Literacki Kraków od kuchni cz. 5 – rozmowa z Michałem Świątkiem

Literacki Kraków od kuchni cz. 5 – rozmowa z Michałem Świątkiem

Michał Świątek to postać ciekawa. Z jednej strony kontrowersyjna, przy bliższym poznaniu bardzo sympatyczna. Jeżeli ktoś myśli o sztuce w kategoriach liryki i romantyzmu, powinien się liczyć z pewnym zaskoczeniem, ba, być może nawet ze zgorszeniem. Dla Michała temat tabu nie istnieje, o ile w ogóle dla artystów powinno jakieś tabu istnieć. Oprócz pałania się trudną sztuką pisanego słowa, jest także organizatorem znanych już w Krakowie Literackich Ruminacji, które odbywają się w bardzo nietypowych miejscach. Czasem, gdy obserwuję jego konsekwencję w działaniu i upór zazdroszczę mu siły, oryginalności i pomysłów. Ale to również kolejny dowód na to, że jak się chce, to można. W naszym Krakowie, który powoli zamienia się w parking dla hipermarketów często słyszymy od włodarzy „nie da się”. A okazuje się, że owszem, da się, i to bez żadnych wielkich pieniędzy (a raczej żadnych pieniędzy) zrobić coś, co powinno wpisać się na mapę historii współczesnej listeratury Krakowa. Intrygujące miejsca, świetni poeci, charyzmatyczny organizator – czy można chcieć czegoś więcej?

Michał Krzywak – Pierwsze pytanie musi dotknąć tematu legendarnych już „Literackich Ruminacji”. Skąd ten pomysł i skąd to wyjście w miejsca, gdzie do tej pory niewielu chodziło?

Michał Świątek – Nazwa ma początek z pewnego żartu słownego. Odprowadzałem z przyjaciółmi znajomego Bułgara na pociąg. Rozmawialiśmy o literaturze i zażartowałem, że skoro często porównywany byłem z wyglądu do Rimbauda, to może przyjdzie mi napisać Ruminacje. Rok później w dawnym Semper Felix, obecnie Rabarbarze Michał Kiliński wraz z Szymonem Słomczyńskim zaproponowali, abym zaczał robić swój cykl wydarzeń literackich. Zgodnie stwierdziliśmy, że wiele w tym literackim środowisku Krakowa się nie dzieje, a na pewno mogłoby dziać się więcej. Oprócz slamów, które odbywały się w lokalu Kolanko No 6, pan Krystian Kajewski prezentował twórców i siebie na Kulturkampfie, a wspomniany już Pan Michał prowadził Poezje i Herezje, które pierwszy raz odbyły się również w dawnym Semper Felix. Wtedy nie było wiele wydarzeń. Swoje spotkania nazwałem Literackimi Ruminacjami. Określenie „ruminacje” wymyśliłem jako połączenie iluminacji i rumu. Dopiero później dowiedziałem się, że „coś takiego” istnieje w psychiatrii i ogólnie, zdaje się, są to nawracające wspomnienia. Pan Zdzisław Zabierzewski twierdzi, że „to łacińsko pochodne słowo oznacza po prostu rozważania, rozwodzenie się, przetrawianie tematu i deliberacje, podobnie jak angielskie rumination/s”. Tak czy siak, nazwa wydaje się ciekawa. Założenia, których starałem się trzymać od pierwszego spotkania były następujące:

– twórcy podczas spotkania mogli odczytywać fragmenty swojej prozy (do dwóch stron A4) lub swoje wiersze (do czterech stron A4). Dodam, że ograniczając długość prezentowanych tekstów, chciałem uniknąć sytuacji, w której natchniony twórca, przekonany, że wszystkich obecnych zainteresuje jego wystąpienie, będzie wypowiadał się przez czas bliżej nieokreślony. W teorii na prezentacje i rozmowę z każdym z twórców powinno przypadać od 15 do 20 minut. W praktyce jednak bywało tak, że niektórzy nie chcieli rozmawiać, a niektórzy pragnęli dyskutować lub prezentować się znacznie dłużej, kosztem tych, którzy zrezygnowali ze swojego czasu. Pierwsze spotkanie, które prowadziłem, udało się nie najgorzej, gdyby nie fakt, iż przerodziło się w swoisty maraton literacki. Nie ma się jednak co dziwić, gdyż przybyło na nie około 70 osób, a zaprezentowało się co najmniej 17 twórców. Całe wydarzenie trwało prawie 5 godzin. Kolejne spotkania szczęśliwie były znacznie krótsze i to co je wyróżniało, to duża ilość słuchaczy w porównaniu do prezentujących się osób. Kiedyś usłyszałem, że to jedno z nielicznych wydarzeń, gdzie mniej osób czyta, a więcej słucha się nawzajem. Imprezy robiłem niecyklicznie, bo po prostu mi się nie chciało. Zależało mi na tym, aby goście nie płacili wiele za alkohol, i aby wydarzenia znacznie się od siebie różniły. W tym roku eventy zrealizowałem między innymi przy dawnej fabryce Erdal w pobliżu ogrodu botanicznego, w takim miejscu, o którym przez wzgląd na ustawę antyhazardową chyba nie mogę wspominać oraz na secesyjnej sali teatralnej na terenie szpitalu psychiatrycznego. Ostatni event miał być pod mostem Dębnickim, jednak zgodę plastyka miasta otrzymaliśmy zbyt późno i impreza odbyła się obok mostu, na barce. Też chyba dobrze, gdyż zimno było i poeci byliby bardziej niż zwykle zawiani. Najbliższy event będzie 26 listopada w lokalu Huki Muki przy Floriańskiej. To wydarzenie będzie – wyłącznie dla osób palących.

MK – Miałem przyjemność kilka razy występować, kilka razy nie udało się dojechać, ale faktycznie, klimat niesamowity. Jakby ktoś miał ochotę wystąpić, gdzie można Ciebie znaleźć?

MŚ – Najprościej poprzez facebooka lub popytać o mnie, a może sam się znajdę.

MK – Na pewno można uznać, że kreujesz jakiś świat inny, niespotykany. A Ty co byś polecił z poezji?

MŚ – Nie kreuję niespotykanego świata. Opisuję „świat widzialny”. Czasem dosadniej, prowokacyjniej. Z poezji poleciłbym Josifa Brodskiego, teksty Krzysztofa Grabowskiego zawsze uważałem za „głęboko” poetyckie, Stanisława Staszewskiego trudno przecenić, Jacek Kaczmarski również daje radę – dla mnie te osoby to poeci z tym, że ich teksty można śpiewać, a nie tylko bełkotać. Z polskiej poezji niezwykle cenię Krzysztofa Siwczyka, Piotra Smolaka, lubię niezwykle zmyślne teksty Katarzyny Ryrych, czy też Krzysztofa Korczyńskiego. Wciąż z sentymentem czytam dawne utwory Rafała Gawina, Przemysława Owczarka, Zuzanny Ogorzewskiej, Marty Podgórnik, niektóre teksty Szymona Domagały-Jakucia. Sentyment mam do tekstów Piotra Mierzwy, czasem wspomnę jakiś wiersz Szymona Słomczyńskiego. Twórców od zatrzęsienia. Jednak poezja nigdy mnie nie zajmowała specjalnie. Dla mnie to, co większość z twórców (nie tych których wymieniłem wcześniej oczywiście) często nie ma ambicji na dłuższą formę wypowiedzi. Gość powciska klika razy „enter” i uzna, że napisał wiersz. A często to nie wiersz, tylko jakiś zapis myśli.

MK –  Zbierając osoby na wywiady, staram się trafiać w ludzi tworzących, działających
i bywających. Co byś polecił ciekawego w naszym mieście?

MŚ – Ogromnie cenię klimat i inicjatywę tworzone przez ludzi z teatru Barakah. Miłosz Majchrzak prowadził tu kiedyś Ring Literacki, bardzo ciekawe wydarzenie. W Barakah wciąż pracuje trójca: Amodou Guindo, Dawid Barański i Grzegorz Like. Porządnie piszą chłopaki i robią kawał dobrej roboty. Ich wydarzenia cechuje bardzo wysoki poziom literacki i w dużej mierze jest to związane z tym, że czytają głównie amerykańską klasykę, często powiązaną z bliskim mi klimatem beat generation. Tak czy inaczej, na spotkaniach literackich pojawiam się głównie z powodów stricte towarzyskich. Poezje i herezje w zamyśle organizatorów miały łamać wszelkie bariery związane z poezją, sprawiać, że będzie dostępna każdemu, łączyć pokolenia. Jednak nie ma tu zderzenia pokoleń. Są grupki wzajemnej adoracji. Adoracja zanika – zanikają goście. Widać to po obecnej frekwencji. Jednak to normalne, tak było i jest wszędzie, na każdych spotkaniach, od morza po góry. To bardzo wartościowe spotkania, podobnie jak za wartościowe uważam jakiekolwiek promowanie pisania i czytania w Polsce. Literackie spotkania wyróżniają się tym, że zostały dobrze rozpowszechniowe przez samych twórców, którzy regularnie przychodzili na spotkania i przekazywali informacje dalej. Dziwne i smutne jest to, że najbardziej wartościowi, znani twórcy mają spotkania kameralne i słabo wypromowane. Może dlatego, ze przychodzą do nich tylko słuchacze, a nie „pisacze”. Odwracając sytuację, może gdy ktoś pisze, to powinien siedzieć na dupie i pisać, a nie codziennie chodzić na nowe wydarzenie literackie, które nie zawierają w sobie żadnych elementów warsztatowych. Ludzie czytają złe rzeczy i zazwyczaj nie uczą się na nich. Przydałby się taki krakowski Jacek Dehnel, który tłumaczył co i czemu jest w danym tekście dobre, a co nie. Bez podobnych Jacków, twórcy pozbawieni mocnych autorytetów poetyckich, reprezentujących sztukę na wysokim poziomie, będą przepychać różowe róże
i miłosne wyznania i tym podobne, chociażby skały srały.

MK – Porozmawiajmy o twojej poezji. Zdarza się, że zbulwersowane osoby wychodzą. Chyba się tym nie przejmujesz? Napisz coś o sobie…

MŚ –  Nie uważam, że takie sytuacje zdarzają się jakoś specjalnie często. I nie piszę poezji, tylko prozę. Tak, czasami zdarza się, że ktoś wychodzi, szczególnie, gdy odczytywałem antyklerykalne treści. Przyjaciółka nazwała mnie kiedyś nowym Przybyszewskim, ktoś kiedyś polskim Bukowskim, różnie mnie ludzie nazywali i kojarzyli. Kojarzony jestem głównie z tekstów o tematyce „erotycznej”, gdyż ludzka seksualność i proces tworzenia się intymnych relacji między ludźmi – najbardziej mnie zajmują. Najważniejszym zagadnieniem dla mnie jest prawda jako fakt, jako coś zgodnego z rzeczywistością. A ludzie nie lubią ani rzeczywistości, ani tego co w nich naprawdę drzemie i nie chcą o tym ani słuchać, ani czytać. Bo to nieprzyjemne jest. Ludzie wolą kłamstwa i złudzenia, a ja lubię pokazywać rzeczy takimi, jakimi są. Często w sposób wulgarny, jednak w wulgarności również dostrzegam coś autentycznego. Ważne, aby pozostawały osoby, które zechcą sprawdzić, na ile moje pisanie jest autentyczne. 

MK – Intrygujące. A jak myślisz, czy my jesteśmy otwarci na takie teksty? Bo ta hipokryzja społeczeństwa od zawsze jest powodem buntu. Czy faktycznie ten seks jest dalej jakimś tematem tabu, bo ja osobiście uważam, że coraz mniej.

MŚ –  Wszędzie jest jakaś tam tematyka seksualna. Seksualność to jedna z piękniejszych sfer ludzkiego życia. Prawdę o człowieku odkrywa się w sytuacjach kryzysowych, bądź intymnych. Pragnę jak najbliżej być tego, co skryte. Jedyny sposób to wsłuchiwanie się w intymne doświadczenia, zdobywanie zaufania, aby słyszeć o tym, o czym innym się nie mówi, spróbować to uchwycić i opisać.

MK – Miałem nie pytać o politykę, ale często zajmujesz się tymi kwestiami. Jak byś mógł coś zmienić w Polsce, co byś zmienił? Czy rzeczywiście z tym krajem jest tak źle?

MŚ – Kocham moją ojczyznę. Czuję się patriotą. Nie wiem, czy to tak, że w moim kraju dzieje się, aż tak źle. Europa ostro skręca w prawo. Ludzie stają się być może coraz bardziej bezwzględni wobec siebie, lecz może niekoniecznie, może przesadzam. Czuję że w mojej ojczyźnie jest duszny nastrój, czuję powrót do polski ludowej. Nie sądziłem, że dożyję czasów gdy będę tęsknił za Andrzejem Lepperem i za Romanem Giertychem. Chciałbym żyć w kraju, w którym czuję się spokojnie, politycy nie wpieprzają się w kulturę, a wspierają ją, nie zwiększają naszych długów i zachowują się po prostu etycznie, a nie po ludzku. Jednak wolałbym nie o tym. Gdybym mógł coś zmienić, opodatkowałbym księciów jezusowych, był bezwzględny wobec przemocy na dzieciach. Znam ogromną ilość historii i kiedy słucham historie jak to dziewczyna nie miała jeszcze dziesięciu lat i zgwałcił ją analnie nauczyciel, obecnie policjant, jak to gimnazjalistka była wykorzystywana seksualnie przez lata przez księdza, a chłopiec przez ojca, to moje serce ściska żal, że tyle gilotyn już zardzewiało. Gnębił bym takich bezlitośnie, znęcał się nad takimi obrzydliwymi istotami. Mogę zrozumieć przemoc, ale nie mogę pojąć wykorzystywania dzieciaków. Przerasta mnie, nie chęć, a sam czyn. Zgodne to z naturą skoro dzieje się i zgodne z naturą powinno być ucinanie łbów takim skurwysynom.

MK Tutaj mogę się w pełni podpisać, ale wiadomo, że za publiczne, czyli pieniądze najłatwiej ustawić swoje życie. I coś na koniec, coś, co być chciał od siebie przekazać swoim odbiorcom.

MŚ – Hm… Zbieram teraz historie do powieści nad którą pracuję. Tytuł roboczy brzmiał „Sztuka ruchania”. Jednak zdecydowałem się na „W poszukiwaniu dobrego seksu”. Jakby ktoś chciał podzielić się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami związanymi z seksem, chętnie wysłucham. Zamieszczam przykład mojej pisaniny i pozdrawiam serdecznie.

 


 

Kiedyś godzinami siedziałem z dziadkiem na dworcu obserwując pociągi. Pamiętam jego srebrne nożyczki tnące opatrunek na czerwony narząd wystający z górnej części pępka.

Stomia.

Dziadek musiał pójść do szpitala. Każdego dnia czekałem na telefon od niego. Odwiedziłem go raz. Przynajmniej po części. Stałem pod szpitalem z klejącymi się od łez oczkami, gdyż nie pozwolono mi wejść. Ktoś powiedział mi, że mógłbym zarazić dziadka jakimiś zarazkami. Jako zdolny chłopiec mogłem zapytać, dlaczego inni nie mają tych bakterii. Nie zapytałem.

Dziadek wrócił. Zapytałem go:

  • Czy nigdy nie umrzesz dziadku? Ty nigdy nie umrzesz, prawda? Ty nie umrzesz, prawda?

Milczał. Stałem na tapczanie, a on bardzo mocno przycisnął moje czoło do piersi. Dziadek coraz gorzej się czuł. Pewnego dnia zwymiotował swoje wnętrzności.

Pamiętam ciocię, która z uśmiechem z nim rozmawiała, a gdy poszedł do kuchni stwierdziła, że on strasznie wygląda. Ciocia uwielbiała mówić, że ktoś źle wygląda. Dziadek wrócił do szpitala. Zamiast pszczółki Mai puszczono beznadziejną kreskówkę o biedronce. Wieczorem, wróciła babcia
i powiedziała, że
dziadek nie żyje.

  • Był bardzo zadowolony, cały dzień się cieszył, rozmawiał z kolegami z pokoju, bardzo dużo zjadł, wszyscy myśleli że zdarzy się cud i wyzdrowieje. Może on wiedział, że umrze? Poszedł spać, personel nie mógł go dobudzić.

Zacząłem płakać, krzycząc coraz głośniej.

  • Proszę nie płacz. Nie krzycz, ludzie pomyślą, że jesteś nienormalny.

  • To Ty jesteś nienormalna!!!

Nie pamiętam… Nie pamiętam, abym kiedykolwiek później, dłużej płakał i głośniej krzyczał.

 

Autor: Michał Krzywak

Fotografia: Grzegorz Dyszlewski

Redakcja Administrator
Magazyn Kulturalny Horyzont – nieformalne pismo internetowe założone 5 września 2015 r. przez dziennikarkę, poetkę i kandydatkę do ZLP Oddział Szczecin Annę Jakubczak. Horyzont ma na celu przekazywanie rzetelnych informacji, zachęcać do rozwoju osobistego i poznawania świata oraz dawać możliwość pokazania się szerszemu gronu poprzez organizowanie spotkań autorskich, wernisaży, slamów poetyckich i innych imprez kulturalnych we współpracy ze Związkiem Literatów Polskich oddział w Szczecinie, Książnicą Pomorską, Starą Rzeźnią oraz Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach.
follow me

Dodaj komentarz