I to mi się podoba, że nie czuję się zaszufladkowany w jakiś jeden rytm.

O tańcu i dobrej muzyce można mówić w nieskończoność, zwłaszcza, z człowiekiem, dla którego są one życiową drogą i pasją. Z Mistrzem świata par zawodowych w tańcach latynoamerykańskich Michałem Malitowskim dla Horyzontu rozmawiała Anna Jakubczak vel RattyAdalan.

Anna Jakubczak – Na początek może trochę trywialnie. Jakie są Twoje wrażenia z pobytu w Szczecinie?

 

Michał Malitowski – Ja Szczecin uwielbiam, bo moja rodzina pochodzi z okolic, a dokładnie ze Stargardu, więc często bywałem w Szczecinie. Pomimo, iż urodziłem się w Zielonej Górze. I cieszę się, że to wydarzenie odbywa się w Filharmonii, o której tyle słyszałem dobrego i w końcu mogę tutaj być na turnieju o tak światowym poziomie. Stąd wrażenia są jak najbardziej pozytywne.

 

A.J. – Poprzez Dansinn i szerzenie Pro-Am w Polsce łączysz mistrzów tańca z amatorami. To ciekawe połączenie artystyczne. Opowiesz o tym projekcie coś więcej?

 

M.M. – To jest formuła bardzo znana na całym świecie. Na przykład w Anglii, Stanach Zjednoczonych, Azji, czy mojej szkole tańca w Hong Kongu to już jest normalna rzecz, że amatorzy zaczynają tańczyć nie tylko w wieku młodzieńczym, ale też w starszym i od razu parujemy ich z zawodowcami, żeby uczyli się szybciej i czuli taniec już tak, jak ma to wyglądać. Załóżmy, że jest para amatorów, na przykład mąż z żoną i nie bardzo czują, jak uczyć się tego tańca, a po sparowaniu z tancerzami szybciej zaczynają czuć ten feeling i dla nas to normalna praktyka. W Polsce jeszcze to się rozwija, promuję to w naszym kraju i ma to już swoje efekty.

 

A.J. – Ostatnio została otwarta szkoła Dansinn w Warszawie. Planujesz może otworzyć siedzibę również w naszym mieście?

 

M.M. – Byłoby super, mam nadzieję, że Paweł Świtalski da radę. Uczy w mojej szkolematce Dansinnu w Hong Kongu. Myśli, aby przeprowadzić się tutaj, do Szczecina, i mam nadzieję, że z naszą pomocą otworzy tę szkolę.

 

A.J. – Do czego porównałbyś taniec? Czym on dla Ciebie w ogóle jest?

 

M.M. – Dla mnie jest to całe życie. Na początku to był tylko sport, który nazwałbym wybrykami dziecka. Później zaczął się taniec turniejowy bardziej na sali gimnastycznej, z czasem było to dla mnie bardziej świadome, a nawet zaczęło stawać się czymś na miarę sztuki. To połączenie umysłu i ciała dało mi poczucie, że mogę z tym robić coś więcej. Także był to dla mnie również wyraz artystyczny. Teraz, po zakończeniu kariery, nadal mam pokazy, ale czuję, że teraz to już jest tzw. life style, mój sposób na życie – przebywanie w ciekawych miejscach, tańczenie, samo poruszanie się, także teraz wolę tańczyć niż iść na siłownie. Bo połączonych jest w nim więcej rzeczy, takie holistyczne bardziej spojrzenie na ciało, nie chodzi nawet już o turniejówkę samą w sobie, ani sportowe patrzenie na PRO-AM, a o odczuwanie tańca, bo jak już raz poczuje się ten rytm wewnętrzny, no to ciężko, jakby od niego odejść. To się cały czas czuje i ten związek z muzyką, przebywanie też z drugą osobą, że się niby tańczy samemu, ale jest też partnerowanie. I przede wszystkim komunikowanie się na innej płaszczyźnie niż tylko intelektualnej, bo ta inteligencja jest ruchowa, cielesna, więc to odczuwanie siebie jest takie specyficzne, zwłaszcza w tańcu towarzyskim, kontakt z muzyką, nie tylko z jednym rytmem, ale również z innymi. Zauważmy rumba ma inny feeling, cha cha ma zupełnie odmienny, już nie wspominając o walcu. Zderzenie tych kultur, które są w tańcu towarzyskim jest fenomenalne. I to mi się podoba, że nie czuję się zaszufladkowany w jakiś jeden rytm, np. w hip hop czy rock and rolla, w balet nawet. Taniec towarzyski daje po prostu takie poczucie, że można czuć się indywidualnie. Dla rozwoju osobowości jest to bardzo wszechstronne.

 

A.J. – Czy zgodzisz się, że z tańcem jest jak ze związkiem. Trzeba dbać o porozumienie i docierać się?

 

M.M. – Tak jest coś w tym, i taniec jest tym czymś, co uczy porozumienia. Jak patrze na młodych ludzi, którzy zaczynają tańczyć to zauważam, że inaczej porozumiewają się na początku, a inaczej jak później przestają tańczyć, to zmienia się, ale jednak ten związek taki partnerski, żeby się komunikować pozostaje. Aby dojść jakiegoś sukcesu, timingu, choreografii, trzeba uczyć się porozumienia. Znam dużo ludzi, którzy świetnie radzą sobie w biznesie, w całym human resources po właśnie kontakcie z tańcem towarzyskim.

 

A.J. – Musi być w tym też trochę pikanterii i erotyki? Parkiet powinien zawsze płonąć? Czy może niekoniecznie?

 

M.M. – Dla mnie nie musi to wiązać się z seksualnością. A wręcz ze zmysłowością, sensualizmem, z odczuwaniem, z kontaktem zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz siebie. Jeśli jest złe, przerysowane, to jest tanie, ale nawet jeśli jest na wysokim poziomie, nie tylko w amatorskim tańcu, to widać, że ktoś tańczy bardziej seksualnie, a ktoś jest zmysłowy i subtelny, i dla mnie to jest bardziej zmysłowe, bo to płonie od środka i to jest bardziej odczuwane niż tylko uzewnętrzniane.

 

A.J. – Pokuszę się o stwierdzenie, że tancerz musi odgrywać wiele ról naraz: być zarówno partnerem, psychologiem, ale musi też być przede wszystkim artystą.

 

M.M. – Na to wchodzi wiele czynników, które wpływają na tancerza, przede wszystkim trzeba czuć swój ruch – to jestem ja tu i teraz, dalej jest już wspomniany wcześniej związek z partnerem, czyli to jest druga płaszczyzna, i symultanicznie czuć ruch partnera i trzecia sfera czuć całą przestrzeń dookoła i w tym słuchać muzykę, więc to roztrojenie jaźni jest właśnie specyficzne i osoby są właśnie wrażliwe na to. I mogą one czuć się trochę zagubione same w sobie albo szukają tego w partnerowaniu. Tu czuć te wszystkie trzy płaszczyzny. No i cała psychologia, odczuwanie, zmysłowość, jakby to wszystko idzie w holistyczny efekt.

 

A.J. – A teraz trochę prywatnie. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że po udziale w programach jak„Got To Dance” czy „Dancing with the Stars” zrodziła się w Tobie chęć podjęcia się rewolucji na polskim rynku tanecznym? Rozwinąłbyś tę myśl?

 

M.M. – Jestem Polakiem, jak mówiłem pochodzę z Zielonej Góry, ale mieszkam 15 lat poza granicami kraju, czuję się londyńczykiem. Jestem też rozwiany między Londynem, Hong Kongiem, a Polską. Ale z naszym krajem czuję się bardzo związany, widzę, że tutaj się wiele zmieniło, że ludzie są bardziej otwarci i nastawieni na siebie wzajemnie, że to nie jest tylko robienie czegoś dla rodziny, dla kraju, ale też dla siebie. Patrzymy też na własne potrzeby. Obserwuje moich znajomych tancerzy i oni mówią – tak ja chce coś odczuć, zrobić coś dla siebie. I ja mam taką w sobie misję, aby im w tym pomóc. To jedno, a drugie, żeby taniec był odczuwany, bo on daje radość i satysfakcję, ale trzeba go jeszcze odpowiednio „oprawić”. Tak, jak jesteśmy tutaj, to nie jest przypadek, że nie robimy tego na sali gimnastycznej, a w Filharmonii, gdzie są fajni ludzie, jest muzyka, są światła. bo staramy się robić to w miejscach najlepszych jakie możemy. I to tworzy odpowiednią atmosferę do tańca. I to moja główna misja, aby taniec towarzyski miał lepszą oprawę.

 

A.J – Masz swoich tanecznych idoli?

 

M.M. – Swoich tanecznych idoli mam wielu. Największym jest oczywiście mój guru, psycholog tańca Ruud Vermey, który jest moim nauczycielem od lat. Inspiruje się starszymi pokoleniowo tancerzami, którzy w historii tańca coś osiągnęli i to nie tylko z tańca towarzyskiego jak Michaił Barysznikow, Rudolf Nuriejew miał swój dobry okres. Oczywiście Michael Jackson z popkultury, ale też lubię uczyć się od młodych, którzy wnoszą coś nowego i mają już jakąś wiedzę. Bo to tancerze zmieniają to, co się dzieje, tak jak kiedyś robiłem to ja z moją partnerką. Jestem otwarty bardzo na nową wiedzę i też od amatorów się uczę, inspirują mnie ludzie, jak tutaj, którzy nie są zawodowymi tancerzami, są na przykład prawnikami, muzykami, plastykami, zajmują się biznesem, inaczej patrzą na ruch i inaczej też się komunikują.

 

A.J. – Twoje osiągnięcia są naprawdę imponujące. Jesteś perfekcjonistą, który wiele od siebie wymaga? A może wypracowałeś w sobie własną filozofię tańca, życia i pracy?

 

M.M. – To jest złożone oczywiście, trzeba mieć jakiś talent. Wydaje mi się, że od tego nie można uciec, musi być talent. I jestem zdania, że każdy może tańczyć, ale nie każdy jest do niego stworzony. Każdy gdzieś się tam czuje, ja odnalazłem się w tańcu i znalazłem w tym swój talent i pasję, dzięki któremu znalazłem też pewne cechy swojego charakteru i je wypracowałem. Czy teraz zajmuję się biznesem, czy mógłbym zajmować się czymś innym, mogę osiągnąć sukces, bo wiem, ile pracy trzeba w to włożyć. Trzeba też z właściwymi ludźmi współpracować, dużo od siebie wymagać, trzeba pracować każdego dnia. To są rzeczy uniwersalne niezależne od tego, czym aktualnie się zajmuję. Można mieć smykałkę do czegoś, ale widziałem dużo osób, które miały zdolności, a nic z nimi nie zrobiło. Więc to jest też ciężka praca, by przełamać jakieś swoje słabości każdego dnia. Ja też takie lęki miałem i nie myślałem, że mi się to kiedyś uda, ale przełamywałem się i pracowałem każdego dnia z psychologami, rozmawiałem z ludźmi, którzy we mnie wierzyli i ja też musiałem w siebie uwierzyć. Ale czy udało mi się coś osiągnąć? No to są efekty mojej ciężkiej codziennej pracy. Szczęście i odpowiednie wykorzystanie czasu jest tutaj ważne. Teraz jest wielu ludzi, którzy chcą osiągnąć sukces w biznesie, sporcie, czy w tańcu, ale czy wkładają w to dużo pracy? W moim odczuciu bardzo często nie. Każdy chce być mistrzem, już teraz. Ale to tak nie działa.

 

A.J. – I na koniec jeszcze zdradziłbyś anegdoty zza parkietowych kulis. Może Waszej przyjaźni z Beatą Tyszkiewicz?

 

M.M. – O, tak, z Beatą mamy bardzo dobry kontakt. Wysyła mi listy „miłosne” (śmiech). Zawsze mnie prosi o zdjęcia mojej córeczki. Anegdot mam pełno, gdyż podróżuje cały czas, tyle rzeczy się dzieję, że szok. Ale kontakt z ludźmi tak, on zostaje, to są te fajne rzeczy z tańcem, że oprócz tego, że się tańczy, że to jest tak naprawdę kilka minut, które są na parkiecie, ale podróże, obcowanie z ludźmi, to powoduje, że ten biznes jest taki interesujący i życie tancerza również.

 

A.J. – Mogę Cię prosić o kilka słów dla naszych czytelników?

 

M.M. – Pozdrowienia dla wszystkich oczywiście, bardzo ciesze się, ze jestem tutaj w Szczecinie. To naprawdę świetne miejsce, a Filharmonia robi wrażenie, a propos tańca,wydaje mi się, ze warto spróbować i zobaczyć, czy to jest nasza bajka. Tego wam życzę, a jeśli taka będzie Wasza droga, to DANCE THE WAY YOU ARE!

 

A.J. – Dziękuję za rozmowę.

 

 Wywiad ukazał się również na stronie Subiektywnie by RattyAdalan


873-michal-malitowski-2-69(ur. 28 maja 1980 roku w Zielonej Górze) – polski tancerz tańca towarzyskiego. Czterokrotny mistrz Polski w parze z Iwoną Golczak (1997, 1999, 2000, 2001) oraz dziewięciokrotny w parze z Joanną Leunis w latach 2002-2010. Wicemistrz świata (2010, 2011), mistrz świata par zawodowych w tańcach latynoamerykańskich (2008, 2009). Od 1 października 2002 r. do 6 sierpnia 2011 r. reprezentował Polskę, obecnie tańczy w barwach Anglii.

 

 

 

 

 

 

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Anna Jakubczak Administrator
,
Anna Jakubczak vel RattyAdalan (Redaktor Naczelny) – (1994) poetka, prozatorka, publicystka, redaktor naczelna Magazynu Kulturalnego Horyzont oraz organizatorka spotkań autorskich w Książnicy Pomorskiej. Studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami oraz studiów pisarskich na Uniwersytecie Szczecińskim. Współpracuje ze szczecińskim oddziałem Związku Literatów Polskich, Inku Szczecińskim Inkubatorem Kultury, Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach, portalem SilesiaYoung, Wydawnictwem Edgard oraz kilkoma polskimi zagranicznymi organizacjami. Swoją twórczość publikowała w wielu antologiach, zarówno w Polsce i zagranicą. Jest stałą autorką w cyklu poetyckim The Year of The Poet, wydawanym przez amerykańskie wydawnictwo Inner Child Press, kierowane przez Williama St. Petersa. Wyróżniona w II Ogólnopolskim Konkursie im. Jóżefa Bursewicza O Złotą Metaforę za wiersz Przypinka. Autorka tomu poetyckiego Ars Poetica (Londyn, 2013), w przygotowaniu kolejny tom Rozmowy nocą oraz powieść Wiatr nadziei.

Dodaj komentarz