Maroko – pomost pomiędzy Afryką a Europą

Od dawna porównywanie cywilizacji europejskiego i afrykańskiego kręgu kulturowego, stwarza ekspertom niezwykle duże trudności. Mimo obecności pewnych wspólnych elementów (w zakresie urbanistyki, sztuki czy też sposobów zarządzania państwem), światy te pozostają tak skrajnie różne, że można by się pokusić o stwierdzenie, iż Europa i Czarna Afryka znajdują się na odmiennych planetach.

Gdyby do odrębności kulturowo-światopoglądowych dodać jeszcze różnice wynikające z wyznawanej religii, otrzymujemy jakby inne galaktyki. Mimo iż, w każdym regionie spotkać możemy przedstawicieli niemalże wszystkich wyznań, to najogólniej obszary te podzielić można na chrześcijańską Europę i animistyczno-chrześcijańskie południe Afryki, pomiędzy które wdziera się zdominowany przez islam pas, swoją szerokością obejmujący północ Czarnego Lądu aż po granice Sahelu z sawanną. Teren ten tworzy łącznik, który z różnym nasileniem od wieków umożliwiał wymianę osób, towaru i informacji pomiędzy wyżej wspomnianymi kontynentami. Taki właśnie pomost pomiędzy „Starym Światem”, Czarną Afryką, a kulturą islamu stanowi Królestwo Maroka.

Kraj z przebogatą historią, wyrazistą kulturą, mocno zakorzeniony w religii, ale jednoczenie otwarty na świat niemuzułmański. Chcąc na łamach tego artykułu chociaż w małym stopniu przybliżyć jego czytelnikom to fascynujące państwo, należy zacząć od bardzo ogólnego rysu historycznego.  Według archeologów początki osadnictwa na obszarze dzisiejszego Maroka  sięgają czasów paleolitu. Po zniknięciu z tych terenów neandertalczyka, zostały one zasiedlone przez  człowieka kapsyjskiego, który był zapewne przodkiem obecnie żyjących Berberów (właściwie poprawne określenie rdzennych mieszkańców tych terenów to Imazighen, czyli „ludzie wolni”). Nawiązanie wymiany handlowej z dominującymi wówczas na Morzu Śródziemnym i nadatlantyckim wybrzeżu Fenicjanami, pozwoliło na coraz lepszą organizację struktur plemiennych, dzięki czemu po upadku Kartaginy w 146 r. p.n.e., na obszarze Maroka powstało pierwsze berberyjskie państwo – Królestwo Mauretanii. Nie miało ono rzecz jasna szans oprzeć się hegemonii Imperium Rzymskiego, czego efektem był podział monarchii na dwie prowincje zależne od cesarstwa – Mauretania Caesariensis (na terenie obecnej Algierii i Tunezji) i Mauretania Tingitana (obszar odpowiadający dzisiejszej północnej części Maroka).

Tak jak inne prowincje afrykańskie Tingitana, służyła jako spichlerz Rzymu, z którego do centralnych regionów dostarczane były owoce, zboża, sprzęty i purpura. Po upadku cesarstwa kontrolę nad omawianym obszarem przejmowali odpowiednio: Wandalowie, Bizantyjczycy, aż w końcu w VIII wieku walczący w imieniu proroka Mahometa Arabowie. Ci ostatni spotkali się z niezwykle silnym oporem schrystianizowanych już Berberów i mimo ogromnych wysiłków nie zdołali przejąć kontroli nad dawną Tingitaną. Przybycie do północnego Maroka uciekiniera politycznego z Arabii – Idrisa ibn Abdullaha (potomka proroka Mahometa) i założenie przez niego dynastii Idrysydów, stworzyło podwaliny pod zjednoczenie kraju, a rządy jego syna Idrisa II uznawane są za faktyczny początek istnienia państwa marokańskiego. Kolejne dynastie zwiększały wpływy Maroka na okolicznych terenach, także w czasach Almorawidów państwo obejmowało większą część Półwyspu Iberyjskiego, dzisiejszą Algierię, Saharę Zachodnią, Mauretanię, i część terenów Senegalu oraz Mali. Po początkowych sukcesach w walce z niewiernymi, rosnące w siłę europejskie mocarstwa zaczęły odbierać coraz bardziej rozbitemu wewnętrznie Maroku kolejne ziemie, doprowadzając do objęcia całego obszaru państwa francuskim protektoratem (został on ustanowiony na mocy traktatu feskiego w 1912 r., do którego podpisania zmuszono Sułtana Mulaja Hafida z dynastii Alawitów). Zachodnia okupacja nie trwała jednak długo, gdyż po II wojnie światowej w 1956 roku, w wyniku nasilających się ruchów wyzwoleńczych (głównie chłopstwa), Maroko odzyskało niepodległość. Do kraju wrócił Mulaj Ibn Jusuf i już jako król Muhammad V panował do swojej śmierci w 1961 roku.  

 
Kraj tak różnorodny etnicznie i kulturowo, w którym obok bezkresu wysokogórskich pejzaży, możemy doświadczyć spiekoty pustyni oraz przyjemnego chłodu nadatlantyckiego wiatru, trudno jest rozpatrywać całościowo. Mimo to w oczach specjalistów, jak i samych Marokańczyków państwo uchodzi w zasadzie za wewnętrznie jednolite. Musi więc istnieć jakieś spoiwo które sprawia, że 32 miliony mieszkańców tego kraju czują się jednym narodem. Najlepiej to „spoiwo”, a właściwie trzy spoiwa pokazuje napis umieszczony na agadirskim zboczu wzgórza z kazbą, składający się z trzech słów w języku arabskim: „Bóg, Ojczyzna, Król”.  Islam wyznaje prawie 98% populacji Maroka i chociaż kraj ten uchodzi za niezwykle otwarty i liberalny biorąc pod uwagę standardy państw muzułmańskich, to religia pozostaje ważnym elementem w życiu większości Marokańczyków. Brak radykalizmu, tak częstego przecież w wielu regionach świata zdominowanych przez islam, widać na pierwszy rzut oka. Możliwość decydowania o własnym ubiorze sprawia, że szczególnie w dużych miastach kobiety porzucają tradycyjne hidżaby, kaftany i galabije, i przywdziewają ubrania na modłę europejską. Jeżeli ktoś jednak zapomni na chwilę, że znajduje się w muzułmańskim kraju (co mimo wszystko nie jest łatwe) po pewnym czasie przypomni mu o tym równie magiczny, co  niepokojący dźwięk muezina nawołującego do modlitwy (5 razy dziennie – o wschodzie słońca, w południe, wczesnym popołudniem, o zmierzchu i po zachodzie słońca). Nierozerwalny związek państwa z religią ukazany jest również, w jednym z najważniejszych symboli narodowych, a mianowicie we fladze. Zielony pentagram na czerwonym tle nawiązuje do islamu i jego pięciu filarów (wyznanie wiary, modlitwa, jałmużna, post i pielgrzymka do Mekki). Kategoryczny sprzeciw jakimkolwiek formom radykalizmu religijnego, widać dobrze w obowiązującym w Maroku prawie, nakładającym surowe kary już za samo sympatyzowanie z terrorystami. Kolejnym ważnym, a może i najważniejszym spoiwem łączącym wszystkich Marokańczyków jest osoba władcy. Obecnie panujący król Muhammad VI, który funkcję tę przejął w 1999 roku po śmierci swojego ojca Hasana II, jest nie tylko głową państwa, ale też najważniejszym imamem. Idąc uliczkami któregokolwiek z marokańskich miast nie ma szans, aby nie natknąć się na wizerunek al-Malika. Częstym widokiem jest oblepianie suków zdjęciami monarchy uwieczniającymi moment, w którym ten któregoś razu przechodził obok kramu, zatrzymał się, a może nawet coś kupił. Wystawy takie zasłaniają często towary przez co nie zawsze wiadomo co właściwie danych handlarz sprzedaje. Pomimo często groteskowych dla Europejczyka przejawów uwielbienia dla władcy, trzeba przyznać, że w dużej mierze zasłużył on sobie na tak wielkie uznanie. Od czasu przejęcia władzy przez Muhammada VI, Maroko zanotowało ogromny wzrost gospodarczy, znacznie poprawiła się sytuacja kobiet i przestrzeganie praw człowieka, a wskaźnik analfabetyzacji uległ gwałtownemu obniżeniu.

Każdy podróżujący po Maroku turysta, z pewnością wielokrotnie natknie się na dziwnie wyglądające, stożkowate pojemniki. To tadżiny – rzecz absolutnie niezbędna w życiu codziennym przeciętnego Marokańczyka. Należy pamiętać, że tadżin to określenie odnoszące się do naczynia, a nie (jak wiele osób uważa) do konkretnej potrawy, dzięki czemu każdy może wykonać to tradycyjne danie w oparciu o własne gusta kulinarne. Mówiąc o marokańskiej kuchni nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji o Berber Whisky. Niech nie zmyli Was nazwa – atai (lokalna nazwa) nie ma w sobie ani promila alkoholu. Aromatyczny, pity tu nałogowo napój to zielona herbata z dodatkiem mięty (opcjonalnie odrobiny innych ziół) i naprawdę sporą garścią cukru. Gorący napój przynosi błogie orzeźwienie w skwerze południowego słońca, a misterny i zajmujący sporo czasu sposób parzenia herbaty, jest nie tylko przedmiotem zachwytu wczasowiczów, ale też idealną okazją do odpoczynku oraz rozmowy dla mieszkańców.  Okazją do zaczerpnięcia lokalnej kultury są także występy muzyków gnawa (styl muzyczny zapoczątkowany przez schwytanych i przywiezionych tutaj czarnych niewolników), których spotkać można w niemalże wszystkich większych marokańskich miastach. Wszechobecna i niezwykle zróżnicowana muzyka tradycyjna, nie tylko dominuje podczas przechadzki po zakamarkach medyn czy świętowania ważnych uroczystości takich jak np. śluby; znalazła ona również uznanie w zachodnim kręgu kulturowym stając się inspiracją dla wielu twórców (m.in. The Chemical Brothers, która to grupa w swojej piosence Galvanize wykorzystała motyw muzyczny występujący oryginalnie w jednym z utworów Najat Aatabou).

 
Tak jak było wspomniane, podróżując po Maroku i choćby pobieżnie przeglądając wzrokiem napotkane w różnych miejscach kraju obrazy, nie sposób nie zauważyć ogromnej różnorodności tego państwa. Każda bowiem jego część ma swój indywidualny i niespotykany nigdzie indziej charakter. I biorę tu pod uwagę zarówno walory krajobrazowe, jak i kulturowe tych obszarów. I tak przesuwając się z północy na południe, spotykamy znane z innych terenów położonych na podobnej szerokości geograficznej śródziemnomorskie miasteczka i niemal muskający Europę Tanger (Cieśnina Gibraltarska w najwęższym miejscu ma niespełna 14 km szerokości), zachęcający mnogością gatunków fauny i flory malowniczy region Rifu, przechodzący następnie w surowszy krajobraz Gór Średniego i Wysokiego Atlasu, czy w końcu bezkres pustyni ogarniający wyłaniające się gdzieniegdzie większe lub mniejsze osady ludzkie. Ogromne zróżnicowanie poszczególnych regionów Maroka, świetnie obrazuje porównanie jego największych miast. W zdecydowanej większości z nich zauważyć możemy pewien powtarzalny zamysł urbanistyczny – centralne stare miasto, czyli medina wijące się milionem wąskich uliczek i suków, w którego środkowej części mieści się zazwyczaj meczet (ta część otoczona jest obronnym murem i odpowiada wielkości osady z czasów panowania dynastii marokańskich przed okupacją francuską) oraz ville nouvelle o znacznie luźniejszej, nowocześniejszej zabudowie (będąca dziełem Francuzów). Nie zmienia to jednak faktu, że każde z miast jest warte osobnego omówienia.  Najlepiej zacząć tutaj od tzw. „kwartetu miast królewskich”, czyli tych miejscowości, które pełniły w którymś momencie swoje historii funkcję stolicy. Każdemu z nich przypisany jest kolor odzwierciedlający  jego unikatowy charakter. Rabat jest biały, Marrakesz – czerwony, Meknes – żółte, a Fez – niebieski (w przeciwieństwie do pozostałych, w których dana barwa rzeczywiście jest dominująca w architekturze zabudowy, kolor niebieski kojarzony z Fezem odnosi się do specjalnej feskiej ceramiki). Fez rolę miasta cesarskiego pełnił najwcześniej (bo już w VIII wieku) i najdłużej. Miasto założone przez Idrisa I zyskało sobie miano ostatniej ostoi średniowiecza. I nie jest to tylko tani chwyt reklamowy, mający zwabić żądnych wrażeń turystów. Zanurzając się w feską medinę (stare miasto Fes el Bali – największa medyna na świecie), każdy może niemalże jak w wehikule czasu przenieść się kilka wieków wstecz; zobaczyć na własne oczy prace rzemieślników, której metody nie zmieniły się tu od setek lat, a w niektórych przypadkach też ją poczuć… (mowa tutaj głównie o garbarniach, podczas których zwiedzania niemal obowiązkowo należy zatkać sobie nozdrza rozdawanymi przed wejściem liśćmi mięty). Jedyne co przypomina nam, że nadal znajdujemy się w XXI wieku to wszechobecne również tu smartfony i tablety.  Marrakesz „czerwone miasto” swój kolor zawdzięcza suszonej glinie, z której zbudowali go przedstawiciele dynastii Almorawidów. Wizytówką miasta jest piękny 900-letni meczet Koutoubia (inaczej meczet księgarzy, zwany tak ze względu na znajdujące się niegdyś pod jego murami liczne kramy z rękopisami) zbudowany w XII wieku przez Jakuba al-Mansura.

Kierując się wzdłuż alejki pełnej calèche (rodzaj dorożki), dochodzimy do centralnego punktu miasta, czyli placu Dżemaa el-Fna (nazwa oznacza dosłownie „zgromadzenie umarłych” i odnosi się do jednego z dawnych zastosowań placu jako miejsca egzekucji). Pomimo dużego ruchu turystycznego miejsce to zachowało swój niesamowity klimat. Po zapadnięciu zmroku na pozór zwykłe, gwarne targowisko (chociaż czy możemy nazwać „zwykłym targowiskiem” miejsce, w którym w wolnej chwili za kilkadziesiąt dirhamów możemy skorzystać z usług lokalnego wyrwizęba?) przeistacza się w istnie magiczny spektakl. Opowiadający niestworzone historie bajarze, zachwycający barwnymi strojami i tańcem muzycy gnawa, zaklinacze węży – to tylko niektóre atrakcje jakimi raczy nas wtenczas plac.  Kolejnym miastem cesarskim jest Meknes, które funkcję stolicy pełniło za czasów rządów Mulaja Ismaila. Z rozkazu tego, jednego z najkrwawszych w historii sułtanów, z niewielkiej osady zbudowano potężną metropolię. Meknes posiada w sobie swego rodzaju „cząstki” ze wszystkich stron Maroka. I to dosłownie, gdyż do jego rozbudowy użyto materiałów powstałych z rozbiórki wielu istniejących już budowli (m.in. miasta Volubilis czy pałacu El Badi w Marrakeszu). Ostatnim królewskim miastem jest obecna stolica – nowoczesny Rabat.

Obok obejrzenia pałacu królewskiego pilnowanego przez kilku dumnie wyglądających mundurowych, których wyjątkowo można sfotografować (w Maroko obowiązuje zakaz robienia zdjęć wszelkim przedstawicielom służb mundurowych i obiektom wojskowym), Mauzoleum Muhammada V i wieży Hasana, można tu spokojnie odpocząć na brzegu rzeki o egzotycznie brzmiącej nazwie – Bu Rakrak.  Nazwą, którą zna chyba każdy, choć tylko niektórzy umieją umiejscowić ją na mapie, jest Casablanca. I chociaż oprócz niej miasto to, nie ma w zasadzie nic wspólnego z hollywoodzką produkcją, to niewątpliwie przyciąga chętnych choćby posiedzenia w jednej z licznych tam już kawiarni Rick’s Café Americain, fanów Ingrid Bergman i Humphreya Bogarta. Prawdę mówiąc taka sentymentalna wizyta może nieco rozczarować, gdyż Casablanca uchodzi za jedno z brudniejszych miast Maroka. Może się natomiast pochwalić ukończonym w latach 90. XX wieku ogromnym meczetem Hasana II. Monumentalna budowla posiada najwyższy na świecie minaret (210 metrów) i co ciekawe jest dostępna do zwiedzania także niemuzułmanom (w Maroko tylko 4 meczety mogą zobaczyć od środka ludzie nie wyznający Allaha). Swój unikatowy charakter mają także mniejsze miasta jak chociażby Tanger, Szafszawan, Essaouira, Agadir czy Al-Ujun. Ostatnie jest stolicą walczącej o niepodległość od 1975 roku (od czasu opuszczenia tego obszaru przez Hiszpanię) Sahary Zachodniej, którą władze Maroka traktują jak integralną część swojego państwa. Miłośników kinematografii zaciekawić może natomiast miejscowość Warzazat, w której kręcono takie produkcje filmowe jak Gladiator czy Kleopatra. 

 
Maroko – zróżnicowane, a jednocześnie jednolite wewnętrznie; zakorzenione w prastarej tradycji, a mimo to otwarte na nowoczesne trendy. Kraj ten w czasach, gdy wiele regionów na Ziemi staje coraz mniej bezpiecznymi, jawi się jako względnie spokojny i stabilny, dzięki czemu doświadcza gwałtownego wzrostu zainteresowania ze strony turystów. Kusi szerokimi plażami, luksusowymi kompleksami hotelowymi, dobrze rozwiniętą infrastrukturą, pięknymi pałacami i meczetami. Pamiętajmy jednak, że prawdziwy skarb Maroka stanowią ludzie i to właśnie doświadczenia rozmów ze zwykłymi tubylcami – na ulicy, przy suku, czy też w każdym innym miejscu – pozostają najlepszymi wspomnieniami z wycieczki i pozwalają zarazem w sposób pozaprzewodnikowy zrozumieć świat społeczności północno-zachodniego krańca Afryki. I choć czasy się zmieniają, a tereny te są nieustannie „atakowane” przez wpływy radykalnych ideologii i europejskiego stylu życia, dzielnie się nim opierają i zachowują swój unikatowy charakter. Oby jak najdłużej…  inshallah. 

 

Fotografie: prywatny zbiór autora 

 

This slideshow requires JavaScript.

  • Inne tego autora
  • Polecane
Dorian Scheuring Contributor
Redaktor Działu Podróży w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Dorian Scheuring – Urodzony 20 października 1994 roku w Zielonej Górze. Student kierunku lekarskiego na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie. Pasjonat historii, kultury i tradycji afrykańskiej. Koordynator Lokalny Projektu „Medycy dla Afryki”. Założyciel portalu Burkina FAN. Tancerz. Miłośnik dobrej muzyki i podróży
follow me

Dodaj komentarz