Literacki Kraków od kuchni cz.7 – rozmowa z Marcinem Siwcem

To, że w życiu czasem bywa tak, że nigdy nie wiemy, czego się spodziewać, to już nie dziwi. Czasem zdarzają się gorsze rzeczy (odpukać), czasem lepsze. I takim lepszym wydarzeniem jest postać Marcina, która kiedyś bardzo dawno temu mocno splotła się z moimi losami. Nie czas pisać o Krakowie lat 90-tych, aczkolwiek uważam, że były to złote czasy miasta. Policja jeszcze nie spisywała za piwo na murku, życie tętniło na ulicach, a nie w lokalach, gdzie ceny są mocna zawyżone specjalnie dla turystów. Jednym z krakowskich zespołów punkowych tamtych czasów była “Poezya Kanału” którego Marcin (A potem na drugi mikrofon dołączył Kefir, którego też pozdrawiam) był wokalistą. Niestety, te gorsze rzeczy sprawiły, że zespół się rozpadł, a ludzie porozchodzili się w różne strony świata. Mija 20 lat, a tutaj dobywają się głosy z przeszłości. Marcin Siwiec (ksywa: Sivy) w międzyczasie napisał książkę “Granatowe miasto” i właśnie zapowiada powrót na scenę literacką.

 

MK – Czasem tak się zdarza, że po latach następują powroty. Ten jest szczególny, ponieważ bohaterem niniejszego wywiadu będzie wokalista krakowskiej legendy punk rocka „Poezya Kanału”, a także autor książki „Granatowe Miasto”. Pytanie, co się działo z Tobą przez ten czas?

M.S – Od czasów liceum? Kilka ciekawych rzeczy, ale też niemało zwykłej prozy życia. Po maturze więc mniej więcej zaraz po tym gdy rozpadł się zespół, poszedłem na studia politologiczne. Na piątym roku urodziła mi się córka i założyłem rodzinę. Mimo to jednak zaraz po odebraniu mojego dyplomu magisterskiego postanowiłem przeżyć jakąś mocną przygodę i oto wpadł mi do głowy pomysł aby zgłosić się do wojska W armii spędziłem pól roku. Najpierw 3 miesiące kursu w szkole oficerskiej w Poznaniu, a później 3 miesiące praktyki jako dowódca plutonu, w jednej z jednostek w Krakowie. Wbrew pozorom ciekawe doświadczenie, super przygoda i dobrze spędzony czas. Po wyjściu do cywila zacząłem utrzymywać rodzinę czyli po prostu poszedłem do pracy. Różne stanowiska kierownicze w korporacjach i tak właściwie jest do dzisiaj. Dziewięć lat temu urodził mi się syn. To tak zupełnie pokrótce. Byłbym zapomniał; oczywiście jeszcze książka, ale o tym pewnie za chwilę.

MK – Wtrącę, że też byłem w wojsku i mam wrażenie, że żadnej prozy o tym nie ma. Może to kiedyś się nadrobi… Jak wspominasz tamten Kraków. Wtedy literaturą interesowaliśmy się mniej, nawet ja o tym nie myślałem. A napisałeś książkę. Jak to się stało?

M.S – Masz na myśli Kraków lat dziewięćdziesiątych, gdy mieliśmy te naście lat? Czasami mam wrażenie, że to miasto nie jest już moje. Pomimo tego, że kocham je szalenie to stopniowo przestaje być wyjątkowe. Powoli przestaje się odróżniać od innych wielkich miast Polski czy Europy. W swej szklano- betonowej masie staje się takie samo jak Wrocław, Poznań czy Berlin. Kraków lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych był inny. Wbrew pozorom nie tak bardzo peerelowski lecz średniowieczny. Odrapany, zapyziały ale ciekawszy. Z każdego kąta wyziewała historia, a tam gdzie jej nie było, była zieleń. Parki i skwery, w których zawsze byli ludzie. Starzy i młodzi. Była przestrzeń publiczna i oddech.

Na szczęście poza architekturą jest jeszcze kultura, a pod tym względem dzieje się u nas wiele i to mnie zawsze będzie cieszyć. Trzeba przyznać, że w naszym mieście jest dużo miejsca na wiele ciekawych inicjatyw i wystarczy tylko wiedzieć czego się chce, aby znaleźć ludzi i miejsce na własną aktywność. Zawsze mówiłem, że w Krakowie jest „dla każdego coś dobrego” i mam nadzieje, że tak pozostanie po wsze czasy.

MK – Zabierasz się do kontynuacji, oczywiście jestem jak najbardziej za. O czym będzie tym razem Twoja książka ? Czy dalej w tle będzie punk, czy to trochę inne czasy. I czy z punka się wyrasta?

M.S – Nie, ani w tle, ani na pierwszym planie nie będzie punka. W Granatowym Mieście ten wątek jest też ledwo zaznaczony, a to tylko dlatego aby zaostrzyć osobowość jednego z bohaterów. Nic poza tym. To co teraz piszę mam nadzieje, że będzie chociaż w drobnej namiastce czymś czym był dla Moskwy Mistrz i Małgorzata. Mam zamiar napisać kolejną powieść przygodową o młodzieży, ale tutaj wątki realne będą przeplatać się z fikcyjnymi, a teraźniejszość z przeszłością. To wszystko zostanie wplecione w niesamowitą przygodę podczas której czytelnik, mam nadzieje, pozna Kraków jakim był czterysta, dwieście i siedemdziesiąt lat temu. Ponadto będzie mógł wyciągnąć określone wnioski czy taka czy inna postawa wobec życia jest właściwa czy nie. Czy warto zmieniać decyzje w swoim życiu oraz jaką wartością jest przyjaźń.

Granatowe Miasto natomiast było czymś w rodzaju pewnej kompilacji Pana Samochodzika i Kodu da Vinci – oczywiście mówiąc w dużym uproszczeniu. Jest to pewnego rodzaju przewodnik po Krakowie, w którym trzej młodzi przyjaciele krok po kroku rozwiązują pewną historyczną zagadkę, na którą natknęli się zupełnie przypadkiem. Żeby ją rozwiązać musieli odwiedzić wiele tajemniczych i zapomnianych miejsc w Krakowie i odkrywając pewne nikomu niewiadome znaki odnaleźć w nich wskazówki, które zawiodą ich do ostatecznego rozwiązania tajemnicy. Książkę podobno łyka się bardzo szybko. Niemal na jednym wdechu. Polecam wszystkim.

Co do punku, czy z niego się wyrasta czy nie, to jest wiele o dłuższy temat. Każdy z nas trafił do ruchu prawdopodobnie z innego powodu. Dla jednego to była głownie moda tj. wygląd i ubiór. Z tego zdecydowanie się wyrasta bardzo łatwo. Dla innych upodobanie samego stylu muzyki i z tym bywa różnie. Wraz z wiekiem ludzie poszerzają swój repertuar i ciężko być punkiem słuchając czasem Dezertera, a na co dzień np. Lady Gaga i Shakiry Dla sporej części ludzi, punk był po prostu buntem i choć poglądy polityczne zmieniają się wraz z wiekiem ( np. ewoluują mocniej na prawo) to ich spojrzenie na rzeczywistość zawsze będzie krytyczne i nigdy w swych poglądach nie przestaną myśleć o tym jak powinno być żeby ludziom żyło się lepiej. Chyba ja do takich należę i w ten sposób myśląc nie przestałem być punkiem. Chociaż oczywiście na co dzień tak o sobie nie myślę i nad tym się nie zastanawiam.

MK – Wszem i wobec wiadomo, że poeci mają łatwiej, piszą, czytają na mieście, mają swoje wieczorki czy to w knajpach, czy w Domach Kultury, z prozą jest ciężej. Ale, paradoksalnie, z prozy można nawet wyżyć. Czy zamierzasz zostać pisarzem, czy to tylko hobby?

M.S. – Hm. Dobre pytanie. Zapewne dla każdego łączenie przyjemnego z pożytecznym jest największym szczęściem. Każdy chciałby żyć wyłącznie z tego co naprawdę kocha, ale to długa droga. Pomimo tego, że lat mam już 40 to wierzę, że jeszcze zdążę.

MK – 40 lat to wcale nie taki straszny wiek. Wiele się zmieniło I mam wrażenie, że ludzie potrafią już żyć, pisać, chodzić na koncerty nie bacząc na wiek. Co ciekawsze, więcej jest zbuntowanych tych starszych, niż młodych, przynajmniej mam takie wrażenie. Czy teraz zaczniesz szalone literackie życie? Czy da się pogodzić pisanie z obowiązkami rodzinnymi?

M.S. – Z obowiązkami rodzinnymi raczej bez problemu gorzej z pracą. Wiesz jak to jest. Pracując na różnych stanowiskach kierowniczych życie wymaga od Ciebie dużego zaangażowania czasowego. Często zmęczenie powoduje, że nie masz po pracy ochoty na nic więcej jak tylko odpocząć. Odmóżdżyć się a cóż dopiero skupić na fabule i właściwej składni słów i stylu. Kiedyś, gdy w końcu uda się żyć z pisania sytuacja będzie inna. Wierzę w to.

MK – wspomniałeś o Bułhakowie (mistrz nad mistrzami)… Co byś jeszcze polecił do czytania?

M.S. – Zaskoczę Cię. Obecnie nie czytam zbyt wiele beletrystyki. Fascynuję się szczególnie biografiami wielkich i ciekawych ludzi. Lubię czytać wywiady z nimi lub ich opowiadania autobiograficzne. Obecnie zacząłem czytać książkę napisaną przez samego Zdzisława Beksińskiego. Książka oczywiście traktuje o nim samym i jego życiu. Czytając ją zastanawiam się jaki wpływ na jego dojrzałą twórczość wywarł właśnie fakt w jakiej rodzinie się urodził i jakie były w niej relacje. Myślę, że dzieciństwo każdego z nas ma ogromny wpływ na to jacy będziemy i jesteśmy jako dojrzali ludzie. Ponadto od pewnego czasu fascynuję się historią Powstania Warszawskiego. Czytam namiętnie wspomnienia ludzi, którzy je przeżyli lub brali w niej udział. Obecnie jestem na etapie czytania opowiadań Mathiasa Shenka – niemieckiego sapera z Wehrmachtu, który jako jedyny Niemiec odważył się opowiedzieć o swoim udziale w powstaniu, tyle że z drugiej strony. Od strony okupanta. To pozwala mi zrozumieć i uwierzyć, że nie wszyscy Niemcy byli bandytami i zbrodniarzami. Pozwala mi uwierzyć w ludzi i mieć nadzieje, że dobro zawsze kiedyś musi zwyciężyć. Inaczej już nie byłoby tego świata.

MK – jako, że wiersz pisze się szybciej, może nawet łatwiej niż prozę, co byś poradził komuś, który chce napisać książkę. I jak Ci się udało ją wydać?

M.S. – Trudna rada. Trzeba po prostu poczuć w sobie taką potrzebę i spróbować. Potem dać do przeczytania komuś komu ufasz i posłuchać jego opinii. Gdy usłyszysz szczerą opinie, że jest to naprawdę ciekawe wtedy idź na całość i nie rezygnuj. Wbrew pozorom, żeby wydać książkę nie ma z tym dziś najmniejszego problemu. Jest wiele wydawnictw, które wydają debiuty. Trzeba tylko trochę………….zainwestować. Nikt nie wyda książki bez najmniejszej gwarancji, że na tym nie straci. Większy problem to jak ją sprzedać. Tu się naprawdę zaczynają schody. Bez dobrej promocji, reklamy i zaangażowania autora nie ma szans.

MK – jak będziesz podbijał Kraków?

M.S – Z Twoją i innych pomocą mam nadzieję.

 

Autor: Michał Krzywak 

Fotografia: autor

Redakcja Administrator
Magazyn Kulturalny Horyzont – nieformalne pismo internetowe założone 5 września 2015 r. przez dziennikarkę, poetkę i kandydatkę do ZLP Oddział Szczecin Annę Jakubczak. Horyzont ma na celu przekazywanie rzetelnych informacji, zachęcać do rozwoju osobistego i poznawania świata oraz dawać możliwość pokazania się szerszemu gronu poprzez organizowanie spotkań autorskich, wernisaży, slamów poetyckich i innych imprez kulturalnych we współpracy ze Związkiem Literatów Polskich oddział w Szczecinie, Książnicą Pomorską, Starą Rzeźnią oraz Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach.
follow me

Dodaj komentarz