Horyzont zza kulis cz.1 – rozmowa z redaktorką działu grozy Patrycją Smagą

 Zapraszamy państwa do nowego cyklu Horyzont zza kulis, w którym to nasza redaktor naczelna będzie przedstawiać państwu sylwetki członków naszej redakcji. Na początek rozmowa z Patrycją Smagą, redaktorem Działu Grozy, grafikiem, a przede wszystkim miłośniczką dobrego filmu i tak samo dobrej literatury. 


Anna Jakubczak – Na początku pytanie nieco formalne. Co skłoniło Cię do dołączenia do ekipy Horyzontu?

Patrycja Smaga –  Jestem na etapie kończenia studiów, prawdopodobnie za tydzień będę mogła dodawać sobie mgr przed nazwiskiem, myślę więc, że to czas na „pokazanie się” nie tylko w kręgach uczelnianych i okołouczelnianych oraz czas na decyzję co dalej. Na jednej z grup na portalu społecznościowym zobaczyłam post o poszukiwaniu redaktorów do Horyzontu, napisałam więc, pytając czy nie przydałby się także ktoś do ilustracji, no i jestem. Nie ukrywam, że głównie kierowałam się tym, żeby pokazać swoją twórczość, może coś komuś „wpadnie w oko” i pojawi się propozycja współpracy, jednak w czasie mojego krótkiego pobytu w Horyzoncie poznałam kilka naprawdę ciekawych osób i przyszło mi do głowy sporo pomysłów na to co mogę zrobić dla magazynu, aby pomóc w promocji i rozwoju.

A.J. – Co podoba Ci się najbardziej?

P.S. – Atmosfera. Pomimo początkowych problemów organizacyjnych z Działem Grozy okazuje się, że wiele jesteśmy w stanie zdziałać, nawet na odległość. Bardzo ważne jest dla mnie także to, że nie czuję się ograniczona. Nie muszę się skupiać jedynie na tworzeniu ilustracji do opowiadań, mam kilka własnych pomysłów i chcę także spróbować czegoś nowego, zebrać doświadczenie. Mam nadzieję, że tutaj będę miała taką możliwość.


A.J. – Przejdźmy do Twoich pasji. Zdradziłabyś o nich coś więcej?

P.S. – Absolutnie lubię oglądać prace innych, zachwycam się wszystkim od zwykłych rysunków, przez akwarele, digital, po pięknie wykonane tatuaże. Zachwyt jest większy jeśli wiem jak coś zostało zrobione, a sama tego nie potrafię. Przez okres studiów bardzo polubiłam grafikę warsztatową, szczególnie linoryt, nauczyło mnie to szacunku do sztuki, do tego jak ciężką pracę trzeba wykonać aby powstało coś wartościowego. Tę wiedzę przekładam także na życie codzienne. I już żałuję, że po skończeniu studiów nie będę mieć stałego dostępu do pras drukarskich. Poza tym jestem książkoholikiem, moja biblioteczka stale się powiększa, aż boję się, że nie zdążę wszystkiego przeczytać. Ostatnio stałam się też fanką audiobooków.


A.J. –  Wiem też, że lubisz oglądać filmy.

P.S. – Im więcej oglądam tym bardziej to lubię i więcej chciałabym obejrzeć, a nie zawsze mam na to czas, tak samo jak z książkami. No i w międzyczasie pochłaniam też seriale.


A.J. –  Jakieś konkretne gatunki, tytuły przychodzą Ci na myśl?

P.S. – W tym roku bardzo wile produkcji oglądam w kinie, cieszy mnie, że mam taką możliwość. Nie mam ulubionych gatunków. Jeśli miałabym wyliczyć tytuły, starsze to na pewno „Labirynt fauna”, „Szósty zmysł”, „Requiem dla snu”, moje dzieciństwo, czyli seria „Indiana Jones”, „Epoka lodowcowa”, którą praktycznie znam na pamięć i „Kubo i dwie struny”, ten mnie zachwycił głównie od strony technicznej. Z tegorocznych na pewno „La la land”, „Moonlight”, „Piękna i bestia”, „Lego Batman”, „Baby driver”, „To”, „Blade runner 2049” i jeszcze kilka innych. Nie unikam niczego.


A.J. – Chciałabym skupić się przede wszystkim na Twoich pracach graficznych. Jak to wszystko się zaczęło?

P.S.- Zaczęło się jak zwykle w takich przypadkach, rysuję odkąd pamiętam. Zawsze w domu, były kredki, kartki, różnego rodzaju bloki i kolorowanki. Rysowałam dla siebie, dla przyjemności i odstresowania. Jednak po skończeniu liceum stwierdziłam, że może jednak warto to wykorzystać. Zaczęłam studia na kierunku grafika. Nie na ASP, bo nie czułam się na tyle pewnie, ale na Wydziale Sztuki w Częstochowie. Na Edukację artystyczną nie chciałam iść, bo nie planowałam być nauczycielem, malarstwo też odpadało, bo miałam za małe doświadczenie, żeby chociaż stwierdzić czy to lubię. I tak wylądowałam na grafice nie mając o niej pojęcia, ale mając nadzieję, że będzie dobrze. Po pierwszym tygodniu byłam przerażona, tym bardziej, że na zajęciach litografii od razu zostaliśmy zobligowani do wyszlifowania sobie kamienia, to był szok. Dla ścisłości kamień litograficzny jest w kształcie jak płyta chodnikowa tylko z innego materiału, na taki kamień nanosi się rysunek i po odpowiednim spreparowaniu odbija się go na papierze, na odpowiednio przystosowanej prasie drukarskiej. Cały proces normalnie trwa minimum 3 dni, a przy częstotliwości zajęć raz w tygodniu wydłuża się do miesiąca lub dłużej niestety. Po pierwszym semestrze, kiedy już się oswoiłam byłam zachwycona tym jakie efekty można uzyskać i co można zrobić przy użyciu tradycyjnych technik. Te kilka lat to bardzo dużo nowych doświadczeń i odkrywania dróg, którymi mogłabym podążyć. Jednak od dłuższego czasu upewniam się w tym, że ciągnie mnie do książek, do ilustracji książkowych. Pięknie byłoby móc pracować z tym, co lubię najbardziej.


A.J. – Kilka z nich mamy przyjemność publikować na łamach naszego magazynu – opisać.

P.S. – Pierwsza z prac to „Krajobraz organiczny”, linoryt barwny wykonany technologią matrycy traconej. Czarna magia? Już objaśniam. Linoryt polega na tworzeniu matrycy w linoleum usuwając dłutem to co ma być białe, zostawiając rysunek, taką matrycę potem smarujemy farbą drukarską i odbijamy na prasie drukarskiej. Zainteresowanych odsyłam do internetu, jest masa filmików i zdjęć jeśli ktoś jest ciekawy jak to wygląda. Metoda matrycy traconej jest w zasadzie tym samym, z tym, że zaczynamy od najjaśniejszego koloru, po czym „wydłubujemy” dalej, odbijamy i znów „dłubiemy” aż do najciemniejszego koloru lub konturu. Niestety w tym przypadku nie ma możliwości powtórki lub dodruku.

Druga, także linoryt, bardziej tradycyjny, o tytule „Nie”. Jedna z cyklu wykonanego jako dyplom licencjacki. Całość cyklu to „Relacja”, za pomocą dłoni, starałam się ukazać mnogość niewerbalnych informacji, które przekazujemy gestami.

Kolejną jest litografia, trochę większego kalibru, wykonana na dużym kamieniu, na prasie offsetowej. Nosi tytuł „Katastrofa”, mimo dość wesołego wyglądu jest to praca wykonana na podstawie zdjęcia satelitarnego wykonanego podczas powodzi. Powstało kilka wersji, ta podoba mi się najbardziej.

Następny jest plakat do filmu „Psychoza”. Takich plakatów powstało 5, w ramach zajęć projektowych. Wykorzystałam to także do nadrobienia klasycznych filmów Alfreda Hitchcocka, bardzo przyjemnie mi się z tym materiałem pracowało. W ramach tych samych zajęć powstały też okładki książkowe, oczywiście do powieści Kinga, tu moja ulubiona, „Ręka Mistrza”.

Dwie ostatnie to już ilustracje zrobione przy pomocy pisaków i żmudnego kropkowania. Autoportret oraz sowa, jedna z ilustracji dyplomu magisterskiego.

Tak w skrócie to chyba przegląd całej mojej drogi na studiach.


A.J. – Masz jakieś większe plany dotyczące projektów graficznych, np. projektowanie okładek książek?

P.S. – Tak jak mówiłam, ciągnie mnie do tego i do ilustracji. Dyplom magisterski pokazał mi, że naprawdę chciałabym to robić. Jego część artystyczna to projekt książki właśnie. Czy mam większe plany, nie wiem, póki co staram się nadal dopracowywać warsztat i szukam własnego stylu, do tego próbuję pokazywać się tu i tam.

 

A.J. – I na koniec mój ulubiony autor książek to? 

P.S. – Dlaczego jeden? Dlaczego mam się ograniczać? Mogłabym odpowiedzieć po prostu, Stephen King. Kilkanaście lat temu urzekł mnie swoim „Cmętarzem zwierząt” i tak mi zostało. Lubię jego gawędziarstwo, to jak buduje klimat małych miasteczek, psychologię tworzonych przez niego postaci. Przewrotnie najbardziej fascynują mnie te książki, które większość uważa za nudne i przegadane, na przykład „Bezsenność”. Bardzo lubię też twórczość jego syna Joe Hilla, żadna postać literacka nie wzbudziła we mnie tak skrajnych emocji jak wykreowana przez niego Merrin z „Rogów”. Niedawno zachwyciłam się też książką Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny” opisującą rodzinę, a nie znanego malarza. Bardzo chętnie wracam do świata wykreowanego przez Tolkiena. Z pasją czytam Marqueza, chociaż wymaga on maksymalnego skupienia i oswojenia się z tym charakterystycznym stylem pisania. A w tamtym roku na długo pochłonął mnie postapokaliptyczny świat „Metra 2033” oraz książki z Uniwersum Metro. Jak widać i tu brak mi ograniczeń.

 

This slideshow requires JavaScript.

 

wywiad opublikowany również na łamach strony www.annajakubczak.wordpress.com

 


Patrycja Smaga (Redaktor Działu Grozy/Grafik) –  Z zawodu grafik, chociaż ani artystką ani projektantem się nie czuje. Posiada aspiracje na ilustratora. Typ osobowości: introwertyk, domator, typ wieczorny, czyli sowa. Inne przypadłości to książkoholizm, serialoholizm, a ostatnio kinomania. Znaki szczególne: duże okulary, nieobecny wzrok, książka w torebce lub w zasięgu ręki. 

 

 

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Anna Jakubczak Administrator
,
Anna Jakubczak vel RattyAdalan (Redaktor Naczelny) – (1994) poetka, prozatorka, publicystka, redaktor naczelna Magazynu Kulturalnego Horyzont oraz organizatorka spotkań autorskich w Książnicy Pomorskiej. Studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami oraz studiów pisarskich na Uniwersytecie Szczecińskim. Współpracuje ze szczecińskim oddziałem Związku Literatów Polskich, Inku Szczecińskim Inkubatorem Kultury, Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach, portalem SilesiaYoung, Wydawnictwem Edgard oraz kilkoma polskimi zagranicznymi organizacjami. Swoją twórczość publikowała w wielu antologiach, zarówno w Polsce i zagranicą. Jest stałą autorką w cyklu poetyckim The Year of The Poet, wydawanym przez amerykańskie wydawnictwo Inner Child Press, kierowane przez Williama St. Petersa. Wyróżniona w II Ogólnopolskim Konkursie im. Jóżefa Bursewicza O Złotą Metaforę za wiersz Przypinka. Autorka tomu poetyckiego Ars Poetica (Londyn, 2013), w przygotowaniu kolejny tom Rozmowy nocą oraz powieść Wiatr nadziei.

1 thought on “Horyzont zza kulis cz.1 – rozmowa z redaktorką działu grozy Patrycją Smagą

Dodaj komentarz