Danielle Helena „Like Sunrise” (2016)

Światełko w tunelu, czyli album „Like Sunrise” Danielle Heleny (2016)

 

            Jesień w pełni! Jakież to szczęście, że znalazłem na Jamendo Music „znośny” album (wiecie, tak tylko piszę) i na dodatek ma on coś wspólnego ze słońcem, którego tak nam ostatnio brakuje…

            Pamiętacie jeszcze zasadę pierwszego utworu? Tę mówiącą o tym, że jak pierwszy kawałek się sprzeda, to reszta już pójdzie? Tak, tę o której powtarzam niemal za każdym razem. Zapomnijcie o niej teraz. Bo tym razem napiszę tak: jeśli przełkniecie jakoś pierwszą ścieżkę, to reszta jest już Wasza. Naprawdę, te dźwięki są… dziwne. Zupełnie nie pasują do reszty. Na szczęście nie trwa to zbyt długo i ze stanu osłupienia (któż to wpadł na tak „genialny” pomysł?) przechodzimy do upragnionego momentu  docelowego.

            Pytanie zatem, jakiż to poziom reprezentuje sobą album Danielle Heleny? Odpowiedź  może sprawić mi nieco trudności. Nie jest to bowiem żadne arcydzieło, co do tego nie mam wątpliwości. Nie oznacza także, że jak już przebrniemy przez intro (tak, to tylko intro!), to artystka będzie się miała czego wstydzić. Zacznijmy od tego, że jest to album pomiędzy muzyką pop i R’n’B, za co warto pochwalić autorkę. Nie jest to może mieszanka zbyt popularna – zazwyczaj ten ostatni gatunek muzyczny nie jest tak często podejmowany. A tu proszę,  kolejna niespodzianka.

            Napiszę więcej – im dalej w las, tym bardziej  płyta zasługiwała na  uznanie. Już druga ścieżka zyskała moją aprobatę, a z każdym kolejnym utworem było coraz lepiej. Aż do samego końca, gdzie uraczeni zostaliśmy podwójnym utworem „Letting Go” – utworem właściwym i powtórzeniem, wstawką oraz przerwą – dwuminutową kompozycją „Letting Go (Interlude)”. Co prawda został na płycie jeszcze tylko jeden utwór, ale artystka to właśnie w tym miejscu postanowiła je umieścić, ponieważ miała na cały album własną wizję, opartą na obrazie podróży przez różne stadia „ciemnego tunelu”. Ta muzyczna wędrówka zaczyna się  więc od ciemności, a kończy na miłości – podobnie jak motyw światełka w tunelu. Nie ukrywam, że artystka trafiła tym ujęciem w moje gusta .

            Jest jeszcze coś, co warto podkreślić, omawiając album. W niektórych utworach pokazano to wprost, pozostawiając jeszcze kilka chwil po wybrzmieniu muzyki.

Można zauważyć, iż dodają one piosenkom bardzo osobistego charakteru, ale najważniejsze jest to, że widać, jak doskonale bawili się muzycy przy realizacji kolejnych fragmentów kompozycji. Jak dla mnie to wystarczająca rekomendacja – oczywiście obok całej reszty, tj. dobrego wykonania muzycznego i wokalnego, czyli elementów niezbędnych, nieprawdaż?

             Solidny wokal, różne style muzyczne (wpadniemy nawet do krainy prawie reggae), energia i styl, a to wszystko za darmo. Nie mam jednak nic przeciwko artystom komercyjnym, nic z tych rzeczy. Widać, że jeszcze wiele zostało do zrobienia. Głównie obawiam się o stan niektórych sampli – reszta moim zdaniem jest w porządku. Nie sposób nie zauważyć, że niektóre  z nich są z zupełnie innej bajki niż gładki głos głównej bohaterki. Jednak nie można widać mieć wszystkiego…

            Mimo wszystko uważam, że warto mieć ten album w swojej kolekcji. Zrozumiem, jeśli niektórzy z Was przejdą obok niego obojętnie. Trzeba mieć w sobie trochę samozaparcia, żeby przesłuchać całość – ale z pewnością opłaci się to wszystkim tym, którzy tego spróbują. Moja rada – oceniajcie go po dowolnym kawałku, byle nie pierwszym!

Ale  koniec gadania, sami się przekonajcie. Poniżej  podaję link, skąd można pobrać album:

https://www.jamendo.com/album/158365/like-sunrise

 

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marcin Jabłoński Contributor
Szef Działu Kultura, Szef Działu Muzyka w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Urodził się pod koniec lat osiemdziesiątych w Warszawie, obecnie mieszka w jej okolicach. Studiował m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie otrzymał tytuł magistra na kierunku Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo. Z pisaniem na poważnie związał się w 2006 roku, kiedy rozpoczął współpracę z dużym polskim serwisem o grach niezależnych. Następnym jego krokiem było założenie własnego bloga (a nawet dwóch), gdzie w sposób radośnie nieskrępowany dodawał wpisy o grach, książkach i muzyce. Fan muzyki i gier w ogóle, ale zwłaszcza twórczości niezależnej – nie pogardzi też czymś do czytania. Potrafi przez trzy dni słuchać tej samej płyty, co może nie jest zbyt produktywne, ale ten typ już tak ma.
follow me

Dodaj komentarz