Horrory w latach dziewięćdziesiątych XX wieku

Niektórzy krytycy uważają, że kino grozy w latach 90. XX wieku osiągnęło absolutne dno. Nie było w nim nic odkrywczego czy kreatywnego, a już na pewno nie należało ono do gatunku filmów, które wywołują w nas strach i dreszcz emocji. Slashery mnożyły się na potęgę. Większość horrorów w tamtym okresie zyskała drugą, trzecią, czwartą, a nawet siódmą część. Czasem, jak to, niestety, bywa w show-biznesie, chodziło tylko o to, by zarobić jeszcze więcej pieniędzy. Dobrym przykładem takiego podejścia jest fakt, że „Koszmar minionego lata” z 1997 roku (w reżyserii Jima Gillespiego) rok później ​doczekał się sequelu w​ postaci „Koszmaru następnego lata” (w reżyserii Danny’ego Cannona). Już sam tytuł drugiej części​  wydaje się być nieco prześmiewczy. To właśnie było cechą charakterystyczną kina grozy lat 90. minionego wieku – salwy śmiechu na sali były dla twórców równie ważne, a czasem nawet ważniejsze, niż krzyk przerażenia. Zdaje się, że producenci tamtego okresu doszli do wniosku, że nie będąc w stanie wymyślić już nic nowego, zachęcą widza do obejrzenia ich filmu z elementami komediowymi. Tak stało się popularne wyśmiewanie wszystkiego i wszystkich, żarty z utartych schematów i jeden wielki teatr groteski.

 

Wes Craven, jeden z najbardziej rozpoznawalnych twórców gatunku, który zyskał sobie rozgłos „Koszmarem z ulicy wiązów” z 1984 roku, bezpruderyjnie wplatał w swoje produkcje coraz to więcej elementów komediowych, aż w końcu w 1996 roku powstał „Krzyk”. Film opowiada o nastolatce pogrążonej w żalu, po tym jak jej matka zostaje brutalnie zamordowana. Mimo tragedii główna bohaterka, Sidney, znajduje oparcie w swoich przyjaciołach i chłopaku (a przynajmniej takie ma wrażenie). W ich miasteczku dochodzi jednak do kolejnej zbrodni – ginie uczennica liceum, do którego uczęszczają bohaterowie, a ludzie zaczynają panikować. Wkrótce staje się  jasne, że w okolicy grasuje seryjny morderca. Zdaje się, że szczególnie upatrzył sobie właśnie Sidney, którą kilkakrotnie próbuje, w dość spektakularny zresztą sposób, zabić. 

Film został stworzony, by wyśmiać utarte stereotypy. Postaci są więc w przemyślany sposób przerysowane. Główna bohaterka to piękna i dzielna dziewczyna, która potrafi naprawdę mocno kopać w krocze. Ma równie piękną, wygadaną przyjaciółkę, chłopaka, który jest jej niesłychanie oddany, pełen ciepła i wyrozumiałości, a także zabawnego i po uszy zakochanego w niej kolegę. Wizerunek bohaterów jest do tego stopnia komediowy, że  tłumaczą oni widzowi, dlaczego zachowali się właśnie w taki, a nie inny sposób i zdradzają, co się za chwilę wydarzy, przywołując do tego przykłady z innych horrorów.

W „Krzyku” trudno stwierdzić czy to jeszcze horror, a może już parodia. Aktorzy bawią się swoimi rolami, dobrze zdając sobie sprawę z tego, że nie powinni podchodzić do nich zbyt poważnie. Zapewne na tym polega fenomen wielkiej popularności tego filmu. Ciekawostką jest fakt, że Drew Barrymore miała zagrać postać Sidney. Niestety, ze względu na inne zobowiązania nie była w stanie wcielić się w tę rolę. Ostatecznie została nią Neve Campbell, a Barrymore pojawiła się w filmie jako rozhisteryzowana, pierwsza ofiara mordercy, Casey Becker.

Inną odsłoną kina grozy z lat 90. XX wieku są horrory, których fabuła oparta jest na mrocznych, gotyckich powieściach czy komiksach. Niektóre nawiązywały bardziej do kina akcji, inne do romansów, jednak wszystkie były niezwykle estetyczne. Kreowały inny, mroczny świat, który powoli, wraz z rozwojem historii, odsłaniał przed widzem swoje tajemnice. Za przykład takiego filmu niech posłuży „Kruk” z 1994 roku (w reżyserii Alexa Proyasa). W 1978 roku w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę zginęła narzeczona Jamesa O’Barra, Beverly. Mężczyzna długo nie mógł pogodzić się z jej stratą. Swego rodzaju terapią stało się dla niego tworzenie komiksu o tytule „Kruk”. Jedenaście lat później, w 1989 roku, został on wydany i zdobył popularność tak dużą, że pięć lat później postanowiono nakręcić na jego podstawie film. 

Opowiada on historię Erica, który podczas Halloween zostaje brutalnie zamordowany wraz ze swoją narzeczoną, Shelly. Rok później duch mężczyzny powraca na ziemię, by zemścić się na swoich oprawcach. Łącznikiem między światem żywych i umarłych jest tytułowy kruk. Po dwudziestu czterech latach film stał się już klasyką. Niezależnie od tego czy ktoś zna fabułę komiksów O’Barra, na pewno nie będzie się nudził podczas oglądania jego dzieł. Jest ona bardzo klarowna i poprowadzona w taki sposób, że w każdej scenie zmierza do swojego rozwiązania. Nie można pominąć milczeniem wspaniałych zdjęć. Krajobraz pogrążonego w nocy, deszczowego miasta jest nie do podrobienia. Dzięki temu widz doskonale wczuwa się w jego klimat.

W filmie główną rolę zagrał Brandon Lee, który niestety stracił życie w czasie jego kręcenia, został zastrzelony na planie. W scenie, gdy Eric wchodzi z zakupami do domu bandyci, którzy wdarli się do niego siłą, strzelają do bohatera. Broń aktorów miała być nabita tylko ślepakami, ale jeden pistolet był naładowany ostrą amunicją i to właśnie od niej zginął Lee. Zmarł w przeddzień swojego ślubu z pisarką Elizą Hutton. Do dziś istnieje wiele teorii spiskowych co do tego, czy był to tylko nieszczęśliwy wypadek czy też zamach. Nie wdając się jednak w tego rodzaju dywagacje, jedno jest pewne – tragedia ta pomogła filmowi w osiągnięciu sukcesu marketingowego. Poza tą niespodziewaną śmiercią na planie miały miejsce także inne wypadki. Jedna z ciężarówek spłonęła, stolarza poparzył prąd, samochód przypadkiem wjechał do studia, a jeden z członków ekipy przewiercił sobie rękę. Wszystkie te dziwne i straszne wydarzenia, które towarzyszyły produkcji, niewątpliwie przyczyniły się do tego, jaką stał się obecnie legendą. 

Innym przykładem gotyckiego romansu, będącym kasowym hitem, jest z 1992 roku „Dracula” w reżyserii Francisa Forda Coppola, któremu udało się stworzyć receptę na doskonały film o wampirach. Młody prawnik jedzie do swojego klienta w Rumunii, by sfinalizować zakup ziemi na Wyspach. Okazuje się, że książę, który jest jego gospodarzem, to nieśmiertelny Vlad Dracula. Więzi on prawnika w swoim zamku, a sam płynie do Anglii, by rozpocząć tam nocne łowy i zdobyć serce ślicznej Miny, która niezwykle przypomina tragicznie zmarłą ukochaną Draculi, Elisabete. Z taką fabułą „Dracula” musiał się sprzedać. Coppola nakręcił horror, którego magia polega na wzbudzeniu w widzu przedziwnej tęsknoty za czasami, gdy jeszcze wierzono w diabły, a z mroku równie dobrze jak złodziej mógł się wyłonić najprawdziwszy wampir. Czasami, które nam – dzieciom wszechobecnej informacji, zdają się być, dzięki swym tajemnicom, bardzo romantyczne. Dodajmy do tego, że obsada składała się z wielu wywołanych gwiazd, takich jak Gary Oldman, Winona Ryder, Keanu Reeves czy Anthony Hopkins. Dracula jest obrazem, który pobudzał wyobraźnię milionów kobiet. Piękny i poruszający nadał kształt współczesnemu wampirowi, który od tej pory stał się eleganckim arystokratą, spacerującym nocą po ulicach Londynu. 

Podsumowując: stwierdzenie, że kino lat 90. XX wieku jest do niczego, to duże uproszczenie. Jak w każdej dekadzie powstały filmy bardzo dobre i tragiczne. Ani o jednych ani o drugich nie powinno się zapominać, są bowiem obrazem swoich czasów. Pokazują, jaka panowała wtedy estetyka, czego się bano, a co ludzi bawiło. Wskazują na problemy, z którymi mierzył się świat. Nierzadko są one do dziś zaskakująco aktualne.

Fotografia, źródło: Pixbay.

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marta Marek Contributor
Szef Działu Grozy w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Marta Marek – Pochodząca ze Śląska studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Miłośniczka kryminałów i kina grozy. W wolnym czasie amatorsko zajmuje się fotografią. Od września zajmuje się szeroko pojętą tematyką grozy w Redakcji Magazynu Kulturalnego „Horyzont”.
follow me

Dodaj komentarz