Kfason 2017 – fotorelacja

Krakowski Festiwal Animatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju (KFASON) – już po raz piąty odbył się w mieście Kraka. Na festiwalu grozy zebrali się przede wszystkim ludzie ubrani na czarno (sama wyglądałam niczym Leon zawodowiec bez tygodniowego zarostu), uśmiechnięci, pogodni i zasłuchani w dyskusję prowadzoną przez prelegentów.

Dyskutanci spierali się o to, czy istnieje horror komediowy, czy tylko komedia z elementami horroru. Trzeba stwierdzić, że to trudne pytanie. Konsensus nie został jednak osiągnięty, bo jak mówi polskie przysłowie – „Gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”. Tutaj mieliśmy, aż sześciu specjalistów w swojej dziedzinie pisarzy, dziennikarzy i twórcę filmowego—uczestników o ogromnym doświadczeniu, a także wyrobionej opinii, co do rzeczywistości i fantastyki.

Nie można pominąć faktu, że , powstały horrory z planowaną wstawką rozśmieszającą i w niektórych przypadkach rzeczywiście była ona zabawna . Należały do nich często slashery (horrory z fabułą, w której grupa znajomych wybiera się w jakieś miejsce i po kolei każdy z nich, zaczyna ginąć w tajemniczych okolicznościach), a także filmy typu bizarre czy groteska.

Od czego właściwie zależy to, czy coś jest śmieszne? – zastanawiali się ponownie prelegenci.

Odpowiedzi jest wiele. Oczywiście wpływają na to różne czynniki, m.in. wiek oglądającego. Jeden z debatujących – Michał Górzyna opowiadał o tym ,jak będąc jeszcze dzieckiem, zakradł się do pokoju, w którym leciała „Noc żywych trupów” Romera. Tak się wtedy przestraszył, że spowodowało to nieodwracalne zmiany w jego postrzeganiu świata. Teraz natomiast śmieje się, patrząc na ten sam film, bo rozumie już na czym polega dowcip, a to co kiedyś go przerażało, dzisiaj bawi.

Na zakończenie tego panelu dyskutanci puszczali najśmieszniejsze, ich zdaniem, fragmenty horrorów. Obejrzeliśmy pościg rowerowo-samochodowy, sześć wyjątkowo groteskowych śmierci głupich nastolatków, krzyk z filmu „Troll 2”, który wbrew tytułowi opowiada o goblinach (jakiś czas wcześniej powstał „Troll” a sequele lepiej się sprzedają, więc został nazwany tak a nie inaczej) i– moja ulubiona – scena walki o kierownicę z owcą (Spoiler „Owca zginęła”).

Drugim tematem, na który warto zwrócić uwagę – po pierwsze nowy na KFASON-ie, a po drugie po prostu ciekawy – jest „Groza w słowiańszczyźnie”. Łatwo zauważyć, że folklor w ostatnich latach zrobił się wyjątkowo nośnym tematem w popkulturze – od „My słowianie” znanego rapera Donatana przez „Polskie legendy” Allegro po „Wiedźmina” Sapkowskiego. Zaś wampiry i Baba Jaga świętują dziś drugą młodość. Z jednej strony dobrze, bo jest to nasza kultura i tradycja, z której się wywodzimy, ale z drugiej fachowcy obawiają się, że jak to się często zdarza, popularność narobi więcej szkód niż pożytku. Jest też kwestia tego, że im więcej osób czyta o słowiańskich potworach, tym trudniej ich zadziwić i zainteresować. Nie wystarczy już pisać o byle strzygach. Trzeba sięgać po nieco bardziej fantazyjne formy jak mamuny czy strzygonie. Krótko mówiąc – twórca musi się bardziej namęczyć.

Rodzi się jednak w głowie pytaniedlaczego ten temat zrobił się taki modny? Jak wyraził to jeden z prelegentów, Piotr Kulpa: „Ktoś znalazł dobrą lukę i przywraca słowiańszczyznę, bo na tym można nieźle zarobić”. Nietrudno zauważyć, iż na świecie panuje powszechne zainteresowanie i ponowne odkrywanie folkloru. Być może chodzi o to, że wszyscy jesteśmy już nieco przejedzeni miejskim stylem życia, szarością bloków i ulic, wszechobecną elektroniką, która jakkolwiek niezbędna, odbiera światu jednak pewnego rodzaju czaru i tajemnicy. A to dają stare legendy o topielcach, wiłach i innych imponderabiliach. Czytając o tych stworzeniach przez chwilę, z zacisza naszego dobrze oświetlonego, białego mieszkania, przenosimy się do ciemnej chaty, gdzie przy piecu siedzi Domownik, a na polu chodzi Południca.

Polacy, Czesi, Słowacy czy Rosjanie chcą sięgać po magię z ich terenów. Kultura celtycka jest dużo bardziej spopularyzowana niż nasza rodzima. Mamy więc szerokie pole do popisu, a tym samym wiele do odkrycia. Panel został zakończony słowami: „Tradycja nie oznacza wielbienia popiołów, a przekazywanie ognia”. Chyba nie da się lepiej sformułować podsumowania całej dyskusji niż to zrobiła Marta Krajewska.

Na pochwałę zasługuje także fakt, że sam festiwal był odpowiednio zorganizowany. Debaty poruszały ciekawe kwestie, dające wiele do myślenia, a każdy mógł znaleźć tam inspirujący dla niego kawałek grozy. Oby było więcej takich wydarzeń udowadniających, że do polubienia horrorów nie trzeba być smutnym gothem albo psychopatą, a po prostu radosnym człowiekiem, który od czasu do czasu chce poczuć na swojej skórze dreszcz strachu. 

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marta Marek Contributor
Szef Działu Grozy w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Marta Marek – Pochodząca ze Śląska studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Miłośniczka kryminałów i kina grozy. W wolnym czasie amatorsko zajmuje się fotografią. Od września zajmuje się szeroko pojętą tematyką grozy w Redakcji Magazynu Kulturalnego „Horyzont”.
follow me

Dodaj komentarz