Literacki Kraków od kuchni cz. 4 – rozmowa z Pamelą Nadzieją Dudzik

Jeden tomik na koncie, zbliża się wydanie drugiej książki. Właściwie marzenie każdego poety (można zaprzeczać, kwestionować to, ale mam wrażenie, że każdy z nas chce zostawić ten ślad po sobie w postaci kilku kartek) zostało zrealizowane. A przed Pamelą Nadzieją Dudzik jeszcze długa droga, o ile w którymś momencie wena nie powie: „nie”. Ale oby ta chwila nie nadeszła. Historia Pameli jest o tyle charakterystyczna, że można ją podać jako przykład, że jak się chce, to można. Ja pamiętam ją ze spotkań Poezji&Herezji, kiedy to Jej wiersze w jakiś tajemniczy sposób odróżniały się od reszty. O ich jakości świadczy najlepiej to, że nastąpiła wręcz lawina spotkań poetyckich, która trwa do tej pory. Rzeczywiście, rzadko trafia się na lirykę, która ucieka od banalności a wyróżnia się od setek innych wierszy dotykających tej sfery. Te wiersze różnią się też od brutalności współczesnych bardów, nie krzyczą, nie klną, nie straszą. Zapraszają one odbiorcę do subtelnego świata, w którym tkwi i namiętność i żądza, a jednocześnie nie są to nachalne pornograficzne wierszydła jakże często wystawiane odbiorcom jako ta wyższa „sztuka”.

Michał Krzywak – Wywiad ukaże się prawdopodobnie przed wydaniem drugiego tomiku poetyckiego. Zanim to nadejdzie, zaczniemy od historii wydania pierwszej książki. Może opowiesz coś przy okazji o wydawnictwie?

Pamela Dudzik – Pierwszy tomik wydałam w styczniu 2015 roku. Nosi tytuł „Pod wodą wcale nie jest zimno”. Wiersze, które do niego pisałam były swego rodzaju obrazem nastoletnich lat. Oczywiście, z charakterystycznym dla tego okresu hiperbolizowaniem emocji, naiwnością i pewnym przesytem. Nie mówię, że nie lubię tych utworów, bo niosą ze sobą dużą dla mnie wartość sentymentalną, natomiast myślę, że mogłam się nad niektórymi bardziej zastanowić- dać im dojrzeć i możliwie coś zmienić. A jak doszło do wydania..? To całkiem sztampowa historia, tak przynajmniej sądzę. Zaczęłam występować ze swoimi „wypocinkami”. Pierwszy występ miałam w 1/2 liceum w ówczesnym „Semper Felix” na Kazimierzu. Obecnie miejsce to nosi nazwę „Ra-bar-bar”, a co ciekawe- też będę tam występować 23 listopada bieżącego roku. Wracając do sedna… Po serii występów w tylko jednym pubie, wyłącznie dla znajomych, poznałam Ciebie. Z tego, co pamiętam- jakoś przypadkiem na forum internetowym, czy też w grupie na fb. Zaprosiłeś mnie na „Poezje i Herezje”. Ze sporą dozą lęku w żyłach przyszłam. Okrutnie bałam się- nowi ludzie, obcy, POECI. Własnie ten fakt konfrontacji, z ludźmi, którzy także piszą, stresował mnie w największym stopniu. To były pierwsze kroki i nie miałam powodu, ani nawet prawa czuć się pewnie, w czasie poznawania całkiem nowego, nieznanego mi bezpośrednio środowiska artystycznego,. Na szczęście okazało się nie być tak złym. Rzecz jasna, tyle krytyki, ile się nasłuchałam pośrednio- bezpośrednio to moje. Przykładowo, dość krzywdzące było mówienie za plecami “ładna, to nic nie umie!”. Na szczęście minęło. Natomiast ta bardziej konstruktywna w mocnym stopniu wpłynęła np.: na drugi, nadchodzący tomik. Miałam przyjemność poznać wiele wspaniałych ludzi- Ciebie, Małgosię Hrycaj, a nawet Jacka Sojana i wiele, wiele innych (długo, by wymieniać). Niemniej jednak to Ty mnie zachęciłeś też do dalszych występów- Szuflandia, charytatywnie dla zwierząt w schronisku przy ulicy Rybnej, a nawet dzięki przede wszystkim Marcie Półtorak w Domu Kultury Podgórze. To wszystko oraz pare bardziej prywatnych kwestii, dodało mi odwagi. I za Twoją radą, postanowiłam poznać Miniaturę, w której wydałam pierwszy tomik. Jest to niewielkie wydawnictwo, którym od początku zarządza Mieczysław Mączka. Wydaje min. poezję, czy też filozofię, a nawet mistykę. Mając okazję na opublikowanie oficjalnie swoich tekstów, postanowiłam ją wykorzystać. Tylko tyle, aż tyle, nic więcej. Momentami wydaje mi się, że trochę zbyt pochopnie podjęłam decyzję o “Pod wodą wcale nie jest zimno”, ale pomimo tego, myślę, że nie mam czego żałować. Mogłam poczekać, ale tego nie zrobiłam- nie zmienię przeszłości. Poza tym, tamte wiersze też coś ze sobą niosą. Są bardziej dziecinne, to napewno. Wiesz, młody człowiek chce napisać o każdej najmniejszej emocji, jaką odczuwa. To trochę mija się z celem, bo prowadzi do przerostu formy nad treścią. Gdybym miała kiedyś możliwość wydania II edycji swojego debiutu, to kilka wierszy napewno bym okroiła z tej intensywności emocji, które przykrywają puentę. Mimo wszystko, posiadanie “pierwszego ISBN’u” w wieku 20 lat jest sukcesem. I jestem w pewnym sensie z tego dumna. Jak widzisz, mam bardzo mieszane odczucia względem “Pod wodą wcale nie jestem zimno”. Nie ukrywam jednak, że są tam utwory, które lubię i uważam za naprawdę niezłe. Ta książka po prostu doskonale oddaje to, jaka byłam wtedy. Teraz trochę dojrzałam, też dużo wydarzyło się w moim życiu. To wszystko będzie odbite w literach drugiego tomiku.

M.K – a ja jestem nawet pewny, że spotkanie nastąpiło po Poezjach i Herezjach, a potem jakoś poszło. Tym niemniej na pewno zaczął się jakiś nowy rozdział. Udało Ci się wydać tomik i z tego, co wiem, nie płaciłaś za to, co jest dosyć rzadkie w tych czasach. Jak to zrobiłaś? I co byś mogła poradzić tym, którzy też by tak chcieli?

P.D – Rady, porady i zalecenia.. Trochę to mija się z celem. Wiesz, wszyscy jesteśmy inni, nie możemy mieć utartych wzorców, które każdemu pozwolą wydać. To bardzo indywidualne- zależy od wierszy, pewności siebie, znajomości (stety- niestety). Bądźmy realistami, nikt nie wyda poety, o którym nic nie wiadomo, który nie pokazuje się- w środowisku literackim nie istnieje. Poza tym, jeśli mogę coś doradzić, to słuchanie krytyki. Uważne, ale i zdystansowane. Trzeba wyczuć intencje ludzi i wiedzieć, komu w pewnym stopniu można ufać, a potem tylko pracować nad sobą- intensywnie. Trzeba też wierzyć w siebie- dobre myśli przyciągają pozytywne zdarzenia i odwrotnie. Musimy mieć to na względzie.Wydałam za darmo tomik, tak. To pytanie nie wymaga długiej odpowiedzi. Najzwyczajniej w świecie trafiłam do wydawnictwa, które nie wymaga, by autor płacił za wydanie swoich wierszy.

M.K – Jakbyś mogła opisać to, co się dzieje z poezją tu i teraz? Kogo warto czytać, gdzie warto bywać…

P.D – Kogo warto czytać? Jacka Sojana, Małgosię Hrycaj, a i Ciebie. Osobiście też mogę polecić niestety nieżyjącego już Jerzego Fickowskiego, którego bardzo polubiłam, a poznałam stosunkowo niedawno. Ja cenię sobie poezję Poświatowskiej, Leśmiana, Herberta, a nawet Norwida, czy Baczyńskiego. Nie znoszę za to Szymborskiej, ha! Z zagranicznych polecam Heine, czy Blake’a, albo Baudelaire. Arthur Rimbaud także jest wart uwagi moim zdaniem. A co się dzieje z poezją teraz? W Krakowie bardzo dużo. Nieustanne wieczorki poetyckie są naprawdę czymś wspaniałym- możemy konfrontować się ze sobą, dyskutować, słuchać się nawzajem. Zawieramy też w ten sposób nowe znajomości/przyjaźnie. Niestety, nasze środowisko w dużym stopniu tętni tylko w własnym gronie. Współcześnie, mało osób czyta tego typu literaturę. Na wieczorki autorów przychodzą autorzy… To trochę przykre. Natomiast cieszy mnie fakt, że w moim rodzinnym mieście tyle w tym zakresie się dzieje. Chciałabym też nadmienić, że samo w sobie jest ono inspirujące. Jesteś poetą? Zapraszamy.

M.K – Jakieś ciekawostki z życia poety?

P.D. – Ciekawostki” to pojęcie względne. Każdego może interesować coś innego, związanego z nimi w moim życiu. Natomiast to, czego raczej większość ludzi nie wie to, to, że uwielbiam historie seryjnych morderców. Inspirują mnie. Mam ochotę wejść w ich umysły i wszystko zgłębić. To, co się może, ale nie musi wiązać z tym zagadnieniem to psychopatia- także niezwykle mnie intrygujące „zjawisko”. Ponadto, uwielbiam tortury. Jest nawet kilka, którym sama planuję się poddać, robiąc z nich jednocześnie foto-video-relacje. Myślę, że jest spora rzesza osób, które interesują tymże tematem, a nie za bardzo wiedzą „jak je podejść” praktycznie. Oczywiście, od razu prostuję- nie, nie jestem niebezpieczna. Jestem przecież kobietą- nigdy nie są niebezpieczne, prawda Michał..?

M.K.- A co byś powiedziała o swojej poezji? Do kogo ma trafiać?

P.D – Zadajesz trudne i bardzo ogólne pytania. Nie jestem krytykiem własnej poezji. Jedyne, co mogę rzec, to, że obecnie stała się badziej prawdziwa. Zaczęłam dostrzegać w pewnym momencie swojej egzystencji całkiem inne problemy, niż tylko złamane serce. Te kłopoty, to My wszyscy i każdy z osobna. Upadek moralności i wartości, ludzkie niesamowicie wybujałe ego- problemy obecnego stulecia. Przestaliśmy dostrzegać rzeczy ważne i cieszyć się z drobnostek. Mając coraz więcej, chcemy jeszcze większych obfitości. Poza tym, stajemy się bardziej płytcy, powierzchowni, jednocześnie bawiąc się w Bogów, myśląc, że wszystko wiemy i stawiając osądy. Jakoś powoli gubimy siebie, wrażliwość, subtelność i prawdziwe emocje. Korzystamy tylko ze wzorców- wyuczone maniery i gesty. Wszelakie odczucia nauczyliśmy się grać- to przykre. Próbuje znaleźć w Nas jeszcze autentyczność, w prozaicznych i nieprozaicznych czynach. Niestety, bywa to trudne. Oczywiście są wyjątki, ale teraz priorytet to mieć- pieniądze, pracę, dom, i piękną żonę, czy cudownego męża oraz perfekcyjne dzieci. Jeden wielki performance. Ale co można zrobić? Cóż, „show must go on”. Niestety pojedyncze jednostki, które są bardziej świadomie i obserwują ten świat bywają deptane. Wrazliwość nie jest „w cenie”. I głównie tak określę swoją poezję współcześnie- o Nas. Bez wyjątku. Nawet jeśli nie wszystkie piętnowane cechy w nowym tomiku posiada każdy, to sporą część z nich tak. Wiele ludzi zamiast progresu robi regres, żyjąc pragnieniem wyimaginowanej władzy, potęgi i popędów. W nowym tomiku też poruszam tematy, które dotyczą emocji, odczuwanych przez każdą istotę ludzką. Doświadczeń, które wszyscy mamy na swoim koncie i czasem wracają ich pewne naleciałości, męcząc nas przez chwilę, lub nakłaniając nas do “gdybania”.  Do kogo ma trafić moja poezja? Chciałabym, żeby do każdego. Żeby każdy mógł znaleźć choć jeden wiersz, który po przeczytaniu stanie się jego lustrem. Pamiętam, jak po występie w Domu Kultury w Niepołomicach (dzięki uprzejmości Weroniki Śliwiak) pewien starszy pan poprosił mnie o jeden z wierszy, który czytałam, bo uznał, że to o nim- chyba dla takich chwil warto przebrnąć przez krytykę i tworzyć dalej, ale w lepszy sposób. To największe docenienie, kiedy czytelnik/słuchacz czuje pewną więź, jedność ze słowami, które sam napisałeś. I oczywiście, moim marzeniem (może naiwnym?) jest, by takich osób było więcej.

 

M.K – Szykujesz (albo już trwają) Twoje wieczorki poetyckie. Czy ludzie są? Czy warto na takie wieczory chodzić, czy warto je organizować?

 

P.D. – Dobrze wiesz, że całkiem regularnie występuję. Choć z pewnych względów, o których mówić nie chcę, przez ostatnie 10 miesięcy miałam pewien zastój. Prawie nie bywałam- nie mogłam, po prostu. Natomiast teraz „wracam do domu” i wszystko się normalizuje. Planuję wieczorek 23 listopada w Ra-bar-barze na Krakowskim Kazimierzu. Będzie on w konwencji pre-premiery mojego nadchodzącego tomiku. A potem się zobaczy. Na pewno odwiedzę też „Poezje i Herezje” w drugą niedzielę jedenastego miesiąca roku. A co do obecności ludzi na eventach artystycznych.. Zazwyczaj ludzie przychodzą, często nawet dość tłumnie. Tak, jak pisałam wcześniej- niestety zwykle na tego typu eventy przychodzą ludzie z tej samej branży- poeci, pisarze. Wiadomo, że ciężej zapełnić salę jednemu artyście na autorskim wieczorze, niż np.: wielu poetom, spotykającym się wspólnie wraz ze słuchaczami. Natomiast sądzę, że krąg zainteresowanych tą formą sztuki pisanej, przynajmniej w Krakowie, wygląda bardzo dobrze. Ma to na związek z ilością autorów zamieszkujących to piękne miasto. Oczywiście, że warto chodzić i organizować! Nawet jeśli na sali pojawi się 5 osób, które przyjdą na spotkanie z poezją z własnej woli i potrzeby serca, to trzeba im pokazać,że nie zmarnowali tego czasu. Zresztą, obcowanie ze sztuką (lepszą, czy gorszą) nigdy nie jest marnowaniem minut.

M.K. – Nie samą poezją człowiek żyje. Szkoła, praca, jak to pogodzić?

 

P.D – Przez dwa lata pracowałam w teatrze objazdowym, jednocześnie studiując dziennie na Uniwersytecie Jagiellońskim (Zarządzanie Informacja). Ponad to występowałam poetycko, udzielałam korepetycji i miałam pełno mniejszych prac. Czasu dla chłopaka, przyjaciół, czy rodziny, nigdy mi nie zabrakło. Niestety, jako, że z pewnych względów nie jestem obecnie (mam nadzieję, że bardzo krótko) związana z aktorstwem to przeluźniło mi się w grafiku. Ja bardzo lubię mieć cały tydzień zaplanowany, co do godziny. Nie cierpię nie wiedzieć np.: gdzie będę za godzinę. Uwielbiam ciągły ruch, aktywność i nie marnowanie czasu. Postanowiłam więc zapisać się na siłownię. Jak to wszystko pogodzić? Mówi się, że im więcej ma się do zrobienia, tym więcej ma się czasu i to prawda. Wszystko to kwestia dobrego rozplanowania godzin w grafiku.

M. K – i może na koniec jakieś dwa wybrane wiersze?

P.D :

 

Taki człowiek

 

Wiem że też to czujesz

czasem nie możesz spać

pijesz herbatę o 3 w nocy

wtedy wszystko jest prawdziwe;

 

 

za dużo cukru, za mało ciepła,

brudna podłoga, szmery domu,

warkot psa sąsiadki,

niewyraźne postury przenikające mrok.

 

 

Wiem że też to czujesz

dotyk i oddech na karku

dreszczem jak pędzlem malarskim

rozprowadzające impresyjne wzory;

 

 

wyczarowały na skórzanej kartce

kilka blizn pozornie bladych

ale magicznych;

magicznie głębokich.

 

 

Wiem, że też to czujesz

czasem nie możesz spać

pieką piętna, znów oddech je budzi

Wtedy jesteś prawdziwy.

 

Nie- pisany

 

Nam jest do siebie nie po drodze-

idziemy przeciwnym pasem ruchu

mijając się patrzymy w drugą stronę

szukając 36stopniowej zbitki skóry i kości

 

 

Nam jest do siebie nie po drodze-

obierając ten sam cel inną ścieżką

na około, dłużej, krócej- nieskończenie

ja u bram, ty wychodzisz na pierwszy stopień

 

 

Nam nigdy nie będzie „po drodze”

zawsze zgubi nas spojrzenie, czy pragnienie

zamota nami słowo, wieczna szamotanina

ucieczka przed sobą nawzajem

chcąc- nie chcąc –

i tak czując się blisko

 

 

Zbyt odległa ta bliskość.

 

 Autor: Michał Krzywak

Fotografia: Witold Ziomek

Redakcja Administrator
Magazyn Kulturalny Horyzont – nieformalne pismo internetowe założone 5 września 2015 r. przez dziennikarkę, poetkę i kandydatkę do ZLP Oddział Szczecin Annę Jakubczak. Horyzont ma na celu przekazywanie rzetelnych informacji, zachęcać do rozwoju osobistego i poznawania świata oraz dawać możliwość pokazania się szerszemu gronu poprzez organizowanie spotkań autorskich, wernisaży, slamów poetyckich i innych imprez kulturalnych we współpracy ze Związkiem Literatów Polskich oddział w Szczecinie, Książnicą Pomorską, Starą Rzeźnią oraz Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach.
follow me

Dodaj komentarz