwował u muzyków (śmiech). Może to się z czasem trochę zmieniło, może jeszcze są jakieś inne dobre elementy. Ukłony są dalej przyjemne.

F.J.: Bardzo. I z tym większą radością się kłaniam, że jeszcze mogę się ukłonić. To nie jest takie łatwe.

Paweł Kowaluk: Najprzyjemniejsza jest możliwość wyprostowania się.

F.J.: Prosta czynność, ja to robię z uśmiechem. Nasza praca składa się z wielu elementów. Głównie z podróży, z mieszkania w hotelach, z kolacji na stacjach benzynowych, gdzie jadamy hot-dogi. Zdecydowanie z tych wszystkich elementów, które składają się na naszą pracę, dla mnie najprzyjemniejszym momentem jest bycie na scenie z kolegami – czyli sam koncert. To jest ogromna przyjemność. A jeżeli jeszcze jest tak przyjemnie, że publiczność nas akceptuje,

rozumie, daje temu wyraz śmiechem, oklaskami, to naprawdę  jest to wielka radość.

 

K.M. – Po prostu najważniejsze jest to, żeby widzieć radość wśród ludzi?

 

F.J.: Tak. I żebyśmy my też cały czas naszymi koncertami dobrze się bawili.

P.K.: A, że dobrze się bawimy przez 20 lat, to dlatego tyle państwa męczymy swoją obecnością.

 

K.M. – Właśnie się zastanawiam, skoro 22 lata jesteście razem, to jak ze sobą wytrzymujecie tyle czasu? Czy jest na to jakaś recepta?

 

B.B.: Gdybyśmy rzeczywiście, i to nawiązuję to poprzedniego pytania, gdybyśmy grali do czterech ścian, zamykali w pokoju i grali te 20 lat, nie mając kontaktu z widzami, to oczywiście, że nie ma to sensu. To ma sens tylko w zderzeniu z publicznością, bo to publiczność daje nam niesamowitą energię, moc śmiechu i to jest coś, co my oddajemy ludziom z powrotem i to właśnie nas napędza. A poza tym, wydaje mi się, że dobraliśmy się charakterologicznie, jako, że jesteśmy kompletnie różni, każdy z nas jest totalnie inny, interesuje się różnymi rzeczami. Na przykład ja jako jedyny nie jeżdżę na nartach, ale za to zjeżdżam na futerale od wiolonczeli, więc zawsze też jakieś wspólne zainteresowania się znajdą (śmiech). Ale rzeczywiście, znany jest przypadek kwartetu smyczkowego, w którym każdy dolatywał na koncerty innym samolotem, żeby się tylko nie spotkać i mieli w kontrakcie zapisane, że mieszkają w hotelach kilka kilometrów od siebie. Tylko na scenie się schodzili. My jesteśmy totalnym przeciwieństwem tej sytuacji.

P.K.: Ale oni grali 23 lata, także zobaczymy, co będzie za rok (śmiech).

B.B.: Za rok mamy jeszcze szansę się pokłócić i znielubić.

 

K.M. – A czy w życiu prywatnym też Panowie tryskają energią i mają duże poczucie humoru, czy jest to  tylko zarezerwowane na scenę? Chociaż teraz widzę, że niepotrzebnie zadaję to pytanie..

 

B.B.: (śmiech) Nie jesteśmy smutasami.

F.J.: Nie jesteśmy aktorami, w związku z czym nie do końca potrafimy wcielić się w postać, która jest daleka naszym osobowościom. Myślę, że tacy rzeczywiście jesteśmy. Jesteśmy ludźmi pogodnymi, uśmiechniętymi. Chyba, że jesteśmy zmęczeni.

P.K.: Zmęczeni, głodni, niewyspani.

 

K.M. – Jak to jest z rozpoznawalnością? Czy „latają” za Panami rozemocjonowane fanki?

 

F.J.: Właśnie nie wiemy co z tym zrobić, ale nie (śmiech).

P.K.: To jest to o czym kolega mówił na koncercie, że grupa The Beatles po dziesięciu latach stała się legendą, a my przez dwadzieścia nawet na Pudelka nie trafiliśmy.

 

K.M. – Naprawdę?

 

B.B.: Niewytłumaczalny fakt.

P.K.: Przez to, że tak powiem, ominęła nas..

B.B.: Sława.

P.K.: Chociaż na te 20-ste urodziny mogliśmy coś zrobić.

F.J.: Mieliśmy parę takich koncertów jubileuszowych, gdzie byli goście i był Artur Andrus i powiedział, że właśnie nas zna, wie, że nie trafiliśmy na Pudelka, nie zdemolowaliśmy w życiu żadnego hotelu, nie spaliliśmy żadnej garderoby, nie mamy żadnych zatargów z prawem i jeżeli tak dalej pójdzie, jedyny proces jaki nam grozi, to proces beatyfikacyjny (śmiech).

B.B.: Myślę, że dobraliśmy się temperamentem, bo dosyć często współpracujemy i z Arturem Andrusem, i z Andrzejem Poniedzielskim, więc w sumie wszystkich nas można określić mianem „człowiek demolka”. Na przykład, Andrzej Poniedzielski mówił, że poszedł na jakąś bardzo trudną rozmowę i był tak wściekły na tej rozmowie, że jak wychodził, to ze złości zmiął papierek (śmiech).

F.J.: To są właśnie te energie.

 

K.M. – Graliście w wielu krajach na świecie. Czy jest jakieś miejsce..

 

F.J.: Szczecin (śmiech).

 

K.M.- ..w którym jeszcze nie byliście i w którym chcielibyście zagrać?

 

F.J.: No tak.

P.K.: San Escobar.

F.J.: San Escobar to jest rzeczywiście marzenie. Koledzy wspominają, że nie graliśmy – i to trochę przeze mnie – w Australii. Może uda nam się tam pojechać, bardzo byśmy chcieli.

P.K.: To jest tylko 7 godzin lotu z Singapuru. To w zasadzie już z Singapuru widać Australię.

F.J.: Tak jakbyśmy już tam byli. A propos miejsc, w których nie graliśmy chciałbym, żeby Grupa MoCarta zagrała kiedyś na ceremonii rozdania Oscarów. Tam są przerywniki artystyczne i to jest właśnie moje marzenie. Kto wie?

B.B.: Każdy ma jakieś amerykańskie marzenie. Ja również. Chciałbym zagrać, nie ważne gdzie, ale dla Woody’ego Allena.

F.J.: O tak.

B.B.: Teraz jesteśmy dosyć blisko, w jakimś sensie zawodowo, bo bierzemy udział w festiwalu komediowym „Just for Laughs” w Kanadzie. To jest największy festiwal komediowy. Branżowo jesteśmy blisko, bo w końcu Woody Allen zaczynał jako stand-uper, jak to się dzisiaj mówi. Uprawiał  solowe formy, a to jest też tego typu impreza, gdzie wszystkie formy, tak zwane kabaretowe, są możliwe. Ja widziałem pana Allena na scenie i chciałbym, żeby teraz on zobaczył mnie (śmiech).

F.J.: Żeby się zrewanżował.

B.B.: Widziałem go jak przyjechał grać na klarnecie w Sali Kongresowej. Oklaskiwałem go, może kiedyś uda się odwrotnie (śmiech).

P.K.: Może się kiedyś zrewanżuje.

 

K.M. – Warto marzyć.

 

B.B: No właśnie.

 

K.M. Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

 


Grupa MoCarta – kwartet smyczkowy i kabaret muzyczny, w którego skład wchodzą utalentowani Filip Jaślar, Michał Sikorski, Paweł Kowaluk i Bolek Błaszczyk. Grupa powstała w 1995 roku i ma na swoim koncie wiele sukcesów, m.in. występ z Bobby McFerrinem. W 2015 roku kwartet obchodził 20-lecie swojego istnienia, występując między innymi w Szczecinie. 

 

W marcu 2017 roku znów pojawili się w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie, by dalej świętować jubileusz. Co parę lat powiększają swoją dyskografię – „Ale czad! Czyli podróże grupy MoCarta” jest ostatnią płytą, którą do tej pory wydali. Jedzą hot-dogi na stacjach benzynowych. Grają na całym świecie, ale nie byli jeszcze w San Escobar.


 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Karolina Moras Contributor
Redaktor Działu Wydarzenia w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Karolina Moras – Studentka Achitektury i Urbanistyki. W wolnych chwilach śpiewa, muzykuje, żartuje, egzystuje. Co robię w wolnych chwilach: Śpię, muzykuję, żartuję, egzystuję. Ulubione miejsce: Filharmonia, Teatr, Kino, Mój Pokój, Tramwaj nr 7. Inne zainteresowania: Fotografia, podróże, śmiech, czekolada karmelowa z orzechami. Ulubiona potrawa: Sztuka. (Mięsa) Ulubiony dzień: 7 października (czekam na prezenty). Największe marzenie: Spełniać marzenia.
follow me

Dodaj komentarz