Jestem OFF. Znam się na muzyce. (relacja)

13. edycja OFF Festival jest już historią. Historią o pięknie muzyki, o niesamowitych ludziach, o emocjach i o tym, że świat może być wspaniałym miejscem. Zacznijmy jednak od początku…

OFF Festival 2018 tradycyjnie już odbywał się w pierwszy weekend sierpnia. W tym roku pogoda dla tego wydarzenia była wyjątkowo łaskawa. W piątek było gorąco i bardzo letnio, w sobotę nieco się zachmurzyło – spadł nawet niewielki letni deszczyk, a w niedzielę – było wręcz idealnie. Tegoroczny line up obfitował jak zwykle w różnorodność stylistyczną i muzyczną. Ze sceny płynął hip-hop, hard rock, electro, black metal, indie, folk rock, pop, punk rock, muzyka ludowa… nie sposób wymienić wszystkiego. W tym roku prócz czterech głównych scen na terenie festiwalu zlokalizowano dwie mniejsze: była więc stylowo urządzona Scena Dr. Martens oraz skryta nieco w zieleniach Scena Jelenia. Na nich odbywały się bardziej kameralne, ale nie mniej porywające koncerty. Muzyka jest najważniejszym, ale nie jedynym magnesem przyciągającym fanów alternatywy. Tradycyjnie już Kawiarnia Literacka była miejscem, do którego zaglądali nie tylko miłośnicy literatury. Ciekawe spotkania z autorami, żywe dyskusje na wartkie tematy, do tego pyszna ożywcza kawa i wspaniałe ciasto. To nie wszystko – OFF Festival to także miejsce przyjazne najmłodszym odbiorcom i ich rodzinom. Nie dziwił więc widok wózków z niemowlakami, biegających do późnego wieczora nieco starszych milusińskich czy kolorowych specjalnych słuchawek na uszach dzieciaków. Specjalnie dla nich stworzono Piaskoffnicę – bezpieczne miejsce, w którym rodzice mogą chwilę odpocząć od swoich pociech, a te, wziąć udział w licznych zabawach, warsztatach i konkursach. Jak to na festiwalach bywa – nie samą muzyką człowiek żyje. Strefa gastronomiczna oferowała podniebieniom uczestników różnorodne, wyszukane często smaki. Była zatem nie tylko kuchnia polska, ale i gruzińska, indyjska, chińska czy turecka. Miłośnicy złotego trunku z pianką mieli do wyboru różne warianty ulubionego napoju, a i do producentów napojów bezalkoholowych ustawiały się (bynajmniej nie kilkudziesięciominutowe) kolejki. Wszyscy Ci, którzy chcieli zakupić wyjątkowe i trudno dostępne płyty czy dizajnerskie ciuchy, którzy chcieli zrobić sobie modną fryzurę lub… tatuaż też mieli ku temu okazję w OFF Markecie. OFF Festival i tym razem urzekł wyjątkową atmosferą –wolno płynął czas, nikt gorączkowo nie zerkał na zegarek, ludzie spieszyli się powoli i tylko dlatego, że podczas koncertu chcieli być bliżej swojego ulubionego artysty. Widać było uśmiech, tolerancję, przyjaźń, pomoc. A muzyka była wszędzie i o każdej porze…

Pierwszego dnia festiwalu odbyły się 24 koncerty na 5 scenach. Na uwagę zasługiwał na pewno występ legendy polskiej muzyki – zespołu Kult. Zagrał on utwory z wydanej 30 lat temu płyty „Spokojnie”. Do wyjątkowych należały także koncerty The Mystery of the Bulgarian Voices oraz Yasuaki Shimizu. Innymi artystami, którzy tego dnia zaprezentowali się katowickiej publiczności byli jak zawsze fantastyczna Hańba!, The Brian Jonestown Massacre, charyzmatyczna M.I.A. czy uznane za „odkrycie” festiwalu The Como Mamas.

W sobotę niesamowitą energię na scenie pokazała formacja Turbonegro. Fani zgromadzeni pod sceną szaleli w zwariowanym pogo, którego kulminacyjnym momentem było rozejście się publiczności na dwie strony, by po chwili w pędzie zderzyć się znów w szaleństwach głów, nóg i rąk. Kolejnym mocnym punktem programu był występ artystki o wyjątkowej osobowości. Aurora, bo o niej mowa, oczarowała muzyką, głosem i delikatnością. Podczas tego koncertu po niejednym policzku popłynęły łzy… Tego wieczoru na scenie głównej wspaniały koncert zagrała także Charlotte Gainsbourg. Ze sceny płynęły nie tylko wyjątkowe dźwięki, ale również elegancja, powab, kobiecość i dojrzałość. Tego dnia odbyło się łącznie 25 koncertów, a zagrali jeszcze m.in. Skalpel Big Band, John Maus, Panieneczki, Sojra Mojra, Adam Strug czy Legendarny Afrojax. Tego dnia nad głowami festiwalowiczów rozgrywał się także podniebny spektakl w wykonaniu mistrzów lotniczej akrobatyki, co niejednego uczestnika i artystę wprawiło w zachwyt.

Ostatniego dnia festiwalu niewątpliwie najbardziej szalonym koncertem był występ Big Freedia. Królowa stylu bogunce nie dała wytchnienia publiczności – na scenie prócz rapu i hip-hopu królowało… twerkowanie! Tylne części ciał występujących artystów były mocno eksploatowane i prezentowane przybyłej publiczności przez cały czas trwania koncertu. Szaleństwo sięgnęło zenitu, kiedy na scenę wkroczyła zaproszona część publiczności prezentująca w twerkowaniu swe wdzięki ogółu zgromadzonego społeczeństwa. Zabawa była więc na całego! Koncert zakończył utwór… Céline Dion „My heart will go on” i morze rozświetlonych telefonów. Setki osób czekały także na koncert artystki podpisującej się Zola Jesus. Mroczne, traktujące o ważnych, często nie łatwych życiowych sprawach utwory sprawiły, że publiczność na chwilę jakby się zatrzymała, zamyśliła, wyciszyła. Z ogromnym zaangażowaniem offowa publiczność wysłuchała także przepięknego koncertu Kapeli ze Wsi Warszawa. Jak słusznie napisano muzycy formacji odczarowali muzykę ludową i podali ją na tacy wyjątkowego dla siebie stylu uszom i duszom masowemu odbiorcy. Ostatnim artystą prezentującym się przed katowicką publicznością na Scenie Miasta Muzyki była formacja Grizzly Bear. Innymi wyjątkowym koncertami, które odbyły się jeszcze tego dnia były występy m.in. Daniela Spaleniaka (którego chyba jednak lepiej posłuchać w zaciszu domowego ogniska), Marlona Williamsa (który z powodu Tour de Pologne ledwo zdążył na swój występ), Furii czy Clap Your Hands Say Yeah. Tego dnia publiczność uczestniczyła w łącznie 24 koncertach.

I tak kończy się historia wydarzenia, które dla jednych jest obowiązkowym punktem na festiwalowej mapie Polski, dla innych inspiracją i muzycznym drogowskazem, dla jeszcze innych miejscem, gdzie próżno szukać polityki, zawiści, pośpiechu, „muszę”. Czy wszyscy byli zadowoleni? Czy było coś nie tak? Być może były osoby, którym OFF tegoroczny nie przypadł do gustu, nie przekonał ich line up, nie zachwycili artyści. Ale ja takich nie spotkałam. A historia? Ta będzie miała swój dalszy ciąg. Wierzę, że będzie równie ciekawie, różnorodnie, zaskakująco. Czekamy więc do sierpnia 2019 i widzimy się wszyscy ponownie w Katowicach! Zatem – do zobaczenia.

  • Inne tego autora
  • Polecane
Aneta Czarnocka-Kanik Contributor
Redaktor Działu Sztuka/Wydarzenia w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Aneta Czarnocka-Kanik – urodziła się, mieszka i pracuje w Jastrzębiu-Zdroju. Absolwentka Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej i Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Zawodowo związana z turystyką, PR, a obecnie marketingiem terytorialnym. Prywatnie żona i matka dwóch dorastających chłopców. Uwielbia spać i nade wszystko czytać do poduszki. Prócz męża i synów ma jeszcze dwie miłości: kota Hultaja i fotografię. Od kilku lat wraz z życiowym towarzyszem Maciejem realizuje pasję związaną z fotografią koncertową. Prócz tego dokumentuje lokalne wydarzenia, uwiecznia portrety i próbuje sił w reportażu. Jako członek Stowarzyszenia Jastrzębski Klub Fotograficzny „Niezależni” ciągle rozwija swoją pasję nie tylko poprzez warsztaty, szkolenia czy spotkania z autorytetami tej dziedziny sztuki, ale przede wszystkim realizując różnorodne projekty czy wymieniając myśli z innymi osobami „chorymi na fotografię”.
follow me

Dodaj komentarz