„Jeśli coś chce się w życiu osiągnąć, to się osiągnie, ale trzeba tego bardzo chcieć.” – w rozmowie z Ewą Kasprzyk

O przywiązaniu do Stargardu, własnej wewnętrznej sile i literaturze w rozmowie z Ewą Kasprzyk podczas Festiwalu Czytania Odkrywcy Wyobraźni 2017 w Szczecinie. 


Anna Jakubczak – Na Festiwal Czytania wybrała Pani książkę o historii Wandy Rutkiewicz – dlaczego zdecydowała się Pani akurat na tę książkę?

Ewa Kasprzyk – Tak właśnie się zdarza, że człowiek podświadomie wybiera rzeczy, które są mu bliskie. To w jaki sposób Wanda Rutkowska żyła, w jaki sposób dochodziła do swoich sukcesów i jaką była kobietą, jest dla mnie ciekawe. Jaką siłę musiała mieć w sobie, żeby pokonywać siebie, walczyć z przeciwnościami. Zresztą zawsze interesowały mnie książki biograficzne, z nich właśnie można czerpać, nie mówię, że wzór do naśladowania, ale przede wszystkim wyciągać dla siebie jakieś rady i mądrości. I tak wiele z takich rzeczy, które się przytrafiły Wandzie Rutkowskiej, mogę sobie w jakiś sposób przetworzyć również na własne życie. Taką chęć za wszelka cenę, pokonywania przede wszystkim tej niemocy. Walka z samej sobą. To ciekawe skąd czerpać tę siłę, skąd ona przychodzi. Ja uważam, że trzeba się z tym urodzić i ona właśnie z tą siłą się urodziła.

Ja też jestem typem takiej kobiety. Jak to mówią, jestem trochę czołgiem, który musi pokonać sam wiele przeszkód, ale tak naprawdę właśnie z tego czerpie się siłę i mądrość dla siebie. Z wnętrza samego siebie.

A.J. – A do czego zainspirowała Panią powyższa książka?

E.K. – Na razie jeszcze nie będę się wspinać i chyba już nie będę. (śmiech). Natomiast myślę, że pozwoliło utwierdzić się jeszcze bardziej w przekonaniu, że nie jest się samotnym na świecie w takich sytuacjach, kiedy wydaje się, że wiele dźwiga się na swych barkach. I myślę też,że jeśli coś chce się w życiu osiągnąć, to się osiągnie, ale trzeba tego bardzo chcieć.

A.J. – Wspomniała Pani też o samotności. Czy nie ma Pani wrażenia, że ta samotność w dzisiejszym świecie jest jeszcze bardziej dotkliwa?

E.K. – Dobrze, że Pani poruszyła ten temat. Myślę, że przez to, ze my się gdzieś tam kontaktujemy w sieci online, przez portale społecznościowe. Z reszta sama w to wpadłam, bo wszystkiego chcę spróbować. No i tak myślę, że za mało jest tej bliskości, że po prostu to wszystko postępuje. Kontaktujemy się przez Skype, messengera, to wszystko wpływa na to, ze oddalamy się nieco od siebie, że to się pogłębia…

A.J. – To tak, jakbyśmy rozmawiali „lajkami” a nie prawdziwie ze sobą….

E.K. – Może to łatwiej, że się tak asekurujemy, czujemy się bezpiecznie albo hejtujemy, albo boimy się komuś powiedzieć prawdę. Albo jest nam po prostu łatwiej komunikować się w ten sposób.

A.J. – Jaka jest rola książki w Pani życiu?

E.K. – Nieoceniona, myślę, że nie do przecenienia, to nam daje naprawdę wiele. Ja byłam taką nastolatka, która uciekała w świat fikcji. Może to dziwić, ale nie akceptowałam siebie. Wiadomo to był ten wiek odrzucenia i myślenia o sobie, że jestem taka a taka. I książka dała mi ten świat nierealny, poczucie ulgi, poza tym, żyje się podwójnie czytając. Jest takie powodzenie, że jak się czyta, to człowiek jest taki zachłanny na wszystkie książki, a niestety nie da się ich przeczytać. Dlatego dobra jest taka lista 100 książek, które trzeba przeczytać, ale tu znów nie na wszystko ma się czas. Więcej na pewno czyta się na wakacjach. Zawsze to jest kosztem czegoś, ja się przyznaje do tego, ze czytam, nawet grube książki, ostatnio Kapelusz pełen czereśni Oriany Fallaci, Shantaram Gregora Davida Robertsa, czy niektóre Szczygła. Bo warto skończyć coś do końca i czytać coś wartościowego niż czasopisma gdzie powtarzają się te same bzdury.

A.J. – Książka, która miała na Panią największy wpływ to…?

E.K. – Na pewno muszę wskazać Biesy Dostojewskiego, które zapadają w pamięć w sensie epoki, języka i postaci. Również Brunona Schulza i jego Sklepy Cynamonowe, ta metaforyka na mnie działa. Czy choćby beatnicków Jacka Kerouac. Ta poezja zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie zapomnę naszego Bursy, który jest mi bliski ze względu na czasy liceum, podczas których jeździłam na konkursy recytatorskie.

A.J. – Wzięła Pani udział w programie Przemka Kossakowskiego „Być jak”, jakie refleksje wzbudził w Pani ten program? Co zmienił w postrzeganiu przez Panią samej siebie?

E.K. – Przede wszystkim nie było w nim nic wyreżyserowane. Jest to jeden z programów, w którym wszystko robi się na poważnie. Powiedziałam Przemkowi, że boję się wejść na konia i on zaskoczył mnie tym, że pozwolił mi się po 30 latach przełamać i wsiąść na niego. Co jest istotne, poznałam bardzo ciekawego człowieka, niesztampowego dziennikarza, który prowadzi interesujący proram. Podjęłam wyzwanie i będę dalej jeździć, bo warto pokonywać swoje lęki.

A.J. – Niewiele osób wie, że pochodzi Pani z naszego regionu, czy tęskni Pani za Stargardem i okolicami?

E.K. – Jak przejeżdżałam dzisiaj przez Stargard zauważyłam, że nie jest już szczeciński, co dla mnie nie było niczym złym, chociaż wielu osobom to przeszkadzało. Poczułam przyspieszone bicie serca, co jest udowodnione przez przyciąganie ziemskie, że jest to uczucie przywiązania. Jak jeździłam do rodziców, i widziałam te wieże w Stargardzie i to wszystko przywracało to dziwne uczucie. Czułam, że tu właśnie się urodziłam i że jest ta irracjonalna, metafizyczna więź. To jest ta magia miejsc. Dlaczego ludzie, którzy wyjeżdżają za granicę, za ocean, mówią, że daliby wiele, aby znów zobaczyć np. tą przysłowiową swoją dziurę w dawnym płocie, pomimo iż może teraz mieszkają w wielkim domu czy pałacu. Marzą by dotknąć to wszystko, posmakować znów tej kuchni. I to jest niesamowite. Wróciły do mnie wspomnienia Domu Kultury, gdzie trenowałam gimnastykę artystyczną. Dom Kolejarza, w którym zaczęłam recytować wiersze i pływalnia, gdzie jak szalona wyczynowo pływałam. Mój dom, i rodzina.

A. J. – Grała Pani role zarówno komediowe, jak i kobiet niezależnych lub odwrotnie – niespełnionych. Czy lubi się Pani bawić tymi kreacjami? A może jest typ ról, w których czuje się Pani najlepiej?

E.K. – W dobrych. (śmiech).

A.J. – Fani odbierają Panią jako osobę niezależną, pełną odwagi, elegancji i kobiecości, co Pani czuje będąc wciąż ikoną seksapilu na polskiej scenie?

E.K. – Pani mnie zawstydza (śmiech). Ja nie czuję nic wspólnego z tym wizerunkiem. Jest mi bardzo miło, jeśli ktoś mnie tak postrzega. Można się tylko cieszyć i prosić o więcej. (śmiech).

A.J. – I tradycyjnie na koniec – słowo dla czytelników.

E.K. – Bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę szczęścia, optymizmu, pogody życia, wiecznej młodości, no i oczywiście seksapilu.

A.J. – Dziękuję za rozmowę.  Wywiad opublikowany również na łamach 

 

Wywiad opublikowany również na łamach strony Subiektywnie by RattyAdalan.

  • Inne tego autora
  • Polecane
Anna Jakubczak Administrator
,
Anna Jakubczak vel RattyAdalan (Redaktor Naczelny) – (1994) poetka, prozatorka, publicystka, redaktor naczelna Magazynu Kulturalnego Horyzont oraz organizatorka spotkań autorskich w Książnicy Pomorskiej. Studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami oraz studiów pisarskich na Uniwersytecie Szczecińskim. Współpracuje ze szczecińskim oddziałem Związku Literatów Polskich, Inku Szczecińskim Inkubatorem Kultury, Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach, portalem SilesiaYoung, Wydawnictwem Edgard oraz kilkoma polskimi zagranicznymi organizacjami. Swoją twórczość publikowała w wielu antologiach, zarówno w Polsce i zagranicą. Jest stałą autorką w cyklu poetyckim The Year of The Poet, wydawanym przez amerykańskie wydawnictwo Inner Child Press, kierowane przez Williama St. Petersa. Wyróżniona w II Ogólnopolskim Konkursie im. Jóżefa Bursewicza O Złotą Metaforę za wiersz Przypinka. Autorka tomu poetyckiego Ars Poetica (Londyn, 2013), w przygotowaniu kolejny tom Rozmowy nocą oraz powieść Wiatr nadziei.

Dodaj komentarz