Literacki Kraków od kuchni cz. 6 – Mariusz S. Kusion

Literacki Kraków od kuchni cz. 6 – Mariusz S. Kusion

Mariusz S. Kusion to już nie “człowiek-orkiestra”, a “człowiek-filharmonia”. O ile czasami mam wrażenie, że mam na sobie zbyt wiele obowiązków, z chwilą, gdy pomyślę o Mariuszu, to czuję się lepiej. Nie ukrywam też, że do swoich wywiadów staram się znajdować ludzi, którzy w jakiś sposób mogą wpłynąć na decyzje tych, którzy piszą, ale wahają się, czy warto. Ludzi –  organizatorów, ale tych sympatycznych, otwartych, którzy nie tylko wciągną, ale i wyciągną to, co dobre. A przy okazji też Poetów wartych poznania. Ja polecam tomik “Zarządzanie zasobami emocjonalnymi” (2015) jako potwierdzenie moich słów. Polecam także spektakl multimedialny “Ubierz mnie w słowa”, powstały na kanwie poezji Mariusza. A na koniec, polecam wywiad:
MK – Pytanie pierwsze. Jesteś człowiekiem-orkiestrą, spróbuj określić to, co robisz, bo i piszesz i prowadzisz spotkania, należysz do grupy poetyckiej, a nawet jest przedstawienie na podstawie Twoich wierszy. Do tego dochodzi praca. Jak i kiedy?

MSK –  Dziękuję, choć ostatnim razem, gdy to usłyszałem, odpowiedziałem zadziornie, że wolę określenie “człowiek-filharmonia”. Serio rzecz ujmując, jest wiele osób, które pełni równolegle wiele ról społecznych i robi to na pewno lepiej ode mnie. Takich ludzi bardzo cenię. Lubię wyzwania, dlatego podejmuję się nowych działań, czemu bardzo sprzyja poznawanie – że tak powiem – “po drodze”, ciekawych, twórczych i otwartych ludzi. To taka wzajemna inspiracja. Dzięki kontaktom z innymi przekonałem się do tego, by zacząć prowadzić spotkania autorskie, organizować wydarzenia artystyczne i naukowe, jak wystawy, koncerty, festiwale, konferencje, szkolenia. Dobrze pracowało nam się np. z Aleksandrą Gisges-Dalecką w 2013 r. przy pewnym koncercie w Krakowie z okazji zakończenia konkursu poetyckiego, którego zresztą byłem sekretarzem. Poprosiła mnie potem o kilka wierszy. Około dwa miesiące później dostałem do wglądu scenariusz przedstawienia, o jakim wspomniałeś. Chodzi o spektakl multimedialny “Ubierz mnie w słowa”, który opowiada o wiecznie aktualnym temacie damsko-męskich puzzli. Jest w nim miejsce na dialogi, śpiew (na szczęście nie mój) oraz muzykę, a nawet modelki z bodypaintingiem i ręcznie wykonanymi kostiumami Lilianny Borowskiej. Działalność artystyczna – czy jak to nazywają prawnicy – praca w branży kreatywnej, dostarcza mi z kolei tematów do zgoła innej twórczości – naukowej i publicystycznej. Ukończyłem prawo i stosunki międzynarodowe na UJ, piszę artykuły o profilu naukowym właśnie, jak i bardziej poradnikowym m.in. z zakresu prawa autorskiego, cywilnego, karnego. Pomagam w sprawach prawnych również artystom, naukowcom, przedsiębiorcom. Poruszam się w sektorze organizacji pozarządowych. Czasem prowadzę też szkolenia. To z grubsza tyle.

MK – Tak jak wspominałem, aż tyle. Albo masz czarodziejski sposób na przedłużenia doby, albo nie sypiasz. Czas na jakąś hierarchię, co jest w tym wszystkim dla Ciebie najważniejsze?

MSK –  Dobra herbata, dobra energia, dobrzy ludzie wokół i zadowolenie z tego, co się robi. To wszystko towary deficytowe.

MK – Też prowadzisz wieczory poetyckie, jakieś porady dla kogoś, kto by chciał zaprosić swojego ulubionego poetę, żeby przedstawić go publiczności?

MSK – Aby zaprezentować autora, dobrze jest znać jego twórczość i biogram, chyba że preferujemy metodę pójścia „na żywioł”. Formuła spotkania w znacznej mierze zależy od charakteru autora i miejsca. Z czysto technicznych kwestii, myślę, że warto zwrócić uwagę na dobrze wykonany plakat, ciekawe miejsce, tło za prezentowanym i prezentującym. Jeśli jest taka możliwość, dobrze zadbać o dodatkową oprawę artystyczną wieczoru, np. wystawę, recital itp. W naszych czasach fejskultury chyba nie muszę tego tłumaczyć. Nie chodzi o mnożenie sztuczek, tylko o to, że widzowie reagują różnie na różne bodźce. Nie dla wszystkich będzie szczególnie atrakcyjne samo słowo mówione, ale już powiązanie go z obrazem, muzyką, gestem, performansem czy ciekawym miejscem może spowodować, że poezja będzie lepiej zapamiętana i dotrze głębiej. Głębiej, niż na półki w bibliotekach. Mamy przecież w Krakowie slamerów, poetów-raperów, poetów-aktorów itd. Oczywiście wszystko powinno się odpowiednio wyważyć. Pewien mój znajomy z zasady nie bywa na spotkaniach autorskich, choć bardzo interesuje go współczesna poezja. Woli czytać sam w zaciszu domowym. Wtedy poezja trafia do niego najbardziej.

MK – Działasz nie tylko w Krakowie. Tym samym masz kontakt z artystami praktycznie z całej mapy Polski. Jak oceniasz inne miasta?

MSK – W innych miastach życie artystyczne tętni mniej lub bardziej aktywnie, i nie zależy to wcale od wielkości danego ośrodka, ale od ludzi. Podobnie, jak w Krakowie, charakter wydarzeń poetyckich ma bardzo szeroki przekrój, poziom i oprawę. Polecam każdemu, by próbował prezentować swoją twórczość w innych rejonach kraju. Co do zasady, spotka się z dużym zainteresowaniem „miejscowych” autorów i nie tylko autorów. Czy również z uznaniem? To  zależy. We Wrocławiu, w moim pierwszym, solowym spotkaniu autorskim „na wyjeździe” uczestniczyła m.in. nauczycielka matematyki, która tego samego dnia świętowała swój ostatni dzień pracy. Dostała kwiaty, gratulacje, uczniowie prosili ją o czytanie swoich wierszy podczas lekcji. Znalazła czas, by mimo tylu wrażeń i upału przyjść na moje spotkanie, porozmawiać; kupiła tomik. Takie sytuacje się pamięta.

MK – A że jesteśmy jednak w Krakowie, co byś polecił, co jest tutaj cennego, specyficznego?

MSK – Jeśli chodzi o wydarzenia literackie, jest ich w Krakowie więcej, niż cegieł w kościele mariackim. Ogólnie rzecz biorąc, to dobrze. Wnioskując reduktywnie, oznacza to bowiem, że wokół literatury żyje pewne środowisko, to z kolei raczej pomaga w konfrontacji poglądów, poetyk, charakterów, a więc stanowi pomoc w odpowiedzeniu sobie na pytanie, czy i jak chce się tworzyć. Co jest specyficznego? Oprócz smogu, w powietrzu czuć tutaj historię i tradycję, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

MK – Poeci współcześni, temat rzeka, ale kogo byś wybrał? Jakie masz inspiracje dla swoich poezji?

MSK – To zależy, czy miałbym wybrać kogoś do ślubu, do czytania czy na podpałkę… Niemniej każdy poeta wart jest zapoznania się z jego utworami choćby dlatego, by wyrobić sobie gruntowne rozeznanie we współczesnej poezji – o trendach, podejmowanej tematyce, inspiracjach. Każdy człowiek ma odmienny zbiór wiedzy i doświadczeń, przez które filtruje rzeczywistość, co daje niekiedy bardzo zaskakujące rezultaty.Tymczasem cudza poezja inspiruje mnie do pisania… w najmniejszym stopniu. Bardzo często czytam poezję w podróży. Poza tym czytam głównie o historii, sztuce i biografie. Jeśli tylko wpadnie mi w ręce, chętnie przeglądnę każdą gazetę i gazetkę, broszurę i broszurkę, zwłaszcza branżową. I zwłaszcza z dziedziny, która jest mi odległa. Zgodnie z hasłem magazynu „Horyzont” to bardzo poszerza horyzonty, bo łatwo można tym sposobem poznać przynajmniej w zarysie to, czym żyją inni ludzie. Mam na myśli przeróżne periodyki osiedlowe, zawodowe, hobbystyczne czy kierowane do określonych grup społecznych. Co mnie inspiruje do pisania poezji? Wszystko powyższe, a przede wszystkim obserwacja – świata i jego mechanizmów, innych ludzi i siebie.

 MK – Wydałeś bardzo dobry tomik. Teraz coś o nim.

MSK – Czy masz może na myśli mój debiut, który ujrzał ciemność pod koniec 2015 r.? Bardzo dziękuję. Tom pt. „Zarządzanie zasobami emocjonalnymi” wydałem w serii wydawniczej Grupy Literycznej “Na Krechę”. Książka zawiera 40 wierszy z lat 2013-2015, ale zdarzyło się kilka i z poprzedniej dekady. Odwołałem się w nich do dalekiej literaturze pięknej terminologii ekonomiczno-jurydycznej, a także do historii, innych dziedzin sztuki czy popkultury. Poszedłem w stronę eksperymentu, wyciągając pewne sformułowania profesjolektu z ich pierwotnego kontekstu prawno-naukowego, aby zobaczyć, jak zachowają się w zupełnie innym. Zastanowiło mnie, czy można wydobyć z nich zupełnie inny sens. Zresztą, uważam, że język prawny i prawniczy oraz literatura piękna mają ze sobą co nie co wspólnego. Na pewno wspólny cel – maksymalnie precyzyjne wyrażenie myśli. Tylko drogi do niego są odmienne. Bez obaw, ktoś powiedział na moim spotkaniu autorskim, że owa „ekonomia” nie jest jednak u mnie nachalna i bardzo mi się to stwierdzenie spodobało. Koniecznie trzeba zaznaczyć, że tom zilustrowała swoimi grafikami Joanna Łaksa (ps. Yaxa). Wybitna artystka. Każdy powinien mieć jej tomik i obraz. To zdecydowanie przykład osoby, o której mówiłem, odpowiadając na pierwsze Twoje pytanie.
MK – Z ostatnim zdaniem w pełni się zgadzam, ponieważ sam skorzystałem z grafik Joanny. Jakie plany na przyszłość?

MSK – Szerokie. Ale o szczegółach na razie sza! Mogę powiedzieć, że obecnie pracuję m.in. nad wydaniem tłumaczenia mojego tomiku, w czym ma wydatny udział Katarzyna Litwin, która jest prawnikiem, naukowcem, rzutkim przedsiębiorcą i tłumaczem przysięgłym. Ogromnie doceniam, że przy tylu obowiązkach znalazła jeszcze czas na zainteresowanie moją poezją. Szykuje się również kolejna, już szósta edycja (anty)Walentynek Na Krechę, w której biorę udział od początku. Jest to ogólnopolska akcja promowania czytelnictwa poezji i współczesnych autorów. Wydajemy ilustrowane pocztówki z poezją i rozprowadzamy je 14 lutego w wielu miastach Polski podczas spotkań, koncertów, na ulicach, w szkołach, tramwajach… Zachęcam do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu.

 

Autor: Michał Krzywak Horyzont Oddział Kraków

Fotografia: Krzysztof Lalik

Redakcja Administrator
Magazyn Kulturalny Horyzont – nieformalne pismo internetowe założone 5 września 2015 r. przez dziennikarkę, poetkę i kandydatkę do ZLP Oddział Szczecin Annę Jakubczak. Horyzont ma na celu przekazywanie rzetelnych informacji, zachęcać do rozwoju osobistego i poznawania świata oraz dawać możliwość pokazania się szerszemu gronu poprzez organizowanie spotkań autorskich, wernisaży, slamów poetyckich i innych imprez kulturalnych we współpracy ze Związkiem Literatów Polskich oddział w Szczecinie, Książnicą Pomorską, Starą Rzeźnią oraz Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach.
follow me

Dodaj komentarz

Przeczytaj również:

Share via