Miłość w rytmie jazz – Diana Krall – Turn Up The Quiet (2017)

To się porobiło… W życiu bym nie przypuszczał, że to zrobię. A jednak – kupiłem sobie album jazzowy. Chyba się starzeję. W tym dobrym znaczeniu rzecz jasna! Zaczęło się niewinnie, od recenzji znanego już Wam albumu Boom Boom Becketta. Znanego, prawda? Mam taką nadzieję… Wtedy też obiecałem sobie, że trochę zagłębię się w temacie – i oto jest. Może nie jest to tak „hardcorowy” album z tego gatunku jak mógłby być, ale i nie tak „popularny”, jak być mógł. Wiem, że może to brzmieć nieco zagmatwanie, ale śpieszę z wyjaśnieniami.

Jazz, jak to na gatunek muzyczny z historią przystało, ma swoje odnogi i warianty. Są np. utwory w nurcie smooth jazzowym, które słucha się łatwo i przyjemnie, gdzie dźwięki współgrają ze sobą i tworzą harmonię, łatwo zapadają w pamięć i są ogólnie łatwe w odbiorze. Są też takie rzeczy jak acid jazz czy jazz fusion, gdzie dochodzą elementy choćby funkowe – i cała seria free jazzu, gdzie właściwie zasad nie ma. Z tym ostatnim już gorzej, bo chyba trzeba to lubić, żeby móc się w temacie zadomowić. Także jak mawiam – co kto lubi.

Diana Krall plasuje się jeszcze gdzie indziej. Otóż do całej tej muzyki, głównie instrumentalnej, dodać trzeba jeszcze nakładkę wokalną. O, i tu zaczyna się zabawa. Można więc spotkać się z, jakby to ująć, „ciekawymi dźwiękami” – lub sztuką na najwyższym poziomie. Niektórzy mówią, że to właśnie jest Muzyka – przez wielkie „M”, rzecz jasna. Taka prawdziwa, bez żadnego kitu. Tylko czy sama tego typu opinia wystarczy, żeby album trafił w Wasze ręce?

Przede wszystkim wskazać muszę na to, co w tym całym zamieszaniu najważniejsze – głos artystki. Przyznaję, jest czego posłuchać. Jak zdradza już tytuł wydawnictwa, będzie to podróż raczej w stronę sfery muzyki spokojniejszej. Najlepszym przykładem na to, co zrobiła pani Krall, jest cover dobrze znanego publiczności Sway (wykonanie oryginalne sięga lat pięćdziesiątych). Wszyscy chyba kojarzą wersję Deana Martina – tę szybką, zaśpiewaną z werwą piosenkę o tańcu i miłości. Hiszpański oryginał zresztą też był dynamiczny. Ba, nawet Michael Bublé zrobił to w ten sposób. A Wersja Diany Krall? Spokojna, stonowana, bezpieczna przystań dla marzycieli i tym podobnych romantyków.

Czy to dobrze? Zdecydowanie tak. Przez całe jedenaście piosenek będziemy doświadczać rozrywki na najwyższym poziomie. Moim zdaniem właśnie tak to powinno wyglądać. Są bowiem takie zakątki duszy, gdzie najlepiej zagląda się w atmosferze ciszy. I to właśnie dzieje się, gdy słuchamy Turn Up The Quiet – bez otoczki zupełnie w tym miejscu niepotrzebnego mroku stajemy sam na sam z miłością, o której śpiewa wokalistka. Prawda, są też inne na to metody, nie przeczę. Może lepsze, może gorsze – ale nie można zaprzeczyć, że ta właśnie, obrana tu, w tym albumie, jest prawdziwa. No, chyba że nie interesuje Was kontrabas, pianino czy piękny, kobiecy (acz mocny) głos. W takim wypadku mam tylko jedną radę – posłuchajcie na YT takich „kawałków” jak wspomniany Sway, I’m Confessin (That I Love You) czy Blue Skies – mnie otworzyły one oczy, że można inaczej. Bo można – i warto.

Płytę polecam wszystkim początkującym na polu jazzu, takim jak ja żuczkom poszukującym nowych brzmień. Można by wysnuć zarzut, że jest nudna – ale zdecydowanie nie jest. Zadbali już o to nie tylko sama pani Krall, ale i jej muzycy. Jeśli chodzi o mnie, to pewnie jeszcze wrócę do tematu. Może następnym razem pójdę jeszcze głębiej, tam gdzie wzrok mój nie sięgnął? Zobaczymy!

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marcin Jabłoński Contributor
Szef Działu Kultura, Szef Działu Muzyka w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Urodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Warszawie, obecnie mieszka w jej okolicach. Studiował m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie otrzymał tytuł magistra na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Z pisaniem na poważnie związał się w 2006 roku, kiedy rozpoczął współpracę z dużym polskim serwisem o grach niezależnych. Następnym jego krokiem było założenie własnego bloga (a nawet dwóch), gdzie w sposób radośnie nieskrępowany dodawał wpisy o grach, książkach i muzyce. Fan muzyki i gier w ogóle, ale zwłaszcza twórczości niezależnej – nie pogardzi też czymś do czytania. Potrafi przez trzy dni słuchać tej samej płyty, co może nie jest zbyt produktywne, ale ten typ już tak ma.
follow me

Dodaj komentarz