Dwa oblicza miasta w poezji Marty Mollendo Pilszczek i Alicji Zemanek – kontrast dopełniający obraz: malowniczość podwórek i ascetyzm blokowisk

Prezentacja powyższego tematu nieprzypadkowo opiera się na zastosowaniu kontrastu, dzięki któremu, poprzez odpowiednio dobrane zestawiania można pewne aspekty uwypuklić i ukazać w całej jaskrawości przeciwieństw. Przedmiotem rozważań są poetyckie obrazy miasta i jego mieszkańców, spostrzeżenia ujęte w wyznania liryczne i balladowe wątki, czasem nawet przybierające formę listu. Choć większość dotyczy sytuacji z ostatniej dekady ubiegłego wieku, to na podstawie obserwacji ówczesnego życia i funkcjonowania w takim wyjątkowym (o historycznej zabudowie z silnym dążeniem ku nowoczesności) mieście, jakim jest Kraków, można poczynić pewne uogólnienia. Zauważyć można bowiem i tu wszystkie typowe oznaki samotności w wielkich aglomeracjach, choćby nie wiem jakie miały atrakcje. Temat realizowany jest w oparciu o wybrane wiersze Alicji Zemanek z tomu Wakacje w Krakowie (1991, Wydawnictwo Krakowskiego Domu Kultury) i Marty Mollendo Pilszczek z tomu Podwórka (2009, Wydawnictwo Domini). O moim pozytywnym wyborze, że właśnie poezja tych dwu Poetek została poddana analizie, zdecydowały następujące aspekty:

1. przedmiot zainteresowań – dwudziestowieczny Kraków i jego mieszkańcy

2. sposób obrazowania – na poziomie świata przedstawionego optymalnie zsynchronizowany, choć z pozoru dualistyczny, czasem z wyraźną przewagą elementów realistycznych lub magicznych, w skrajnych przypadkach:

2.1. bardzo realistyczny – plastyczny i wnikliwy, wyodrębniający z całości znaczące szczegóły po to, by przez odpowiednie zabiegi kompozycyjne nadać im specjalną rangę i odnieść się za ich pośrednictwem do prawd uniwersalnych; żeby uniknąć nieporozumień w dalszej analizy pragnę we wstępie podkreślić, w jakich podwójnych znaczeniach używane będą słowa malowniczy i ascetyczny:

2.1.1. malowniczy

2.1.1.1. efektowny pod względem malarskim

2.1.1.2. opisujący, odtwarzający coś barwnie, malarsko czyli plastycznie

2.1.2. ascetyczny

2.1.2.1. postawa charakteryzująca się odrzuceniem wygód i przyjemności; oszczędność

2.1.2.2. powściągliwość w treści

2.2. poetycki – silnie zmetaforyzowany i stylizowany język, warunkowany formą wiersza wolnego, z licznymi odniesieniami do sfery sacrum i tendencją do animizowania świata przyrody.

Ponieważ w mniejszym artykule, oprócz zjawisk typowych dla tematyki poezji związanej z mieszkańcami miasta, omawiane są także zagadnienia urbanistyczne, np. dotyczące budownictwa, muszą pojawiać się takie terminy architektoniczne jak: kamienica1, dziedziniec2, podwórko3, blokowisko4, które w języku potocznym mają niekiedy bardzo odległe znaczenia i wywołują różne, czasem, wręcz odmienne konotacje. Warto sobie z tego zdać sprawę jeszcze przed lekturą proponowanych utworów, gdyż nasycona emocjami poezja

tak istotnie zmienia wizerunek miasta, że np. kamienica lub brama może mieć w niektórych środowiskach bardzo pejoratywne odniesienie. Dla krakowskiej poetki Marty Pilszczek (przydomek literacki Molendo), te wyżej wymienione terminy architektoniczne to poniekąd słowa klucze. Krakowska poetka jest bowiem z wykształcenia architektem, projektantem wnętrz i witraży. Jest także absolwentką Studium Literacko-Artystycznego przy Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego; jest autorką następujących książek:

  • Podwórka (2009) Wydawnictwo Homini

  • Być ze sobą pod nieboskłonem (2011) Wydawnictwo Homini

  • Styki (2013) Wydawnictwo Homini

  • Księga jednego wiersza (2016) Wydawnictwo Austeria

Natomiast Alicja Zemanek jest z wykształcenia biologiem, historykiem nauk przyrodniczych, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, pracownikiem Muzeum Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ta krakowska poetka debiutowała w 1987 r. w Poezji i jest autorką następujących książek poetyckich:

  • Dzień w którym zniknęłam (1990)

  • Wakacje w Krakowie (1991)

  • Podobni do zagajnika olch (1993)

  • Modlitwa do tęczy (1996)

  • Ścieżki Ogrodu Botanicznego (2000)

  • Medytacje o zmierzchu (2001)

  • Nikt nie zbiera rajskich jabłuszek (2015)

Ascetyzm krakowskich blokowisk – świat przedstawiony w poezji Alicji Zemanek

Tom poetycki Wakacje w Krakowie wydany w 1991 roku zawiera 29 wierszy, w zasadzie ułożonych tematycznie na przemian prawie w równych proporcjach: połowa z nich to wiersze związane z Krakowem jako wielkim miastem i z poczuciem osamotnienia w nim, druga połowa zawiera utwory o problematyce związanej z przemijaniem, domem rodzinnym, podróżami, wyjątek stanowi jeden wiersz pt. Antoni Kępiński. Książka zadedykowana Mamie (swoje stare wędrowanie po Krakowie ofiaruję) nawiązuje do czasów, gdy młoda Autorka, studiująca na Uniwersytecie Jagiellońskim, była jeszcze silnie związana z domem rodzinnym, a ponieważ pobyt w Krakowie traktowała jako własny odpowiedzialny wybór, starała się to zabytkowe miasto (w ścisłym centrum, z silną tendencją do rozrastania się w postaci noclegowni-blokowisk na obrzeżach) oswoić dla siebie, dostrzegając nawet jego ukryte walory. Przede wszystkim jednak demaskuje mit o Krakowie jako mieście sprzyjającym turystyce, w gorzkich (od chronicznej samotności) monologach wyjawia wady pobytu w wielkim mieście w czasie wakacji. W lirycznych wypowiedziach oscyluje między tęsknotą a próbą zadomowienia. Do analizy sposobu przedstawienia miasta, które nie jest rodzinnym miastem Autorki, zostało wybranych siedem wierszy, w których Alicja Zemanek z rozmysłem realizuje swoje poetyckie światy jako te, które immanentnie muszą być przefiltrowane przez doznania podmiotu literackiego. A że w Wakacjach w Krakowie robi to konsekwentnie, wykorzystując własne doświadczenie życiowe, możemy uznać, że podmiot liryczny jest wyrazicielem postaw i sądów samej Poetki.

Liryka osobista w kontekście zderzania się z oporną materią, jaką jest życie w nowoczesnych aglomeracjach, może być interesującą co najmniej z dwu powodów: po pierwsze jako wyznanie musi przynieść odzew – może spowodować refleksje współczucia lub odrzucenia, po drugie poprzez nasycenie emocjami każdy taki monolog zyskuje status autentycznego przeżycia i może przynieść tylko jeden oczekiwany rezultat na poziomie przeżycia intelektualno-estetycznego – tej głębokiej kontemplacyjnej akceptacji, którą może wywołać tylko bardzo dobra poezja. Przyglądając się zatem miastu, i temu kto o nim się wypowiada w wierszu pt. Z lotu ptaka, pamiętajmy, że Autorka jest z wykształcenia biologiem. Zatem oryginalne porównanie mogło jej przyjść łatwiej niż innym, choć często potocznie mówimy, że coś przenika do krwi:

Z lotu ptaka miasto

wygląda

jak plamka krwi

pod mikroskopem

z drobnymi komórkami podwórek

i cisza drapieżnych bakterii.

Innymi słowy można powiedzieć, że w miasto się wrasta. To tyle i aż tyle w kwestii odczuwania miejskiego życia i patrzenia na nie z dystansem:

Z lotu ptaka widać

że to miasto

krąży w mojej krwi

i pędzą domy w moich rękach

jak młode listki

Skoro tak, to bez miasta żyć się nie da, tym bardziej, że:

W środku serca jest rynek

z którego odchodzą ulice

we wszystkie strony

jesieni.

W tym przypadku obraz miasta jest dynamiczny, a tętniące w nim życie zespolone z podmiotem lirycznym, to miasto (zaimek jest tu bardzo znaczący i pochodzi z wiersza) z rynkiem w środku serca przez arterie-ulice pozwala wszechstronnie dojrzewać, dorastać. Czy jednak zawsze taki sam entuzjazm towarzyszy podmiotowi literackiemu? Zaobserwujmy, co się dzieje w kolejnym wierszu Wakacje w Krakowie I już na samym początku:

Dzień po dniu

spędzałam

w skalnej pustyni

wielkiego wieżowca

Co prawda miasto nadal śpiewa piosenkę, ale ona jest szara jak codzienność. Odległa i pełna marazmu, ponieważ podmiot zamieszkał tam:

gdzie nie dochodził

zgiełk tygodni

ani godzin

stukających

o bruk podwórek.

Ascetyczność życia w bokowisku wyraża złożona przenośnia: w skalnej pustyni wielkiego wieżowca. Bardzo ciekawą, kontrastującą z poprzednią metaforą, jest animizacja, nawet więcej personifikacja odgłosów aktywnego życia, zabieganych mieszkańców, wyrażona jako godziny stukające o bruk podwórek. Jeszcze więcej wrażeń spostrzeżeń w aspekcie egzystencjalnej samotności przynosi lektura następnego lirycznego wyznania Alicji Zemanek Wakacje w Krakowie II. Już sam początek jest intrygujący, ponieważ jest guasi-rozmową ze ścianą:

Wieczorem ściana

przemówiła do mnie

z samotności

głosami

codziennych zdarzeń

które wchłaniała

od tylu lat.

Oto jaki dialog pozostaje wrażliwym mieszkańcom noclegowni-blokowisk, w których prawie każdy mieszkaniec jest samotny jak satelita krążący wokół własnej orbity, ciekawa jest w tym przypadku personifikacja ściany, która się zwierza obcej osobie. W języku polskim wyraźne konotacje ma stwierdzenie: mówić do ściany na oznaczenie, że nie ma słuchaczy. W każdym razie podmiot literacki w tym wierszu, a tytuł jest jednoznaczny: Wakacje w Krakowie II, nie spędza wieczoru w gronie przyjaciół w kawiarence np. w Rynku Głównym lub na Kazimierzu, tylko podsumowuje, że być może wielokrotnie spędzał samotne wieczory w odstraszającym mieszkaniu na wysokiej kondygnacji, jakby był więźniem przypisanym do jakiejś celi:

Słuchałam naszego życia

uwięzionego w ścianie

wśród ścieżek wyżłobionych

codziennym dreptaniem zegara

bloki napełniały się niebem

i rozkwitały na trawnikach

papiery późnego lata.

Poetka, dzięki zastosowaniu w tym wierszu opozycji: dzień to niebo i życie, noc to piekło i koszmar, dokonuje wyjątkowej syntezy, gdy stwierdza, że bloki napełniały się niebem. Potrzebę codziennej aktywności mieszkańców tego bloku podkreśla ostatni z obrazów, gdyż wpleciony do monologu upływ czasu z rutyną większości działań życiowych, wyrażony piękną metaforą: wśród ścieżek wyżłobionych / codziennym dreptaniem zegara, wyraźnie sugeruje, czemu takie zamieszkiwanie służy. Po zapoznaniu się z treścią tych dwu wierszy, możemy postawić pytanie: czy zatem tytuł jest adekwatny do treści? Niewątpliwie celowo stoi w opozycji do niej, żeby podkreślić, że czas jednostki wypełnia się zgoła innymi treściami niż ten ogólny, stereotypowy, przypisany do kalendarza. Ten stan osamotnienia z jednej strony i wyobcowania, gdy jednak w blokowisku obok siebie na jednej kondygnacji mieszka wiele rodzin, dobrze oddaje kolejny utwór, pt. Głosy. To bardzo dobrze, że dzięki kompozycji wiersza do końca nie wiemy, czy to dolatujące odgłosy czy też może strumień świadomości mieszkańców wielkiego miasta do nas przemawia. Zgiełk wielkiego miasta przycicha dopiero wtedy, gdy: ciemność / osiada na szybie i dopiero wtedy:

miłość i śmierć

podróżują w ciszy

wśród szaf krzeseł

i zimnych ścian

wielkiego miasta

W nowoczesnych bokowiskach miłość i śmierć są tematem niepożądanym, oba stanowią tabu, podkreśla to metafora zimne ściany ( w tym przypadku przymiotnik zimne to nie epitet), które w tym utworze oznaczają brak więzi małżeńskich i rodzinnych. Czy jest zatem jakaś normalność w życiu mieszkańców miasta? Dlaczego zamieszkują miejsca tak nieprzyjazne? Na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi w poezji Alicji Zemanek, ponieważ Jej poezja jest bardzo osobistym dziennikiem z pobytu w Krakowie, tego związanego z nauką i pracą, i tego odświętnego, gdy nadchodzi dzień odpoczynku. W wierszu pt. W niedzielę występują dwie opozycyjne sfery sacrum i profanum, które w życiu człowieka od zarania dziejów przenikają się i pozwalają mu na zachowanie względnej równowagi psychicznej. Na samym początku pragnę zwrócić uwagę na ogólny nastrój wiersza lub jego ton. Nie jest ani patetyczny ani podniosły, a jednak w jakiś uroczysty sposób, bardzo poetycki, proszę zwrócić uwagę na liczne metafory, ukazuje piękno kościołów, nie jako dzieł sztuki, ale świątyni. Co się dzieje z Krakowem w niedzielę? Z wielkim miastem, które zwykle wygląda szaro i nieciekawie:

Na co dzień drzewa

zwyczajne domy

szare poletka dachów

w drodze po chleb.

Dostępuje oczyszczenia, gdy

spadają z deszczem

krople święconej wody

zmieszane

z piekielną siarką

dwudziestego wieku.

Bardzo sugestywnym poetyckim obrazem są kościoły unoszące się w powietrzu. Przywodzą niewątpliwie na myśl malarstwo Marka Chaglla i przypominają, że Stare Miasto ma wiele pięknych budowli sakralnych, które dzięki wiernym nie zamieniły się tylko w muzealny zabytek. Dokonując bardzo syntetycznego obrazu codziennej rzeczywistości Alicja Zemanek wymienia w sobie tylko widomej kolejności najważniejsze elementy miejskiego krajobrazu Starego Miasta: drzewa / zwyczajne domy / szare poletka dachów / w drodze po chleb, po to by odwołać się rolniczej tradycji. Rozpoczyna od drzew, a więc miasto, w którym spędza wakacje, to nie tylko skalna pustynia wielkiego wieżowca. Uwagę Poetki przykuwają Błonia. Otóż mieszkając w Krakowie, można wysłać przyjaciołom majową pocztówkę, podpisaną zupełnie jak tytuł kolejnego wiesza Dmuchawce na Błoniach:

Pod koniec maja miasto

to pole dmuchawców

Uciekający w przeszłość

uśmiech zmęczonej gazety

I znów aż kusi, żeby przywołać do tego malarskiego poetyckiego obrazu latające postacie z obrazów Marka Chaglla. Metafora wyrażona frazą: W ciszy poranka ptasi krzyk / rozpadających się kamienic uzmysławia, że miasto Kraków też nadweręża ząb czasu, ale na szczęście cykl przyrody powoduje odrodzenia, czemu towarzyszy ożywienie nie tylko w przyrodzie:

Pod koniec maja przekwitają dachy

Znikają domy rozsiewane wiatrem

Powiew wieczoru odrywa nasze cienie

jak stare papiery

Na spadochronach mlecze

unoszą ulice ku niebu

W kolejnym wierszu tytułowy Dmuchawiec urasta do rangi symbolu: Tym razem wyjątkowa poetyka Alicji Zemanek sprawia, że ani przez chwilę nie zastanawiamy się na prawdą i fałszem postawionej na początku wiersza tezy, że Dmuchawiec jest dowodem / na istnienie duszy, tylko zauroczeni konsekwentnym obrazem mikrokosmosu świata przyrody zatopionego w wielkim przemysłowym mieście, cięższym od ołowiu, chłoniemy tę unikatową wypowiedź jakby była objawieniem tajemnicy istnienia. Dzięki obcowaniu z przyrodą na krakowskich Błoniach poetka odzyskuje harmonię i spokój oraz mimo woli wkracza w sferę sacrum, gdyż przyroda przypomina Jej o istnieniu duszy /jak spadochron wyzwolonej, także ze strachu przed ciemnością / spalającą na popiół.

Jak widać z przytoczonych przykładów świat przedstawiony w poezji Alicji Zemanek w żaden sposób nie jest zachęcający do naśladowania, a tym bardziej nie sprzyja robieniu planów na temat świetlanej przyszłości w wielkim mieście. Krakowskie bokowiska odstręczają mieszkańców nie tylko swoim nadmiernym ascetyzm, ale przez zbytnie zagęszczenie i nagromadzenie negatywnych bodźców, działają depresyjnie. Odstręczają lokatorów, choć termin blok aż do końca lat 80. XX w. miał pozytywny wydźwięk, gdyż Polacy po latach oczekiwania, marzyli o przeprowadzce. Dlaczego tak się stało? Architektonicznie blok to przecież duża i solidna bryła, która jest wytrzymała, a wyrwanie budynków wielorodzinnych z pierzei ulic i placów miało dać przestrzeń odpoczynku i prywatności. To, że stało się jednym z powodów anonimowości i atomizacji społeczeństwa postindustrialnego, to już znacznie późniejsza historia. Proszę pamiętać jednak, że samotność i osamotnienie to dwa różne stany psychospołeczne, podobnie jak wyobcowanie i wykluczenie, a nadwrażliwy podmiot literacki wszędzie będzie miał problemy z adaptacją.

Malowniczość podwórek – świat przedstawiony w poezji Marty Mollendo Pilszczek

Tom poetycki Marty Mollendo Pilszczek Podwórka wydany w 2009 roku zawiera 47 wierszy, ujętych w 7 cykli, najwięcej utworów zawierają Sekrety i In memoriam. Tytuły wierszy są wieloczłonowe: zawsze składają się z nazwy ulicy i numeru kamienicy – nazwy ulic są prawdziwe, numeracja na ogół wymyślona. We wstępie do książki napisanym przez Autorkę czytamy: Przy ognisku tętniło plemienne życie.(…) Podwórka to pozostałości po ogniskach. Jeszcze czasami ludzie gromadzą się tu z oczekiwaniami, z konieczności lub potrzeby, a kiedy tak się dzieje, to nie ma tu miejsca na udawanie czy nieprawdę. (…) Czas pędzi, a podwórka ciągle istnieją… (…) Bywają bardzo różne, tak jak różni są mieszkańcy oficyn i małych kamieniczek. Poprzez własne niepowtarzalne tajemnice są jakby zaczarowanymi komórkami tkanki miasta. Na okładce, chcąc jak najlepiej wypromować książkę, Wydawca napisał, że: zza kamuflażu uniwersalnego losu wszystkich podwórek świata wygląda stary Kraków, Kazimierz, Podgórze. (…) Kraków odwieczny i odchodzący. Piękny i brudny. Ukochany i straszny. W całej harmonii wszystkich sprzeczności. (…) Każde podwórko to mikrokosmos. Jasny lub mroczny. Żywy lub opustoszały. Drugie oblicze miasta – zupełnie inne niż w poezji Alicji Zemanek – będzie się systematycznie dopełniać po lekturze kolejnych utworów Marty Mollendo Pilszczek. Wędrówkę po często zapomnianych zakątkach Krakowa rozpoczniemy od obserwacji ulicy i podwórka z Kazimierza, którego poetycki obraz stworzyła autorka w wierszu Miodowa 14 – Podwórko z przestrzenią. Niewątpliwie jest taki obraz Krakowa, który stale fascynuje Martę Mollendo Pilszczek – to stara przedwojenna zabudowa – bardzo zwarta – często ciasna, bo wszystko kiedyś musiało mieścić się w obrębie murów obronnych:

Małe podwórko –

ogrzewane rodzinami kotów

przytulonych do kamiennych płyt.

o zwartej szeregowej zabudowie z podziałem na dwie części – frontową (kamienica) oraz podwórkową (gospodarstwo), która zabudowana przyległymi oficynami była często tylko wąską studnią:

Marzy o podmuchach wiatru.

Musi się zadowolić trzepaniem powietrza

na skrzydłach gołębi.

Zastosowane środki artystyczne są w tym wypadku nad wyraz proste, polegające na animizacji małego podwórka, na które Poetka przenosi wszystkie niedogodności mieszkańców i przestrzeni, która nie spełni oczekiwań, bo dzięki paradoksalnemu zakończeniu w poincie utworu zadławi się stęchlizną.

A kiedy przyjdzie nowe i zburzy ściany,

To pojawi się Przestrzeń.

Nieprzyzwyczajona – zadławi się.

Mimo wszystko czasem ten ponury zalatujący starością miejski pejzaż rozświetla jakaś magia:

Zdarza się,

że słońce zatrzymuje się

na wybłyszczonych starością parapetach.

Wtedy to jest dopiero święto.

Na pewno nie jest to idyllicznie malowniczy obraz, raczej naturalistyczne ukazanie trzewi tego, co ukrywa fasada, ale mimo wszystko poprzez odpowiednią kompozycję poetka uzyskuje pewien rodzaj harmonii między tym, co doskwiera: ograniczona przestrzeń z pełna dymu i sadzy z podfruwającymi głębiami i rozleniwionymi kotami, a tym, co czyni życie przyjemniejszym:

Czasem wystarcza mu temperatura rozmów,

odbijających się

od przeciwległych ścian,

koncert Ravela

Kamienica zatem to wielofunkcyjny obiekt architektoniczny, posiadający miastotwórczy parter, indywidualizującą elewację frontową, bramę – łącznik świata sąsiedzkiego z publicznym i podwórze socjalizujące mieszkańców. Natomiast kamienice krakowskie Starego Miasta określane są jako odrębne zjawisko kulturowo-społeczne i architektoniczne, funkcjonujące w dawnych wiekach głównie w obszarze wyznaczonym przez mury obronne miasta. Krakowski kompleks urbanistyczny jest największym w Polsce zespołem kamienic czasów staropolskich, wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Czas największej ewolucji urbanistycznej w Krakowie to wiek XIV – w tym okresie pojawiła się zabudowa szeregowa z podziałem na dwie części: frontową (kamienica) oraz podwórkową (gospodarstwo). Lektura utworu Paulińska 3 – Podwórko z galerią rozmaitości na pewno nie przyniesie rozczarowania temu, kto chciałby dokładnie wyobrazić je sobie stojąc w środku, ponieważ każda kolejna zwrotka przynosi bardzo wyważony opis kolejnej ściany, emocjonalnie przefiltrowany w ten sposób, że podwórko jawi się jako żywy organizm, w przeważającej części podlegający starzeniu się i umieraniu:

czterościenna galeria

na nieświeżym powietrzu

od wschodu umarła

ukrzyżowana deskami przybitymi do okien

tynk samodzielnie pokazuje archeologię

minionej świetności

dopiero ostatnia ściana jest zapowiedzią radości i wzrostu:

szeroko rozpięta na linkach i donicach

obiecuje że świat może piąć się w górę

pachnąc kolorami

Z tym optymistycznym obrazem przynajmniej jednej ze ścian podwórka przy ul. Paulińskiej 3 kontrastuje widok Podwórka fragmentarycznego przy ul. Warszauera 4:

 

Kiedyś kamienica się zawaliła.

Ze starości.

Został tylko szkielet,

frontowa ściana

i jedna podłoga.

Co żyło – zdążyło uciec.

Ale nie do końca! Z tym rumowiskiem, podobnie jak z innymi zdewastowanymi kamienicami i podwórkami splata się los mieszkających na stałe lub czasowo, legalnie lub nie, lokatorów:

Jędrek spał tam snem pijackim.

Śniło mu się,

że jest nad morzem.

Ileż tam było jasności!

I jeszcze huk przypływu!

Przed południem

zachciało mu się

popływać.

Zanurkował

prosto w rozłupane fale.

Owa ironia losu, skazująca pijanego Jędrka na śmierć jest kanwą opowiastki o kamienicy, nie wiadomo komu bardziej współczuć: gruzowisku, że pogrzebało człowieka, czy człowiekowi, że otumaniły go wódczane mamidła, a Marta Mollendo Pilszczek ciekawie komentuje okoliczności tego wypadku: Ileż tam było jasności!/ I jeszcze huk przypływu! Ten sugestywny opis scenerii, podkreślony przez partykułę i wyraz dźwiękonaśladowczy, nie pozostawia żadnych wątpliwości, że było bardzo dramatycznie, ale jak widać los niektórych lokatorów wiąże się z kamienicami w przysłowiowy sposób „na śmierć i życie”, bo ciągnie ich w niebyt za sobą. Na szczęście niektóre, nieliczne wybrane podwórka czeka lepszy los, np. przy ul. Jakuba 9 jest Podwórko zmodernizowane, ale nie wszyscy mieszkańcy stojących wokół niego kamienic są z tych nowoczesnych zmian zadowoleni, pomniejszają teraz jego wady:

To nieprawda, że było tak źle.

Zaduch, ale od czego są spacery?

Ciasno, ale inni mieli gorzej.

Naprzemienny jazgot z okien –

zawsze można było zamknąć.

Nawet Mięśniak

stał się trochę inny.

Sugerują, że wiele zmian odbyło się bez ich akceptacji, a najgorsze co mogło się stać, to fakt, ze wraz ze zburzeniem starego muru legła w gruzy cała podwórkowa historia, a wraz z nią zagubiła się tożsamość jego bywalców i odrębność tego miejsca:

Wcale nie chciałeś,

aby zburzyli ten obrzydliwy,

wysoki, ciemny,

WSPANIAŁY, UKOCHANY MUR,

na którym były zapisane wszystkie imiona

oraz historie miłosne.

 

Z nowym rozjarzonym szklanym światem przyszła obcość, która jest nachalna i bezwstydna:

 

Błyszczy tam teraz neonami

inny świat.

Przeszklone ściany pokazują obcych.

 

Wdzierają się do ciebie

pomiędzy jedenastą a dwudziestą drugą.

 

Wiersz Krakowska 2 – Podwórko ze starością jako jeden z niewielu posiada podmiot zbiorowy i są nim lokatorki, jak trzy Mojry zajęte robótkami ręcznymi, Adela, Tekla i Klotylda, które na tym podwórku zestarzały się, zawsze będąc ze sobą w dużej zażyłości:

 

Siedziały.

Wszystkie z pretensjami w kokach,

fiokach i koronkach,

na codziennie wynoszonych fotelach.

 

To nic, że włosów ledwie-ledwie,

koronki się sypały,

a pretensje cierpiały na zanik pamięci.

 

W tym czasie, gdy: W dłoniach migotały druty i szydełka, sąsiadki dbając o reputację mieszkańców, spod okularów: mimochodem taksowały każdego / w tunelu bramy. Taką samorzutną, wynikającą ze zwykłej ciekawości, sąsiedzką funkcję kontrolną nad tym, co dzieje się wokół, spełniało także Podwórko z poduchami przy ul. Dietla 11. Tytuł jest wielce frapujący, jakież to poduchy ma myśli Autorka?

Są takie podwórka.

Ożywione pacynkami,

zazwyczaj puszystymi,

co – jak zaistniały,

to tylko od pasa do głowy –

przyklejone do poduch,

bez których parapety

obejść się nie mogą.

Pierwsza zwrotka nawiązując do objazdowych teatrzyków ulicznych, w nader uszczypliwy, kąśliwy sposób charakteryzuje podmiot liryczny, który tylko tym się różni od tego z poprzedniego utworu, że nie wychodzi na podwórko, tylko okiem z okna łypie. Puszyste pacynki rozparte na poduchach:

Wiedzą wszystko,

od Tolka po Franka

i od Hanki aż po chudą Zojkę.

Już dawno weszły im do kuchni,

łóżka i spiżarni.

Wścibska ciekawość nie jest godna pochwały, ale też Marta Mollendo Pilszczek w swoim wierszu jej nie nagradza, wyszydza ją słowami: Przygniecione brakiem innych możliwości / sobie nawzajem tworzą pantomimę. Jakże różne obrazy mieszkańców kamienic tego samego miasta kreuje Autorka: wspólne posiadywanie na podwórku na własnych domowych sprzętach contra wyglądanie z okien na piętrach na podwórze. Powiedzielibyśmy różne strategie zdobywania informacji, różne sąsiedzkie więzi, od sympatii do nienawiści, zawsze jednak oparte o osobiste kontakty. Jak bardzo inne to wspólne od niechcenia przebywanie od anonimowego samotnego życia w ascetycznych bokowiskach. Alicja Zemanek w tomiku poetyckim Wakacje w Krakowie nie pokazała tego pięknego zabytkowego miasta oczami zaintrygowanej i rozentuzjazmowanej turystki, tylko oczami wrażliwej osamotnionej kobiety, którą praca lub nauka albo jedno i drugie zatrzymało w Krakowie. W Podwórku ulatującym przy ul. Rejtana 3 Marta Mollendo Pilszczek w iście malarski sposób jak wytrawny przewodnik po Królewskim Krakowie prezentuje urok starych kamieniczek. Na zakończenie tego poetyckiego spaceru po krakowskich podwórkach zajrzyjmy na ul. Rejtana 3 Podwórko ulatujące. Można stwierdzić, że to typowy (obejmujący dwie pierwsze zwrotki) poetycki opis i że zastosowane metafory nie są ani oryginalne ani szczególne odkrywcze – to taki obrazek, który może narysować już pięcioletnie dziecko, gdy słońce ma oczy i buzię pełną uśmiechu. Natomiast ciekawa i oryginalna jest ostatnia zwrotka, której nostalgiczny obraz dopełnia onomatopeja: kap, kap:

Jeszcze chwila – a podwórko w górę wzleci

przytrzymywane cienką nicią

rynien zasrebrzonych,

z których kap kap

jak na pożegnanie,

kapie deszcz poranny.

Dwa oblicza miasta – malowniczość podwórek i ascetyzm blokowisk – podsumowanie

W podsumowaniu pragnę zwrócić uwagę na fakt, że poetyckie obrazy miasta Krakowa kreowane były przez dwie poetki, których wrażliwość na los człowieka oraz architekturę i przyrodę umożliwiła ich pogłębienie. Dzięki wymienionym umiejętnościom poetki tworząc wizerunek współczesnego Krakowa nie osiadły na mieliźnie banału, nie uprawiały poezji w celu pisania kartek z podroży okiem turysty lub podrasowanych widokówek dla zagranicznych gości, wzniosły się bowiem na wyżyny sztuki, dotarły do sedna (każda w swoim zakresie poszukiwań). W ten sposób czytelnik dostał ciekawe cykle do lektury, a nie pojedyncze utwory i mógł w sposób co najmniej dobry, jeśli choć trochę znał miasto, odnieść się do realiów i świata przedstawionego w utworach Alicja Zemanek i Marty Mollendo Pilszczek. Niniejszy artykuł nie wyczerpuje problematyki kondycji współczesnego człowieka mieszkającego w wielkim mieście, ponieważ nie dotyczy zjawisk sytuujących się w środku kontinuum przestrzeni do- i od-społecznych, np. mieszkańców osiedli wolnostojących domków rodzinnych. Wszystkie poruszone zagadnienia koncertowały się wokół osi: dwa oblicza miasta – malowniczość podwórek i ascetyzm bokowisk – kontrast dopełniający. W ten sposób wyodrębniony został z jednej strony obraz blokowiska z trawnikiem o atrybutach:

  • elewacje ascetyczne na zewnątrz; z założenia identyczne

  • życie mieszkańców toczy się w czterech ścianach

  • wielokondygnacyjne betonowe pustynie

  • izolacja wyobcowanie

  • przestrzenie od-społeczne

z drugiej obraz kamienicy z podwórkiem:

  • ozdabiane fronty przez architektów i ściany podwórek przez lokatorów; w podwórkach oficyny i komórki

  • życie mieszkańców toczy się na podwórku, czasem w bramie

  • podwórka z murami, oficynami i bramami tworzą odrębne mikroświaty

  • tworzenie wielopokoleniowych więzi

  • przestrzenie do-społeczne

Podkreślić w tym miejscu także należy, że poetyckość świata przestawionego i formy przekazu (tych dwu odrębnych światów mieszkańców tego samego miasta) zastosowane przez Poetki są:

  • mocno zindywidualizowane – to poetyckie etiudy przetworzone przez przeżycia podmiotu literackiego ukazanego w formie miniaturowych opowieści o lokatorach

  • bardzo subiektywne – to metaforyzowane obserwacje zawarte w wierszach, których podmiotem literackim są ożywione podwórka, kamienice i świat przyrody

  • intymne – to wyznania zawarte w liryce osobistej jako doznania zarówno o pozytywnej treści jak i negatywnym oddźwięku

Na zakończenie pragnę zwrócić uwagę na pewien aspekt dotyczący pracy badawczej nad poezją współczesną. Otóż w trakcie analizy wybranych wierszy o Krakowie pojawiały się nowe zagadnienia, których rozwiązanie nie jest możliwe na tym etapie ze względu na brak materiałów źródłowych. Potrzebne są badania interdyscyplinarne nad współczesną poezją, która:

  • w obszarze swoich zainteresowań stawia mieszkańca Krakowa nie tylko w aspekcie osamotnienia jako człowieka mieszkającego w wielkim mieście

  • ukazuje Kraków w całym spektrum, począwszy od piękna architektury, poprzez skutki szybkiej urbanizacji z Nową Hutą włącznie, po wady – czyli od zachwytu po rozgoryczenie włącznie

  • jako następczyni Awangardy Krakowskiej stosuje coraz częściej metaforykę mocno stechnicyzowaną, język kolokwialny, istotę poezji upatruje we frazie wolnego wiersza

  • w celu dotarcia do czytelnika wykorzystuje Internet.

 

 

Autor: Magdalena Węgrzynowicz-Plichta


1 miejski budynek mieszkalny, wielokondygnacyjny, murowany z cegły lub kamienia stojący w zwartym szeregu innych domów; w węższym ekonomicznym znaczeniu funkcjonuje jako kamienica czynszowa w odróżnieniu od mieszkań lokatorskich i spółdzielczych

2 wydzielona przestrzeń w budynku, mógł być zamknięty albo otwarty, jego odmianami są: atrium i wirydarz

3 plac przy domu, ogrodzony lub otoczony zabudowaniami, jest pozostałością dziedzińca i pełni rolę użytkową

4 wielki zespół mieszkaniowy, forma urbanistyczna, w której na małej przestrzeni znajduje się duże skupisko bloków, liczba mieszkańców wynosi od kilku do kilkudziesięciu tysięcy

Redakcja Administrator
Magazyn Kulturalny Horyzont – nieformalne pismo internetowe założone 5 września 2015 r. przez dziennikarkę, poetkę i kandydatkę do ZLP Oddział Szczecin Annę Jakubczak. Horyzont ma na celu przekazywanie rzetelnych informacji, zachęcać do rozwoju osobistego i poznawania świata oraz dawać możliwość pokazania się szerszemu gronu poprzez organizowanie spotkań autorskich, wernisaży, slamów poetyckich i innych imprez kulturalnych we współpracy ze Związkiem Literatów Polskich oddział w Szczecinie, Książnicą Pomorską, Starą Rzeźnią oraz Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach.
follow me

Dodaj komentarz