Italia w kilku krokach

Tegoroczne wakacje spędziłam wraz z drugą połówką w malowniczych Włoszech. Jadąc tam, miałam trochę inne wyobrażenie w kwestii np.: Mediolanu, ale o tym później. Przede wszystkim jest to kraj radosnych i szczęśliwych ludzi- nie wiem, jak oni to robią, ale nawet w sytuacji, gdy rowerzysta zajechał drogę kierowcy autobusu, (miasto Bergamo)to machali do siebie, śmiejąc się i wyznając serdeczności. Nie, to nie ironia. Tak samo, jak fakt tego, że mieszkańcy Italii nie patrzą na nikogo krzywym wzrokiem. U Nas w kraju (nie narzekam na Polskę, jestem patriotką- nie pasuje mi tylko nasza mentalność) ludzie oceniają- to urodę, to strój, fryzurę, makijaż, a nawet zawartość foliowej siatki z zakupami ze spożywczaka. Tam tego nie ma- każdy jest zajęty sobą, swoim życiem, a jedyne reakcje względem ludzi obok to uśmiechy. To wspaniałe, ponieważ człowiek czuje się wtedy bardziej wolny, swobodny i szczęśliwi. Swoim nastawieniem i wigorem potrafią zarażać nawet turystów.

Ponadto, włosi są też wolni. Nigdzie się nie spieszą i na wszystko czas mają. Nie widać u nich standardowego dla innych regionów Europy wyścigu szczurów, ciągłego zabiegania i zmęczenia. Może to rzeczywiście prawda, że południowcy mają kompletnie inną mentalność od nas..? Zdziwiła mnie również ogromna ilość osób rasy czarnej. Od razu tłumaczę- szanuję i lubię wszystkich ludzi, niezależnie akurat od koloru skóry, aczkolwiek nie sądziłam, że spotkam tam np.: całe osiedla Senegalczyków (którzy paradoksalnie tłumnie chodzili do chińskiego marketu). Pół-żartem, a pół- serio, naprawdę sporym atutem ich obecności w tych rejonach była umiejętność mówienia po angielsku, czego przeciętny włoch po prostu nie potrafi.

Jedzenie, jedzenie, jedzenie… Pierwszego dnia zaczęłam od deseru, skończywszy na obiedzie- co by nie było zbyt nudno i tradycyjnie (a tak naprawdę większość restauracji otwierają koło 17, a byłam bardzo głodna…). Pierwsze z dań to polenta- ciastko tradycyjne dla Lombardii, a dokładniej Bergamo, które było moim głównym miejscem wypoczynku. Jak dla mnie za słodkie, ale pyszne, z czekoladą w środku i uroczym czekoladowym (a jakimże innym!) ptaszkiem na górze. Następnie degustowałam swój ulubiony sos z makaronem- spaghetti carbonara. Na pewno dużą różnicą było tu użycie prawdziwego parmezanu, czego u nas w kraju się raczej nie robi. Wynika to pewnie z jego ceny, która dla niektórych może być wysoka, lub ciężkiej dostępności naprawdę dobrej jakości ów sera. Natomiast ja jestem obsesyjną seromanką i regularnie degustuje wszelaki przetwory mleczne tego typu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaka byłam szczęśliwa, że wreszcie skosztuję gorgonzoli, fontiny, czy mozzarelli! Ani na carbonarze się nie zawiodłam, ani na żadnym z serów! O wiele bardziej wyrazisty smak,  i bardziej aksamitna, bądź twarda/grudkowata struktura- zależnie od gatunku sera. Każdy ma ukochany smakołyk po obiedzie. Moim ulubionym deserem jest panna cotta. Nie potrafię wręcz opisać radości, jaka płynęła ze skosztowania jej w rodzimy kraju… i to z koziego mleka! Lepszej słodkości nigdy nie jadłam.

Bardzo ucieszył mnie fakt, iż we Włoszech w czasie apertiva podaje się bardzo często mój ulubiony alkohol, czyli Campari. Mogłam nacieszyć swoje podniebienia, przy okazji rozkoszując żołądek wspaniałymi potrawami. Rissotto z oliwkami, mozzarella, szynką parmeńską i pomidorami- niby nic, a jak wiele! Nie zapomnę tez smaku i zapachy pizzy, którą jedliśmy w Bergamo, patrząc na Alpy. Ja zamówiłam „4 sery”- gdzie była mozzarella, camembert, gorgonzola i parmezan. Mój chłopak natomiast postanowił skosztować klasycznej pepperoni. NARESZCIE poczułam smak prawdziwej pizzy, która ma mało składników (max. 3), cienkie ciasto i brak np.: majonezu, czy sosu czosnkowego na niej. Ponadto… sos pomidorowy- niebo w gębie! Czuć było prawdziwe pomidory, niekiedy nawet ich kawałki, był gęsty (a nie jakiś przecież kupiony w sklepie, czy ketchup).  Osobny akapit także muszę poświęcić słodyczom Ferrerro. Do tego koncernu należy np.:  tic-tac, Kinder, rafaello, nutella, duplo i wiele, wiele innych smakołyków. Całe działy ów firmy zajmowały sporo miejsca w supermarketach. Nigdy nie widziałam w jednym miejscu tak wielu rarytasów. Pomijając nutella bready, kilka odmian i rodzajów Kinder czekolady, czy Kinder country, to we Włoszech można dostać około 9 (tyle naliczyłam) różnych rodzajów ciast (do krojenia, albo pokrojonych na konkretne porcje i spakowane) Kindera.  Nutella też posiada sporo odmian, wariantów, czy dodatków- od pałeczek, przez białą, a nie czarną czekoladę, do ciasteczek. Jeśli byłabym większym łakomczuchem, to wróciłabym 20 kilogramów większa.

Jeśli chodzi o kwestie widoków, atmosfery, czy też samego majestatu tego kraju. Mediolan był moim wielkim zawodem. Jest… ładny- nic więcej. Oczywiście, Katedra Dumo robi ogromne wrażenie. Na pewno tworzenie jej było „koronkową robotą”. Niesamowicie monumentalna budowla. Tak samo Zamek Sforzów- przepiękne, majestatyczne, dobrze zachowane miejsce historyczne. Natomiast problem leży w ilości turystów… Mediolan to jeden wielki, hałas, gwar. Dziesiątki języków dookoła, a prawie każdy coś krzyczy. Poza tym, naciągacze, którzy na siłę za 10 europ próbują przekabacić ludzi, do kupna trefnych bransoletek z kilku nitek słabej jakości.

Na uwagę zasługuje zdecydowanie Bergamo, które leży około 40 kilometrów od tego- olaboga- miejsca wspomnianego wyżej.  Miasto dzieli się na górne i dolne- to pierwsze jest średniowieczne,  a drugie raczej nowoczesne i to w nim toczy się codzienne życie i otwierane są korporacje. Jeśli kiedykolwiek będziesz miał/miała okazję odwiedzić skrawek Włoch, to wybierz właśnie ten. To tu zobaczysz prawdziwy klimat Włoch, jak z pocztówek- ciasne, wąskie uliczki, unoszące się w powietrzu zapachy pomidorów i serów, wszędzie tradycyjne lodziarnie z przecudownymi i najpyszniejszymi, jakie jadłam lodami oraz… w tym wypadku Alpy. Bergamo leży u podnóży Alp. Z górnego miasto (i niektórych punktów w dolnym) można podziwiać owe magicznie urokliwe góry. Polecam wycieczkę na szczyt ów miasta- jest to San Vigillo. Niegdyś zamieszkały mały zameczek, porósł trawą i drzewami stał się cudownym punktem widokowym, skąd widok rozpościera się na paroma nie tylko miasta i gór, ale i  innych miejscowościami w pobliżu- zapiera dech w piesiach! Wszystko wygląda, jak bajka, sen,  czy też kilka sekund w filmie mocno retuszowanym w programach do obróbki klatek. Wara uwagi jest także Accademia Carrara, czyli muzeum sztuki. Polecam także zwiedzenie Wieży Zegarowej (górne miasto) wraz z możliwością podziwiania krajobrazu w jej najwyższym punkcie. Będąc w Bergamo na pewno będziesz miał/miała okazję zobaczyć Piazza del Dumo, na którym znajduje się wyjątkowo oryginalna i starannie wyrzeźbiona fontanna (swoją drogą- plac ten jest obok Wieży). Rekomenduję także skorzystanie z obu koleje Funicolare oraz spacer wzdłuż murów weneckich.

Niesamowita miejscowość to Lecco. Niewielka mieścina, znajdująca się w Alpach, położona wokół jeziora Como. Ciekawostka jest taka, że wiele filmów (nawet Bonda) kręcono właśnie w tymże miejscu, a Madonna kupiła tu dom (na próżno było szukać- a szkoda…), który odwiedza regularnie w wolnych chwilach. Nie będę opisywała piękna i bogactwa roślin, przejrzystego jeziora, które wygląda, jak morze, czy też słońca, które zaszło w minutę (dosłownie osunęło się za góry).

 

Wszystko jest na zdjęciach poniżej:

 

Lecco:

 

This slideshow requires JavaScript.

Mediolan:

This slideshow requires JavaScript.

 

 

Bergamo:

This slideshow requires JavaScript.

 

 

 

 

 

Reasumując… zakochałam się we Włoszech i na pewno tam wrócę (nieraz…). Uwielbiam ludzi, jedzenie, i malowniczość małych miasteczek. Nie byłeś? Jedź koniecznie!

 

Autor: Pamela Nadzieja Dudzik

Fotografie: prywatny zbiór autorki

 

Dodaj komentarz