Głowa do góry, czyli „Beatiful Lies” Birdy (2016)

Jesień to czas robienia zapasów na zimę. Moje zapasy tekstów powoli się kończą, więc pora powrócić do pisania. Mam nadzieję, że cieszycie się, bo to oznacza więcej naszych rekomendacji, a co za tym idzie – więcej propozycji muzyki dla Was.

Poprzedni rok przyniósł na rynku muzycznym dwa komercyjne albumy, o których opinię przedstawię Wam w tym miesiącu. Tak się składa, że oba należą do dorobku artystek, pochodzących z Wielkiej Brytanii, które wprost uwielbiam. Pierwsza z nich, Birdy, właśnie staje na linii startowej. Z jakim wynikiem zakończy swój bieg? Beatiful Lies to już trzeci album w karierze młodziutkiej Jasmine. W mojej kolekcji znajduje się jej poprzednie dzieło, Fire Within z 2013 roku – to jeden z moich ulubionych krążków! Dlatego też poprzeczka została zawieszona wysoko. Pozostaje jednak pytanie – czy artystka podołała i spełniła moje oczekiwania muzyczne?

Pierwszy kontakt z danym albumem jest najważniejszy. Początkowe brzmienia trochę mnie zaskoczyły – Growing Pains zawiera bowiem chórek i orientalnie brzmiącą linię melodyczną. Od razu stało się jasne, że Birdy kroczy naprzód w swojej twórczości. Nie miałem co prawda bezpośredniej styczności z jej debiutanckimi utworami, ale widać, że z każdym kolejnym krążkiem ustalała swój własny styl, rozwijała się w sposób unikalny. Głos Birdy i jej kompozycje są dla mnie czymś nowym. I za to głównie ją cenię. Nie stara się być kimś inny – śpiewa i nabiera doświadczenia we własnym nurcie. No dobra, przesadziłem. Mimo że jest to muzyka popularna i cały czas kręcimy się po znanym nam obszarze, to znajdziemy też sporo jej własnej, niepowtarzalnej niezależności. Moje klimaty, mówię Wam, moje klimaty!

Przygoda z tym wydawnictwem zabierze Wam około godziny – pięćdziesiąt parę minut to naprawdę dobry wynik jak na zwykłe, standardowe wydanie płyty. Czternaście utworów, które nie mogą się mylić. Czy znajdą się tu jednak jakieś przeboje? Zależy co rozumiemy pod definicją tego słowa. Jeśli szukacie czegoś z głównego nurtu, to polecam utwory Keeping Your Head Up lub Lifted. Zarekomendowałbym współpracę z Rhodesem, dzięki której możemy odsłuchać kompozycję zatytułowaną Let It All Go, ale znajdziemy ją tylko na krążku brytyjskiego wykonawcy. Sęk w tym, że do dzieła Birdy trzeba podejść od innej strony. Nie można porównywać go do dorobku sław i gwiazd znanych z radia czy Internetu, bo na ich tle nasza dzisiejsza bohaterka prezentuje się dość skromnie (przynajmniej u nas). Nie jest to jednak związane z kwestią niższego poziomu artystycznego, a raczej sprawą wspomnianej unikalności głosu artystki. Jest po prostu inny. Nie gorszy – inny. Dwa słowa: Save Yourself, czyli ścieżka numer dwanaście.

Sama artystka stwierdza, że sporo nauczyła się przez te lata, z czym trudno nie zgodzić się, obserwując jej muzyczną karierę. Początkowo omijałem utwory brytyjskiej piosenkarki szerokim łukiem (przyznaję), jednak później je pokochałem. Czy teraz czuję to samo w stosunku do Beatiful Lies? Nie. Mimo iż przebija się tu postęp i większa odwaga w śpiewaniu, to nie ukrywam, że o wiele bardziej podobał mi się jej poprzedni krążek. Być może to ja zasiedziałem się w miejscu, podczas gdy świat ruszył naprzód… Ale to już rozsądzi kolejny album Birdy, na który przyjdzie mi czekać ze dwa lata. Jednak czekam na niego z niecierpliwością!

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marcin Jabłoński Contributor
Szef Działu Kultura, Szef Działu Muzyka w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Urodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Warszawie, obecnie mieszka w jej okolicach. Studiował m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie otrzymał tytuł magistra na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Z pisaniem na poważnie związał się w 2006 roku, kiedy rozpoczął współpracę z dużym polskim serwisem o grach niezależnych. Następnym jego krokiem było założenie własnego bloga (a nawet dwóch), gdzie w sposób radośnie nieskrępowany dodawał wpisy o grach, książkach i muzyce. Fan muzyki i gier w ogóle, ale zwłaszcza twórczości niezależnej – nie pogardzi też czymś do czytania. Potrafi przez trzy dni słuchać tej samej płyty, co może nie jest zbyt produktywne, ale ten typ już tak ma.
follow me

Dodaj komentarz