Buk – opowieść o szaleństwie

Paskudnie zimno i mokro.

Dobra, skończyłem. Możecie ją zabrać.

Wstając, Daniel zawadził nogawką o wystający korzeń i spojrzał w górę. Z ciężkiego nieba sypał pierwszy śnieg, co zwiastowało koniec listopada. Oślizłe liście na ziemi, gołe drzewa i sine trupy, nie wróżyły niczego dobrego.

W sumie ładnie tutaj.

Monika podeszła do patologa i również popatrzyła ponad gałęzie wysokiego buka. Oboje zastanawiali się nad ciałem, które leżało w starannie wykopanym dole pod zakręconymi korzeniami. Wiedzieli już, że nie zabił jej byle przechodzień. Całe to miejsce wyglądało jak jakiś psychodeliczny ołtarz, A biedaczka w białej sukience była nazbyt ładna z płatkami śniegu we włosach.

Jak z bajki.

Z chorej bajki.

W czasie wydobywania ciała nieznajomej spod drzewa oderwał się jej lewy bark, za który ciągnął policjant. Odrzuciło go w tył i krzyknął. Potem podano mu herbatę z prądem, żeby się uspokoił. Następną próbę podjęto już przy udziale większej ilości osób. Ciągnęli,. targali i siłowali się jak mogli, ale czterech rosłych mężczyzn nie było w stanie wyciągnąć z rowu filigranowego ciałka martwej kobiety. Dołączył do nich nawet kierowca, który przyjechał zabrać ją do kostnicy.

Baby – mlasnęła z przekąsem Monika i z przekonaniem zaczęła ciągnąć razem z nimi. Tym razem kobieca siła jednak nie zadziałała. Ciało nadal leżało pod drzewem.

Danielu, dlaczego nie da się jej ruszyć?

Nie mam pojęcia – powiedział zdyszany patolog. – Jak ją oglądałem wszystko wyglądało normalnie. Nie może być przymarznięta, bo temperatury nie są jeszcze aż tak niskie. O nic się nie zahaczyła.Po chwili namysłu postanowili przerzucić ciało twarzą do ziemi. Ktoś musiał jednak wejść do dziury, która co prawda sięgała im tylko do połowy uda, ale mimo wszystko każdego ogarniał strach. 

Monika znowu chciała powiedzieć coś o „babach”, ale Daniel westchnął potężnie i zjechał na mokrych liściach do ciała, z powrotem przyjmując pozycję, z jakiej wcześniej je badał. Przekroczył ofiarę i kucnął po prawej stronie. Policjanci chwycili za rękę i nogi dziewczyny, a on zaparł się o korzeń i pchał w bok zwłok ofiary. Po chwili – która zdawała się być godziną– poczuł, że ciało drgnęło i usłyszał cichy mlask, tak jakby puszczał klej.

Ciągnijcie! Ruszyło się!

J-e-z-u C-h-r-y-s-t-e… – spała Monika.

W tym momencie ciało przewaliło się na drugą stronę, a cała gromada upadła na tyłki. Daniel też upadł, ale na brzuch. Jego koledzy wygramolili się, złapali ciało i wyciągnęli na przygotowane już od dawna płótno.

Hej, co tak leżysz?

N-nie… nie mogę wstać.

Ludzie wybałuszyli oczy. Ktoś się zaśmiał. Patolog przebiegł przerażonym wzrokiem po pozostałych. Śmiejący się wcześniej policjanta zaczerwienił się speszony i wsadził nos w kubek.

Reszta przystąpiła do leżącego. Tym razem bali się jeszcze bardziej. Ktoś znowu zaczął się histerycznie śmiać Samiec alfa- Monika- puścił pawia. Kierowcy drastycznie spadł poziom cukru we krwi, zaczął się trząść i pocić. Nadchodził zmierzch i było coraz zimniej. Poza tym całe to miejsce było jakieś straszne i obłąkane.

Mężczyźni chwycili kolegę i targali nim do góry.

Mocniej! Mocniej!

Perlisty pot spływał po ich twarzach.

Jeszcze raz! Jeszcze raz!

Z ust wydobywały się kłęby pary.

Dalej!

Daniel podciągnął się i nagle oderwał od ziemi. Wrzasnął przerażony, wyskakując z dołu i nagle puścił się w szale, biegnąc przed siebie. Oszołomieni ludzie popatrzyli za nim, a następnie w miejsce skąd wyszedł, a gdzie odsunęła się nieco ziemia. Spod mokrych liści wystawała ręka, noga, korpus, a także całe morze kolejnych, powykręcanych kończyn i głów zalepionych krwawą żywicą, która spływała z naciętych korzeni drzewa. Było tam przynajmniej pięciu ludzi obtoczonych w wydzielinie buka. Niektórzy zdążyli się już solidnie rozłożyć, a spod ziemi unosił się duszący fetor zwłok, wilgoci i żywicy. Oczy martwych ludzi były skierowane na żywych. A był w nich już tylko strach.Około dwudziestej na miejsce przyjechał samochód innego patrolu policji, która znalazła płaczącego przy drodze Daniela. Wskazał im miejsce, z którego uciekł, a światła latarek ukazały im sześciu obłąkanych ludzi w bieliźnie, którzy tańczyli, śmiali się i jęczeli pomiędzy drzewami. Jeden z nich wydłubał sobie oko. Drugi uderzał głową w kamień, a krew spływała po jego skroniach. Kobieta w skupieniu wyrywała sobie paznokcie. Kiedy ich wszystkich pozbierali, natknęli się na dół wykopany pod wielkim bukiem.

Mamy tu ciała. Trzeba je zabrać.

Po czym zaczęli ciągnąć jednoręką dziewczynę do góry.

 

Grafika: Patrycja Smaga

  • Inne tego autora
  • Polecane
Marta Marek Contributor
Szef Działu Grozy w: Magazyn Kulturalny Horyzont
Marta Marek – Pochodząca ze Śląska studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Miłośniczka kryminałów i kina grozy. W wolnym czasie amatorsko zajmuje się fotografią. Od września zajmuje się szeroko pojętą tematyką grozy w Redakcji Magazynu Kulturalnego „Horyzont”.
follow me

Dodaj komentarz